Na ziemie okupowanej jeszcze Polski wkraczały wojska radzieckie, a Niemcy wycofywali się z miast i miasteczek. Uciekali również z Płońska, ale zanim to miasto opuścili, w styczniową mroźną noc wywieźli więźniów płońskiego aresztu na oddalony od miasta teren ówczesnego ogrodu powiatowego na dzisiejszych Piaskach. Tu ich zamordowali.
Kończyła się wojna
W styczniu 1945 roku, gdy weszli Rosjanie, wiele rodzin czekało na powrót swoich bliskich. Czekały również rodziny mężczyzn przetrzymywanych w płońskim więzieniu. Gdy Niemcy opuścili Płońsk, okazało się bowiem, że budynek jest pusty.
Pewien zimowy, mroźny dzień rozpoczynającego się 1945 roku nadzieję na powrót synów, braci, ojców i mężów im odebrał. Ktoś zauważył na Piaskach, że spod śniegu wystaje ludzka ręka... Tak odkryto masowy grób na płońskich Piaskach.
Co roku ta historia powraca. Za sprawą kolejnej rocznicy i jej obchodów. Co roku ten okrutny mord budzi pytanie: dlaczego tak się stało?
81. lat temu zima była mroźna. Niemiecka policja kryminalna, tuż przed wejściem Rosjan do Płońska, wywiozła na Piaski wygłodzonych, wyczerpanych trwającymi przez wiele miesięcy przesłuchaniami i torturami więźniów. Byli to głównie żołnierze Armii Krajowej, mieszkańcy Płońska i okolic.
Żaden z nich do domu nie wrócił, wszyscy, a było ich około 80, zginęli rozstrzelani strzałami w tył głowy. Najmłodszy z nich, Marian Poborski, członek Tajnej Armii Polskiej i Narodowych Sił Zbrojnych, ps. "Śniady" miał zaledwie 18 lat…
Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta im. M. Krysiak w Płońsku zebrała wiele relacji, ustalono wiele nowych faktów.
Ale do dziś nie są znane nazwiska wszystkich, którzy na Piaskach zostali rozstrzelani - ustalono tylko nazwiska połowy z nich.
Strzały, bardzo dużo strzałów
Płońska pracownia zarejestrowała wiele wspomnień i relacji mieszkańców o wydarzeniach sprzed 81 lat, a wśród nich relację Krystyny z Gilewskich Salwowskiej.
Dom Gilewskich na Piaskach znajdował się naprzeciwko Ogrodu Powiatowego, niedaleko bramy wjazdowej.
Krystyna Salwowska słyszała strzały, gdy w styczniu 1945 zamordowano na Piaskach przetrzymywanych w płońskim areszcie więźniów.
(…) „ Zaczynała się właśnie kolejna długa, zimowa noc - wspominała. - Około godziny siódmej, tuż przed godziną policyjną, która w Płońsku obowiązywała od 19.00, do Ogrodu Powiatowego zaczęły wjeżdżać samochody ciężarowe. Trzy razy przyjeżdżały. Wjeżdżały bramą i jechały aż na sam koniec ogrodu kierując się w prawo, w głąb pól, w pobliże rzeki, gdzie był ogromny dół, do którego wcześniej wrzucano nać po ziemniakach i śmieci… To były samochody kryte plandeką, więc ludzi nie było widać. Przywoziły jednych więźniów, a potem jechały po następnych, podczas gdy tu byli już oprawcy, którzy ich rozstrzeliwali, bo niedługo po tym, jak wyjeżdżały, słychać było strzały. Bardzo dużo strzałów!... Huk był straszny!... Jeszcze dziś, gdy się wyciszę, jakbym znowu słyszała te strzały - jedne po drugich. (…) Staliśmy przy oknie z tatusiem i obserwowaliśmy, co się dzieje. Niemcy nakazali wprawdzie, żeby okna zasłonić czarnym papierem, ale my odchyliliśmy papier i widzieliśmy, jak samochody wjeżdżają w głąb ogrodu. Dłuższy czas tak staliśmy. Tatuś był przerażony. Myślę, że zdawał sobie sprawę, że Niemcy kogoś zabijają. Wiedział przecież, że w płońskim więzieniu było dużo ludzi osadzonych wskutek różnych aresztowań i łapanek. Pamiętam, że przytulił mnie mocno do siebie, bo widział, że się boję” (…).
