Lipiny, miejsce szczególnie bliskie memu sercu – autora tego artykułu - to niewielka liczebnie (około 70 mieszkańców) zaciszna i zlokalizowana na uboczu wioska w gminie Glinojeck. Jednocześnie za sprawą luźnej zabudowy, wzdłuż drogi powiatowej nr 1218W, jest jedną z najdłuższych w gminie, rozciągając się na odcinku około 3 kilometrów. Co ciekawe, zabudowania zlokalizowane są wyłącznie po północnej stronie drogi, w otoczeniu pól uprawnych i licznych łąk. Po stronie południowej leży duży kompleks leśny sięgający kilku sąsiednich wsi, który w sezonie jesiennym przyciąga znaczne ilości wielbicieli grzybobrania.
Pierwsza część artykułu przedstawiała początki wsi oraz czasy jej skolonizowania przez Niemców. Teraz przyszedł czas na kolejny etap w historii miejscowości, czyli jej dzieje po całkowitej wymianie ludności.
Koszmar wojny
II wojna światowa dotarła w rejon Glinojecka 4 września 1939 roku. Gmina Młock weszła w skład Rejencji Ciechanowskiej, wcielonej do III rzeszy. Do pierwszych egzekucji Polaków – z Lipin, Faustynowa i Śródborza – doszło już na początku listopada. Na cmentarzu w Ciechanowie rozstrzelano 9 mężczyzn, wśród mieszkańców Lipin na liście widnieje 44-letni Konstanty Liberadzki. W tamtym czasie komisarzem gminnym w Ościsłowie został wrogi Polakom Stanisław Żukowski, którego prawą ręką był kolonista z Lipin lub z Rumoki o nazwisku Tylke. Jak podawał Z. Ptasiewicz w relacji Teofili Śliwińskiej z Duktu, „ten był najgorszy. Nam, dzieciom, zbierającym na przykład jagody, sprawdzał języki (…) Jeżeli które miało język w kolorze jagód, dostawało lanie kijem”. Choć w relacjach mieszkańców gminy postawa kolonistów niemieckich po wkroczeniu Wehrmachtu nie jest jednoznaczna, większość „uważała się za tutejszych i zachowywała się przyzwoicie”, to była też grupa - zwłaszcza z Lipin - zachowująca się wobec Polaków wrogo.
Nowa tożsamość
Zakończenie II wojny światowej to kres bytności Niemców na terenie wsi. W miejsce wysiedlonych kolonistów w Lipinach osiedlali się mieszkańcy okolicznych miejscowości, przejmując 26 opuszczonych gospodarstw i 136 ha gruntów, częściowo zniszczonych w wyniku działań wojennych. Nastąpiła zupełna wymiana ludności, zmieniająca diametralnie tożsamość wioski. Ich potomkowie w większości mieszkają tu do dziś.
Sołtysem został wtedy Henryk Kupniewski. Z opowiadań mojej babci Honoraty wynika, że pierwsze powojenne lata były dla mieszkańców walką o przetrwanie, z powodu straszliwej biedy. Pomimo słabych tutejszych gleb, wieś miała charakter rolniczy, stąd zawiązała się tu spółdzielnia produkcyjna, która jednak nie przetrwała długo. W latach 60-tych wioska została zelektryfikowana. W roku 1973 weszła w skład nowo utworzonej gminy Glinojeck. Mieszkańcy za czasów PRL, choć trudnili się głównie rolnictwem, często podejmowali jednocześnie prace w okolicznych zakładach.
Rodziny kolonistów niemieckich bywały we wsi po wojnie, pomagając także materialnie ubogiej wówczas ludności.
- Do niedawna zaglądała do wsi Kochtowa z Reichu, dzieci innych, bo tamci sprzed wojny już się postarzeli, bądź wymarli – pisał E. Lewandowski w 1994 roku będąc z wizytą u ówczesnego sołtysa Wojciecha Pniewskiego.
