Wiedeń, Wiener Stadthalle, wtorek wieczór. Alicja Szemplińska staje na scenie jako czternasta w kolejności, bierze głęboki oddech i śpiewa „Pray". Soulowa ballada wypełnia halę. Są tam też jej rodzice i siostra Ola — przyjechali z Ciechanowa, żeby być przy niej i ją wspierać. Tym razem nikt im tego nie zabierze.
Bo sześć lat temu Alicja już raz była o krok. W 2020 roku wygrała polskie preselekcje i miała reprezentować Polskę na Eurowizji z piosenką „Empires". Walizki spakowane, marzenie na wyciągnięcie ręki. Przyszła pandemia i konkurs odwołano. Alicja bardzo to przeżyła. Nie ukrywała tego publicznie — tamta strata bolała naprawdę.
Wróciła. Startowała w preselekcjach jeszcze raz, i jeszcze raz. W marcu tego roku w końcu wygrała — z miażdżącą przewagą 32 procent głosów. Wiedeń stał się faktem.
Na próbach przed półfinałem dziennikarze muzyczni byli zgodni: najlepszy wokal tego wieczoru należy do Polki. Bukmacherzy, początkowo sceptyczni, w ostatnich dniach przesunęli ją na dziewiąte miejsce wśród faworytów do awansu.
Mieli rację. Widzowie i jurorzy z całej Europy zdecydowali — Alicja Szemplińska awansowała do sobotniego finału 70. Konkursu Piosenki Eurowizji.
Ciechanowianka. Córka, siostra. Kobieta, która nie odpuściła. Jesteśmy z niej dumni!
Finał w Wiedniu — w sobotę 16 maja o 21.00. Kibicujemy.





Komentarze obsługiwane przez CComment