Potem pomordowanych odnaleziono. Tak ten moment wspominała Krystyna Salwowska:
(…) „- Stało się to dzięki chłopcom z sąsiedztwa, którzy po wojnie biegali do Ogrodu Powiatowego w poszukiwaniu kamieni do proc - kiedy dobiegli do rozległego dołu wykopanego w głębi ogrodu, zobaczyli wystającą z niego rękę. Byli tam. Leżeli nakryci tylko nacią od ziemniaków i śniegiem, bo jeszcze była zima. Chłopcy powiadomili kogoś z dorosłych. Od razu na Piaski przyjechała milicja… Zbiegli się ludzie. Ja też tam byłam, jestem nawet na zdjęciu, zrobionym po wydobyciu ciał. Spośród wszystkich, których wtedy wydobyto, zapamiętałam tych, których znałam - doktora Wiszniewskiego, bo za okupacji dwa razy byłam jego pacjentką, synów pani Góreckiej - Michała i Wiesława, bo znałam ich obu… Byli jeszcze bardzo młodzi. Widać ich na zbiorowym zdjęciu, zrobionym zaraz po wydobyciu ciał - leżą jeden obok drugiego, jeden w butach, bo Niemcy nie zdążyli mu ich ściągnąć, a drugi bez, bo z jakichś powodów jemu je zdjęli „ (…). Tuż po odkryciu ciał, wszyscy przekazywali sobie nawzajem wiadomość o zbrodni, więc na Piaski przyjeżdżali ludzie spoza Płońska, z całego powiatu, i pytali, gdzie jest to miejsce. Przyjeżdżali, bo dowiedzieli się od innych, że tu takiego mordu Niemcy dokonali, i chcieli sprawdzić, czy wśród zamordowanych nie ma ich bliskich. Było ich bardzo wielu. Ponieważ mieszkaliśmy bardzo blisko, więc kilka razy ja ich prowadziłam. Wtedy nikt nie pomyślał, by pytać ich o nazwiska, oni sami też nie podawali. Szli tylko na miejsce zbrodni… Tam była już, proszę pani, wydeptana w śniegu droga…”
Byli blisko
Wśród zamordowanych na Piaskach był Leon Żebrowski z Cieciórk, również działający w konspiracji. Gdy został aresztowany przez Niemców, rodzina usiłowała wydostać go z więzienia. Zanim dostał kulę w tył głowy w Ogrodzie Powiatowym, wiele w płońskim więzieniu wycierpiał.
„- Dopiero po wyzwoleniu Ala Laskowska, która była w tym czasie w płońskim więzieniu, opowiadała mi, że Niemcy bardzo męczyli mojego brata, że go wieszali za ręce na ścianie… - wspominała siostra Leona, Halina Gniewkowska. - Powiedziała też, że chciał odebrać sobie życie, że miał przy sobie cyjanek i chciał go połknąć, ale fiolka z trucizną wypadła mu z rąk i stłukła się … Jeśli mój brat zamierzał zrobić coś takiego, to znaczy, że był strasznie katowany i bał się, że więcej tortur nie wytrzyma” (…).
Po ekshumacji, przy Leonie znaleziono szal i rękawiczki, które zrobiła mu siostra, by nie marzł w więzieniu…
- Myślę czasami, proszę pani, jak my niewiele rozumiemy z tego, co przeżywają nasi bliscy w chwilach próby!... Zupełnie, jakby lęk o nich blokował w nas przeczucie prawdy. Bo czy uwierzy pani, że ja mu robiłam na drutach szal i rękawiczki, żeby mu tam było cieplej?! Szal i rękawiczki! Podczas gdy jego tam katowali tak, że chciał ze sobą skończyć!... Potem, kiedy już nie żył, znaleźliśmy przy nim ten szal i rękawiczki. Nie ruszone, nie używane. Widocznie włożył je do kieszeni, gdy ich wywozili na śmierć (…)” - wspominała Halina Gniewkowska.
