Mława stała się centrum debaty o przyszłości lokalnego bezpieczeństwa energetycznego. Blisko stu samorządowców i przedsiębiorców z regionu dyskutowało o tym, jak przestać bać się rachunków za prąd i zacząć go produkować u siebie. Wniosek? Albo nauczymy się współpracować w ramach spółdzielni, albo zostaniemy w tyle.
Spółdzielnia, czyli siła w grupie
Podczas konferencji „Budowanie bezpieczeństwa energetycznego dla lokalnej infrastruktury” dr Mariusz Kłos z Politechniki Warszawskiej postawił sprawę jasno: era działających w pojedynkę wójtów i burmistrzów się kończy. Kluczem do sukcesu są spółdzielnie energetyczne.
Dlaczego to ważne? Bo gmina wiejska często ma teren pod wiatraki czy biogazownie, a miasto ma dachy i stały popyt na prąd. Połączenie tych sił to prosta droga do niższych rachunków dla mieszkańców i stabilnego budżetu samorządu. Spółdzielnia pozwala na wewnętrzne rozliczanie energii – nawet ci, którzy nie mają własnych paneli, mogą korzystać z prądu wytworzonego przez sąsiada.
Sawicki: „Metan ucieka w powietrze, a my śpimy”
Marek Sawicki, poseł i marszałek senior, od lat lobbuje za małymi biogazowniami (do 0,5 MW). Według niego to najprostszy sposób na zagospodarowanie rolniczych odpadów.
– Jeżdżę po kraju i z niepokojem patrzę na obornik składowany na polach. Z niego ucieka metan, czyli czysta energia – punktował Sawicki.
Poseł przekonywał, że wykorzystanie odpadów z rolnictwa, przetwórstwa i lasów mogłoby zaspokoić nawet 40% potrzeb energetycznych kraju. Co ważne dla mieszkańców: małe biogazownie nie śmierdzą, a ich budowa – dzięki uproszczonym przepisom – może zająć tylko rok.
Rybno daje przykład
Uczestnicy mogli zobaczyć, jak teoria wygląda w praktyce na przykładzie gminy Rybno. Tamtejsza pilotażowa biogazownia przy oczyszczalni ścieków produkuje prąd i ciepło z osadów, które wcześniej trafiały na pola jako surowy nawóz. Teraz przyglądają się jej naukowcy, by ocenić opłacalność i bezpieczeństwo takich instalacji dla innych gmin.
Sala pełna obaw: „To nie takie proste”
Mimo optymizmu prelegentów, lokalni działacze studzili emocje. Przemysław Pakuszewski, wójt gminy Radzanów, wskazał na największy ból głowy rolników: przyłącza do sieci. Co z tego, że ktoś chce budować biogazownię, skoro boi się, że energetyczny gigant nie wpuści go do systemu?
Głos zabrał też Mirosław Koźlakiewicz, który dyplomatycznie, ale dosadnie zauważył, że o dobrych kierunkach mówi się od lat, a realne bariery wciąż stoją w miejscu. W odpowiedzi poseł Sawicki zapewnił, że małe biogazownie mają ustawowe pierwszeństwo w przyłączaniu do sieci.
Lekcja z Ukrainy
Stanisław Żelichowski, były minister środowiska, przypomniał o aspekcie strategicznym. Rozproszona energetyka to bezpieczeństwo. Na przykładzie Ukrainy widać, że jeden dron może sparaliżować wielką elektrownię. Sieć tysięcy małych producentów jest znacznie trudniejsza do zniszczenia.
Podsumowując: Spotkanie w Mławie, prowadzone przez Daniela Kortlana, pokazało, że technologia i chęci są, ale diabeł tkwi w przepisach i mentalności. Niektórzy wychodzili z sali z poczuciem „tureckiego kazania”, ale większość zrozumiała jedno: czas taniej energii z jednego źródła bezpowrotnie minął.





Komentarze obsługiwane przez CComment