ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

2 czerwca w Dyskusyjnym Klubie Filmowym. „Człowiek z marmuru” – film, który władza chciała zakopać

Jest rok 1976. Na korytarzu telewizji młoda dyplomantka szkoły filmowej, Agnieszka, dobija się do drzwi redaktora. Chce zrobić film. Temat: Mateusz Birkut – przodownik pracy z lat pięćdziesiątych, gwiazdor propagandy, który nagle i tajemniczo zniknął z publicznego życia gdzieś około 1952 roku. Redaktor wzrusza ramionami. Agnieszka się nie wzrusza. I zaczyna kopać.

To, co odkopuje... brzydko pachnie.

Śledząc pogmatwane losy Birkuta, poznaje prywatne dramaty ludzi uwikłanych i zniszczonych przez komunistyczny system. Dawni kumple milczą albo kłamią. Archiwalne taśmy filmowe mówią więcej niż żywi świadkowie. Marmurowy posąg przodownika stoi zapomniany w muzealnym magazynie – jak wszystko, co systemowi przestało być potrzebne.

Trzynaście lat czekania
Scenariusz był gotów w 1963 roku. Reżyser chciał od razu zacząć zdjęcia, ale ówczesny wiceminister kultury uznał, że na taki film jest jeszcze za wcześnie, że scenariusz zbyt ostro przedstawia minione czasy. Te argumenty powtarzały się w kolejnych latach. Trzynaście lat Wajda chodził z tym pomysłem od drzwi do drzwi. Dopiero po sukcesie „Ziemi obiecanej” minister kultury Józef Tejchma, ryzykując utratą stanowiska, wyraził zgodę na produkcję.

Wajda nie zmarnował szansy. Do scenariusza dopisał to, o czym Polska wiedziała, ale bała się mówić głośno – wydarzenia Grudnia 1970 roku, które zaważyły na losie Birkuta.

Cegła zamiast nagrody
Kiedy film w lutym 1977 roku trafił na ekrany, władza zrobiła wszystko, żeby nikt go nie zobaczył. Wyświetlano go tylko w nielicznych kinach, bez ogłoszeń w prasowych programach repertuarowych, za to z negatywnymi recenzjami w oficjalnych mediach. Jury festiwalu w Gdańsku „nie zauważyło" filmu – dziennikarze wręczyli więc Wajdzie na schodach przed halą symboliczną cegłę. Tak narodziła się legenda.

Mimo wszystko film obejrzało w Polsce 2,5 miliona widzów. Premier Piotr Jaroszewicz odwołał ze stanowiska szefa Komitetu Kinematografii Mieczysława Wojtczaka i zastąpił go wrogim Wajdzie Januszem Wilhelmim. Najlepsza recenzja, jaką film mógł dostać.

Na arenie międzynarodowej historia potoczyła się inaczej. W 1978 roku, dzięki paryskiemu dystrybutorowi, film pokazano poza konkursem w Cannes, gdzie zdobył nagrodę FIPRESCI. Cztery lata później Wajda nakręcił kontynuację – Człowiek z żelaza – i odebrał za nią Złotą Palmę.

Obsada, która przeszła do historii
Krystyna Janda miała jeden z najbardziej efektownych debiutów w polskim kinie – właśnie rolę Agnieszki. Zagrała ją tak, że nie dało się jej zapomnieć: natrętna, nieustępliwa, wkurzona na wszystko i wszystkich – i mająca rację. Jerzy Radziwiłowicz wcielił się w dwie role: Mateusza Birkuta i jego syna Maćka Tomczyka. Tadeusz Łomnicki zagrał oportunistycznego reżysera, który Birkuta najpierw wykreował, a potem wymazał.

Za kamerą stał Edward Kłosiński. Scenografię projektował Allan Starski, późniejszy laureat Oscara za „Listę Schindlera”.

Dlaczego warto o tym rozmawiać dziś
Dramaty Mateusza Birkuta widzowie odczytali jako metaforę zmagań jednostki z totalitaryzmem. Walka Birkuta o prawdę nie skończyła się w latach pięćdziesiątych – trwała ona i w chwili, gdy film powstawał.

Kinowe projekcje „Człowieka z marmuru” w 1977 roku stawały się czymś w rodzaju zbiorowego katharsis i pozwalały przyjrzeć się destrukcyjnej sile epoki stalinizmu. Mechanizm, który Wajda pokazał – jak system produkuje bohaterów, a potem ich niszczy – nie jest wyłącznie historyczny. Dlatego ten film ma 153 minuty i nadal ani minuty za dużo.

Film obejrzymy w Dyskusyjnym Klubie Filmowym Kina Łydynia w Ciechanowie już 2 czerwca, o godz. 18.00.

Komentarze obsługiwane przez CComment