W styczniu 1945 roku, gdy do Płońska już weszli Rosjanie, ojciec szukał Leona. Jeździł wszędzie, gdzie były więzienia. Nie wiedział, że jego syn jest tak blisko…
„- Gdy ich odnaleziono, leżeli powiązani drutem kolczastym po dwóch - relacjonowała Halina Gniewkowska. - Musieli być straszliwie maltretowani, bo mój brat miał pierś przebitą bagnetem, szczękę zupełnie wybitą, jak od uderzenia karabinem, i ranę postrzałową w tyle głowy. Kiedy ta zbrodnia wyszła na jaw, rodzice zupełnie się załamali… Przedtem ciągle Leona szukali, łudzili się, że odnajdą go gdzieś żywego… Potem było im bardzo trudno pogodzić się z myślą, że już do nich nie wróci, że już go nie ma… Pamiętam, że sami zbili mu trumienkę z drewna… W tym dole na Piaskach było aż siedemdziesięciu kilku pomordowanych, więc wtedy kto mógł, robił trumnę, ale i tak nie dla wszystkich starczyło, i wielu chowano bez trumien. Postanowiono, że ponieważ razem zginęli, razem też zostaną pochowani. Zwożono ich ciała na cmentarz, układano rzędami w grobie i przykrywano gałęziami sosny. Pamiętam, jak przywożono te gałęzie, jak okładano nimi ciała… I do dziś pamiętam, w którym miejscu leży mój brat”(…).
Poznaliśmy go po spodniach
Edmund Domański został został aresztowany przez gestapo w 1944 roku, gdy przyjechał do domu w Siedlinie (gm. Płońsk), by zobaczyć się z chorą matką. Rodzina nie zobaczyła go już żywego, wraz z innymi więźniami z płońskiego aresztu zginął na Piaskach.
(...)”- To były ciała ludzkie w różnych pozycjach. Wydobywano je i układano w rzędach, przed dołem, do którego wpadali po tym, jak zabijali ich strzałami Niemcy – wspomniał ekshumację brat Edmunda, Jerzy Domański. - Po wydobyciu ciał każdy mógł iść, aby rozpoznać swoją bliską osobę, a to było bardzo trudne. Pamiętam, jak poszedłem z bratem Zdzisławem, aby odszukać naszego brata Edmunda. Nie było to łatwe, ale w końcu poznaliśmy go po spodniach. Zwłoki brata zabraliśmy do domu, aby je umyć.
30-letni Edmund oprócz strzału w głowę dostał dwa strzały w plecy…
(…) „- Nie pamiętam dokładnej daty pogrzebu, ale na pewno było to w lutym, bo było bardzo zimno. Całą ceremonię prowadził ksiądz Tomasz Skowroński, który w tym czasie był proboszczem w parafii św. Michała Archanioła w Płońsku. Pamiętam, było bardzo dużo ludzi, ale łez jeszcze więcej” – wspominał Jerzy Domański.
Kolejne rocznice
Co roku - w połowie stycznia, na płońskich Piaskach odbywa się rocznicowa uroczystość - z udziałem pocztów sztandarowych, władz miasta i powiatu, młodzieży i mieszkańców. Co roku, pod upamiętniającym pomordowanych obeliskiem przywoływana jest historia tej straszliwej zbrodni i pamięć o pomordowanych....
Artykuł powstał na podstawie zeszytów Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta im. M. Krysiak w Płońsku: Krystyna z Gilewskich Salwowska „Oczami dziecka”; Halina Gniewkowska „Budowane na wietrze”; Jerzy Domański. „Dużo ludzi, ale łez jeszcze więcej”. Fotografie również pochodzą ze zbiorów płońskiej pracowni.



![Tak bawili się maturzyści ZS CKR w Golądkowie [ZDJĘCIA]](/images/powiaty/pultusk/wydarzenia/goladkowo%201.jpg#joomlaImage://local-images/powiaty/pultusk/wydarzenia/goladkowo 1.jpg?width=900&height=598)


Komentarze obsługiwane przez CComment