ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Alicja w finale Eurowizji! 

Fot. EBU/ Corinne Cumming

Wiedeń, Wiener Stadthalle, wtorek wieczór. Alicja Szemplińska staje na scenie jako czternasta w kolejności, bierze głęboki oddech i śpiewa „Pray". Soulowa ballada wypełnia halę. Są tam też jej rodzice i siostra Ola — przyjechali z Ciechanowa, żeby być przy niej i ją wspierać. Tym razem nikt im tego nie zabierze. 

Bo sześć lat temu Alicja już raz była o krok. W 2020 roku wygrała polskie preselekcje i miała reprezentować Polskę na Eurowizji z piosenką „Empires". Walizki spakowane, marzenie na wyciągnięcie ręki. Przyszła pandemia i konkurs odwołano. Alicja bardzo to przeżyła. Nie ukrywała tego publicznie — tamta strata bolała naprawdę. 

Wróciła. Startowała w preselekcjach jeszcze raz, i jeszcze raz. W marcu tego roku w końcu wygrała — z miażdżącą przewagą 32 procent głosów. Wiedeń stał się faktem. 

Na próbach przed półfinałem dziennikarze muzyczni byli zgodni: najlepszy wokal tego wieczoru należy do Polki. Bukmacherzy, początkowo sceptyczni, w ostatnich dniach przesunęli ją na dziewiąte miejsce wśród faworytów do awansu.

Mieli rację. Widzowie i jurorzy z całej Europy zdecydowali — Alicja Szemplińska awansowała do sobotniego finału 70. Konkursu Piosenki Eurowizji. 

Ciechanowianka. Córka, siostra. Kobieta, która nie odpuściła. Jesteśmy z niej dumni!

Finał w Wiedniu — w sobotę 16 maja o 21.00. Alicja wystąpi jako 18. 

Drugi polski akcent na Eurowizji. TVP tego nie zauważyła

Jubileuszową edycję konkursu otworzył specjalnie nakręcony film — podróż przez kilkudziesięcioletnią historię Eurowizji, widziana oczami Tony'ego, wiernego fana przez całe życie. W dojrzałą wersję tej postaci wcielił się mężczyzna siedzący przy fortepianie. Polski aktor i piosenkarz Roman Frankl.

Gdy skończyła się filmowa część otwarcia, kamery przeniosły się na scenę. Frankl usiadł przy fortepianie i zainaugurował koncertowe otwarcie półfinału. Dołączyli do niego wokaliści, tancerze i jedna z poprzednich zwyciężczyń Eurowizji. Widzowie na trybunach i przed telewizorami w całej Europie. Kilkadziesiąt milionów oczu. A w komentatorskiej kabinie TVP — cisza. O Franklu, synu legendarnej piosenkarki  Marii Koterbskiej (półtora tysiąca piosenek, m.in. „Karuzela", „Serduszko puka w rytmie cza-cza", „Brzydula i rudzielec", „Augustowskie noce", „Parasolki"), na antenie polskiej telewizji nie padło ani słowo. Widzowie Jedynki od razu to zauważyli i zaczęli pytać na facebookowym profilu telewizji: dlaczego Artur Orzech nie powiedział, że przy fortepianie śpiewa Polak?

A czemu to właśnie on otworzył jubileuszową Eurowizję? Bo Austria była gospodarzem — a Frankl od czterech dekad jest częścią tutejszego świata kultury. Zna język, zna scenę, zna środowisko. Organizatorzy po prostu wybrali najlepszego do roli dojrzałego fana muzyki, który całym życiem zrósł się z tym konkursem. A że przy okazji jest Polakiem z Bielska-Białej — tego nikt nie powiedział.

Komentarze obsługiwane przez CComment