ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Energetyczna rewolucja w Mławie. Samorządy i rolnicy wezmą prąd w swoje ręce?

Prezydium konferencji

Mława stała się centrum debaty o przyszłości lokalnego bezpieczeństwa energetycznego. Blisko stu samorządowców i przedsiębiorców z regionu dyskutowało o tym, jak przestać bać się rachunków za prąd i zacząć go produkować u siebie. Wniosek? Albo nauczymy się współpracować w ramach spółdzielni, albo zostaniemy w tyle.

Spółdzielnia, czyli siła w grupie

Podczas konferencji „Budowanie bezpieczeństwa energetycznego dla lokalnej infrastruktury” dr Mariusz Kłos z Politechniki Warszawskiej postawił sprawę jasno: era działających w pojedynkę wójtów i burmistrzów się kończy. Kluczem do sukcesu są spółdzielnie energetyczne.

Dlaczego to ważne? Bo gmina wiejska często ma teren pod wiatraki czy biogazownie, a miasto ma dachy i stały popyt na prąd. Połączenie tych sił to prosta droga do niższych rachunków dla mieszkańców i stabilnego budżetu samorządu. Spółdzielnia pozwala na wewnętrzne rozliczanie energii – nawet ci, którzy nie mają własnych paneli, mogą korzystać z prądu wytworzonego przez sąsiada.

Sawicki: „Metan ucieka w powietrze, a my śpimy”

Marek Sawicki, poseł i marszałek senior, od lat lobbuje za małymi biogazowniami (do 0,5 MW). Według niego to najprostszy sposób na zagospodarowanie rolniczych odpadów.

– Jeżdżę po kraju i z niepokojem patrzę na obornik składowany na polach. Z niego ucieka metan, czyli czysta energia – punktował Sawicki.

Poseł przekonywał, że wykorzystanie odpadów z rolnictwa, przetwórstwa i lasów mogłoby zaspokoić nawet 40% potrzeb energetycznych kraju. Co ważne dla mieszkańców: małe biogazownie nie śmierdzą, a ich budowa – dzięki uproszczonym przepisom – może zająć tylko rok.

Rybno daje przykład

Uczestnicy mogli zobaczyć, jak teoria wygląda w praktyce na przykładzie gminy Rybno. Tamtejsza pilotażowa biogazownia przy oczyszczalni ścieków produkuje prąd i ciepło z osadów, które wcześniej trafiały na pola jako surowy nawóz. Teraz przyglądają się jej naukowcy, by ocenić opłacalność i bezpieczeństwo takich instalacji dla innych gmin.

Sala pełna obaw: „To nie takie proste”

Mimo optymizmu prelegentów, lokalni działacze studzili emocje. Przemysław Pakuszewski, wójt gminy Radzanów, wskazał na największy ból głowy rolników: przyłącza do sieci. Co z tego, że ktoś chce budować biogazownię, skoro boi się, że energetyczny gigant nie wpuści go do systemu?

Głos zabrał też Mirosław Koźlakiewicz, który dyplomatycznie, ale dosadnie zauważył, że o dobrych kierunkach mówi się od lat, a realne bariery wciąż stoją w miejscu. W odpowiedzi poseł Sawicki zapewnił, że małe biogazownie mają ustawowe pierwszeństwo w przyłączaniu do sieci.

Lekcja z Ukrainy

Stanisław Żelichowski, były minister środowiska, przypomniał o aspekcie strategicznym. Rozproszona energetyka to bezpieczeństwo. Na przykładzie Ukrainy widać, że jeden dron może sparaliżować wielką elektrownię. Sieć tysięcy małych producentów jest znacznie trudniejsza do zniszczenia.

Podsumowując: Spotkanie w Mławie, prowadzone przez Daniela Kortlana, pokazało, że technologia i chęci są, ale diabeł tkwi w przepisach i mentalności. Niektórzy wychodzili z sali z poczuciem „tureckiego kazania”, ale większość zrozumiała jedno: czas taniej energii z jednego źródła bezpowrotnie minął.

Komentarze obsługiwane przez CComment