Ościsłowo, licząca blisko 300 mieszkańców wieś zlokalizowana przy drodze krajowej nr 60, mniej więcej w połowie drogi z Ciechanowa do Glinojecka, to dziś spokojna, choć wciąż znacząca miejscowość. Znajduje się tu obecnie kilka bardzo ważnych dla mieszkańców instytucji, wśród których można wymienić choćby szkołę podstawową, ośrodek zdrowia, czy też Ochotniczą Straż Pożarną. Od 1980 roku mieszkańcem Ościsłowa jest Marek Marcinkowski, były dyrektor tejże szkoły, do niedawna wicestarosta, nadal działający w strukturach OSP, który w poniższym artykule jest naszym rozmówcą.
Ze składek i darów
Ochotnicza Straż Pożarna w Ościsłowie została zorganizowana w 1922 roku. Umieszczona na ścianie strażnicy 100 lat później pamiątkowa tablica wspomina nazwiska założycieli i późniejszych prezesów. Do straży należało 30 członków czynnych i 40 wspierających.
- Na początku nie było nic, tak jak w każdej początkującej organizacji. Trzeba było starać się o sprzęt i o zbudowanie remizy strażackiej. Remizę zbudowano z dobrowolnych składek i darów mieszkańców wsi Ościsłowo w roku 1925. Strażacy brali czynny udział przy budowie społecznego domu, który był jedynym ośrodkiem krzewienia kultury na wsi. W 1928 roku społeczeństwo Ościsłowa ufundowało swoim strażakom sztandar – informuje OSP.
Z biegiem lat przybywało nowoczesnego sprzętu, a w roku 1931 na zawodach powiatowych, jednostka zajęła I miejsce i w nagrodę otrzymała beczkowóz. Wokół straży kręciło się życie kulturalne wsi, za sprawa organizacji teatralnych przedstawień, zabaw tanecznych, majówek, pokazów strażackich itp.
Dziś to dobrze wyposażona i prężnie działająca jednostka będąca w strukturach KSRG.

budynek OSP KSRG Oscisłowo
Kaktus na ręku
Ośrodek zdrowia funkcjonuje od 1952 roku, jeszcze w latach 90-tych mieszcząc się w nieistniejącym już drewnianym budynku obok obecnej lokalizacji.
- Zamknął ten ośrodek lekarz wojewódzki, ponieważ nie spełniał warunków – wspomina Marek Marcinkowski. - Organizowaliśmy w tej sprawie spotkania. Podczas jednego z nich lekarz powiedział z charakterystycznym gestem „tu mi kaktus wyrośnie, jeśli tu będzie ośrodek zdrowia”. I tak nas to zmobilizowało, że zawiązaliśmy społeczny komitet budowy ośrodka.
Dzięki zaangażowaniu mieszkańców Ościsłowa i okolicznych wsi udało się ze zbiórek wybudować tuż obok nową siedzibę dla ośrodka. Dziś są tam także usługi fryzjerskie, a do niedawna istniała poczta oraz punkt apteczny.
Także dawny drewniany budynek odgrywał niegdyś większą rolę. W pewnym momencie Ościsłowo miało tu bowiem również… siedzibę gminy, bowiem w 1930 roku przeniesiono z Woli Młockiej kancelarię gminy Młock. Następnie była to siedziba rady gromadzkiej.

budynek, w którym znajduje się ośrodek zdrowia
Papierosy za pustaki
Szkoła pojawiła się w Ościsłowie w 1911 roku. Początkowo w dawnym budynku późniejszego ośrodka zdrowia, następnie w prywatnych izbach, a potem w drewnianym budynku, który znajdował się wtedy w okolicy późniejszej bazy maszynowej, wybudowanym przez kierownika tartaku Stanisława Zakrzewskiego (męża nauczycielki Stefanii). Budynek spłonął jednak w 1939 roku. Obecny budynek powstał w 1959 roku w miejscu, gdzie z drogą krajową łączy się droga powiatowa z Ojrzenia, w pewnym oddaleniu od centrum wsi. Jak mówi Marek Marcinkowski, wcześniej tuż obok istniał drewniany budynek, natomiast dzięki staraniom kierownika Władysława Zareckiego wzniesiono murowany gmach. Według projektu miał to być nowoczesny budynek z podpiwniczeniem dla kotłowni i centralnego ogrzewania, jednak z powodu podmokłego ówcześnie terenu i brakiem odpowiednich technologii, piwnice nie powstały. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych szkoła została wyremontowana i rozbudowana o nowe skrzydło, w którym mieściły się m.in. szatnie i łazienki. Dyrektorem był wtedy właśnie nasz rozmówca, czyli Marek Marcinkowski.
- Zbieraliśmy pieniądze w ramach Narodowego Czynu Pomocy Szkole – wspomina. – W końcówce lat 80-tych była w Polsce nędza i trzeba było sobie jakoś radzić. Jeździłem po pustaki do Lidzbarka Welskiego. Brałem ze sobą papierosy, których miałem zapas, bo były na kartki, a ja nie paliłem. Dlatego mając przydział na, powiedzmy, 500 pustaków, w zamian za papierosy dostałem drugie tyle.

starsze skrzydło szkoły podstawowej
Kalipa i brylant
Ja, autor tego artykułu, pod koniec lat 80-tych zawitałem w mury tutejszej szkoły. Nie sposób zapomnieć oczywiście edukacji czasu transformacji, zachodzących zmian, lekcji religii poza szkołą, „uwag” w dzienniczkach, odmiennego niż obecnie podejścia do kar itd. Nie da się również zapomnieć ówczesnego sposobu naszego transportu do szkoły, zorganizowanego przez gminę po zlikwidowaniu szkoły w Budach Rumockich. Pojazdem owym była tzw. „kalipa”, czyli specjalna przyczepa ciągnięta za pomocą traktora. Do dziś pamiętam te komfortowe warunki podróży, wygodne siedzenia, klimatyzację i tę zawrotną prędkość. Autobus na miarę naszych możliwości. Łezka się w oku kręci. Pewna anegdota wiąże się również z drogą, którą przemierzaliśmy codziennie ową „kalipą”. Otóż zwana jest ona potocznie „brylantem”. Skąd to się wzięło?
- Józef Nawrocki, przewodniczący Gminnej Rady Narodowej, który wyasfaltował tę drogę, miał podobno powiedzieć: "O, teraz będzie droga jak brylant". I tak to się utrwaliło – stwierdził Marek Marcinkowski.
Tamtego świata już nie ma, podobnie jak nie ma już wielu z tamtych ludzi. Wkrótce może tez nie być szkoły, biorąc pod uwagę, iż w „moich” czasach było nas tam około dwustu, dziś to zaledwie około 60 uczniów. Na pewno jednak zostanie powyższe świadectwo. Z czerwonym paskiem.






Komentarze obsługiwane przez CComment