Coś być musi, do cholery, za zakrętem – uznałem blisko dwa lata temu na łamach TC, snując refleksje na temat stanu naszej piłkarskiej reprezentacji. W obliczu spadku do drugiej dywizji Ligi Narodów i przed eliminacjami do ostatniego mundialu, ów cytat z Gintrowskiego był wyrazem próby dostrzeżenia pozytywów i możliwości wyjścia z marazmu w niedalekiej przyszłości. Gdzie zatem dziś jesteśmy i co zobaczyliśmy za ową piłkarską serpentyną? No cóż, albo to wyjątkowo długi zakręt, albo jednak ślepy zaułek.
Zagubieni
Jak pamiętamy, najpierw drogę zgubił Probierz, w efekcie czego z biało-czerwonego pojazdu wyskoczył kapitan, ciągnąc za sobą selekcjonera. Kiedy już zdawało się, że całkiem dobrze na nowo odczytał mapę Urban, w decydującej chwili nawigacja zawiodła na szwedzkich bezdrożach. Od tamtej pory błąkamy się niczym w labiryncie, coraz dalej od celu podróży i z coraz mniejszym zasobem paliwa.
- Nie oszukujmy się, jest źle. Ale kiedy jest źle, rzadko bywa jeszcze gorzej (…) W niższej dywizji może wzrośnie morale - rzadziej będziemy dostawać łupnia. Szanse na awans do mundialu także spadły, a wraz z tym nasze oczekiwania, a więc każdy ewentualny sukces będzie lepiej smakował. Always look on the bright side of life – twierdziłem dwa lata temu.
Gdybym mógł cofnąć się w czasie do tego momentu, zdzielił bym się po łbie. Jest gorzej. Ominął nas mundial, w którym grało pół Europy, w drugiej dywizji i tak dostajemy łupnia, a perspektyw jakby coraz mniej.
Na tylnym siedzeniu
Dlaczego wciąż nie możemy powrócić na drogę, którą szliśmy w poprzedniej dekadzie?
Na początek należy ocenić, jaką „orientacją przestrzenną” dysponujemy na dziś. Otóż problem zaczyna się już na samym początku, czyli od obsady bramki. Zawsze mieliśmy tu kłopot bogactwa, ale od czasu, kiedy zawiesił na kołku swoje imponujące uprawnienia do jazdy Wojtek Szczęsny, następcy brak. Bułka, Grabara, czy nie znajdujący ostatnio uznania Skorupski, limitu punktów karnych co prawda nie przekraczają, ale to jednak tylko podstawowa kategoria. Póki co Formuła I nam nie grozi.
- Paradoksalnie największe rezerwy są chyba tam, gdzie jest najgorzej, czyli w obronie – palnąłem dwa lata temu. A jak jest?
A jest status quo. Nadal brak lidera tylnego siedzenia, nadal brak współpasażera z lewej, nadal brak porozumienia, nadal brak zdecydowania, czy zająć tylną kanapę we troje, czy we czworo. Kiedy Bednarek z Kiwiorem zaczęli wspólnie doprowadzać do szału rajdowców w Portugalii, zdawało się, że ich zgranie będzie w kadrze nieocenione. Że jeden nie będzie wsadzał kija w szprychy w decydującym momencie, a drugi nie będzie błądził we mgle. Obaj nie chcą nikomu ustąpić miejsca i obaj wciąż szukają kompana do trójki. Dwa lata temu wsiadł Piątkowski, przez jakiś czas miejscówkę trzymał Wiśniewski, teraz próbuje do auta wsiąść młody Potulski.
Tak jak miejsce przy prawym oknie niezmiennie od lat zajmuje solidny współpasażer, obecnie Mateusz Gotówka, tak po lewej nikt nadal usiąść nie chce. Ktoś jednak musi na szybko dziurę załatać, więc posiadacz auta umieścił tam Frankowskiego. Ale czy na dłuższą metę krawca nam potrzeba?
Za kółkiem
Znienacka wsiadł do auta młody Wiktor Nowak i z miejsca wszystkim zaimponował znajomością mapy. Na dodatek biegami operować potrafi, a i kierownicą całkiem nieźle. Może ktoś wreszcie zagrzeje na dłużej miejsce, gdzie siedział Krychowiak.
- Okrzepnąć powinno ofensywne trio środkowych pomocników. Zalewski i Urbański mogą być chyba tylko lepsi – to kolejna moja błyskotliwa myśl sprzed lat.
Urbański gdzie był, każdy widział. Na szczęście chyba zaczyna (bardzo) powoli wracać na właściwe tory. I dobrze, przyda się pomoc kierowcy Zielińskiemu, bo ten już młodszy nie będzie, a za kółkiem siedzi już tyle lat. Robi chłop, co może, prowadzi płynnie, wie, kiedy docisnąć pedał gazu, a kiedy hamulca, skrzynię biegów obsługuje jak automat, na drodze jest czujny, sprawnie wymija i tak dalej. Nadal pomaga mu pilot w postaci Szymańskiego, bo co dwie głowy, to nie jedna. A właściwej drogi i tak nie możemy znaleźć.
Opadły nam skrzydła. Zaginął w Portugalii Kamiński, zawiesił się we Włoszech Nicola. Zwłaszcza Nicoli szkoda. Dwa lata temu rękę dałbym sobie uciąć, że dojedzie tam, gdzie jeszcze nikt nie dotarł. I co? Bym teraz, k…, nie miał ręki. A mimo to, i tak nie dałbym mu wysiąść z auta, bo nawet kiedy źle mu się jeździ po włoskich drogach, na polskich zawsze się odnajdzie. A kiedy zabraknie już Roberta i Piotrka, kierownica będzie należeć do niego. A z daleka widać, że na najbliższym przystanku czeka grupka młodych, z Mazurkiem i Pietuszewskim na czele. Może nie będzie tak źle. Zobaczymy za dwa lata.
Bez przeglądu i OC
Nikt jednak nie czeka na przystanku, żeby zastąpić Lewego. Nie czeka nawet bardziej, niż dwa lata temu. Nikt nawet nie śmie spojrzeć na jego prawo jazdy, a co dopiero podjąć próbę zdania tylu egzaminów. A te za chwilę straci ważność. Zostaniemy z Żukowskim i Świderskim. Święty Krzysztofie, miej nas w swej opiece.
No i posiadacz auta. Zaczął obiecująco, ale najważniejszego egzaminu nie zdał. Mimo to dostał szansę poprawki. Na drodze kilka kolizji. Kilka mandatów do zapłacenia. Przeglądu w terminie nie zrobił. Własnego stylu jeszcze nie wypracował. Kilka niezrozumiałych decyzji i sporo chaotycznej jazdy. Momenty były. Cel wytyczony, ale długa i kręta droga przed nim. Na razie zboczył z kursu, choć przez chwilę wydawało się, że droga przez Rumunię jest tą właściwą. Niestety zgubił się w Bośni. Z drugiej dywizji nie zdoła nas wyprowadzić. Właściwy cel jest co prawda dalej, ale nie wiadomo, czy do tej pory nie sprzeda komuś auta. OC chyba już się skończyło.
Maluchem na oślep
Do tej pory trudno mi uwierzyć we własne szczęście, kiedy pomyślę, że na żywo widziałem akurat bój z Rumunią. Taki piękny, a tak niemiarodajny. Kiedy jednak widzi się te dziesiątki tysięcy ludzi na stadionie, wiadomo, ile dla nas znaczy ten sport. Choćby nasze auto zawsze było ostatnie na mecie, nie będziemy go zmieniać, ni przesiadać się w tramwaj. Niech sobie siatkarze zdobywają te tytuły, chwała im. To dwie różne sprawy. Nie przenoście nam stolicy do Katowic, czy Trójmiasta, my nie chcemy Mercedesa, którego podziwia niewielu. Chcemy malucha, którego kochają miliony. Który kaszle, pyrkocze i gaśnie, odpala „z popychu”, nie wchodzą mu wyższe biegi, i na którego pomstujemy co chwilę. Będziemy go naprawiać, tuningować, podkręcać. Liczyć, że wyjdzie nowsza i lepsza wersja.
Maluchem zawsze gdzieś się dojechało. A gdzie tym razem? Zobaczymy za dwa lata. Tym razem jednak nie szukam światełka w tunelu. Jedziemy na oślep.





Komentarze obsługiwane przez CComment