Intensywny rozwój
Jeszcze w 1993 roku ówczesny wójt gminy Waldemar Godlewski, zapytany o samopoczucie rolników, stwierdził: „jest niedobre, wręcz fatalne”, uznawszy zupełny brak pomyślnych perspektyw. Do początku lat 90-tych przebiegająca tędy obecna droga powiatowa była jeszcze polną dróżką, telefon posiadał jedynie sołtys, a dzieci (w tym ja) dowożone były przez sołtysa do szkoły specjalną przyczepą ciągnikową (więcej o tej ciekawostce piszę w artykule z tego cyklu poświęconym miejscowości Ościsłowo). Kolejne lata to jednak intensywny rozwój wsi – droga stała się żwirówką, nastąpiła telefonizacja, doprowadzono wodociąg, położono wreszcie asfalt, doprowadzono kanalizację, uzupełniono oświetlenie drogi. Dziś to już zupełnie inne miejsce, niż było jeszcze dwie dekady temu, nie mówiąc o czasach sprzed wieku, czy dwóch.
Ślady przeszłości
Jedyną pozostałością po dawnych mieszkańcach są ruiny cmentarza ewangelickiego, który funkcjonował do 1945 roku. Obecnie porośnięty gęstym drzewostanem teren jest własnością prywatną. W latach 90-tych E. Lewandowski wspominał o tamtejszych nagrobkach poświęconych m.in. Christinie Kujat (1867-1928), Jakubowi Dregerowi (ur. 1869), Teodorowi Brauer (1861-1935), czy Amandzie Lange.
Dziś, prócz obecności kilku zniszczonych nagrobków, próżno szukać śladów dawnych Lipin. Nie jest mi znana, ani mojej babci, lokalizacja XIX-wiecznej karczmy, a przypuszczalne miejsce tutejszego ewangelickiego domu modlitwy, czy też szkoły, to trudno dostępna gęstwina na prywatnym terenie, bez widocznych poszlak historii.

charakterystyczna zabudowa Lipin
Zanikają także, jak wszędzie zresztą, dawne tradycje. W TC nr 19/2023 pisaliśmy o odchodzącym powoli w zapomnienie katolickim zwyczaju odprawiania nabożeństw majowych przy wiejskich kapliczkach, zwanych także figurkami. O tym, jak dawniej wyglądało to w Lipinach, opowiadała wtedy w artykule babcia Honorata.
Przy figurce
- Nabożeństwo majowe odprawiane było od kiedy tylko pamiętam – mówiła. - Zaczynając od 1 maja, codziennie, przez cały miesiąc, spotykaliśmy się przy „figurce” o godzinie 18:00, by modlić się i śpiewać pieśni przez około dwie godziny. Kiedyś działo się to na każdej wiosce. Dawniej praktycznie z każdego domostwa była przynajmniej jedna osoba, nie brakowało dzieci, młodzieży i oczywiście starszych. Jeszcze zanim przyszedł maj, figurkę przygotowywało się do nabożeństw. Przybierało się kwiatami, wiankami, wstążkami, sprzątało, malowało płotek wokół. Robiliśmy zrzutkę na kwiaty, farby, cała wieś była zaangażowana. Często zdarzało się też, że, przynajmniej raz w ciągu tego miesiąca, przybywał na nabożeństwo sam ksiądz.
Wizyta księdza często związana była także z obyczajem tzw. poświęcenia pól, które nierzadko odbywało się właśnie w maju i towarzyszyło niejako nabożeństwu majowemu. Obecnie ksiądz przybywa na zaproszenie, kiedyś jednak duchowny sam obwieszczał, kiedy przybędzie. Odprawiał wtedy obrzęd przy kapliczce, gdzie czekał już na niego ozdobiony obrusem stolik z wodą święconą, a potem poświęcał poszczególne pola wieziony przyczepką za ciągnikiem.

dawniej codziennie, przez cały maj, mieszkańcy spotykali się przy „figurce”
Historia dwóch narodów
Kilkanaście lat temu zjawił się we wsi pewien człowiek szukający informacji o swoich przodkach o nazwisku Lipińscy, związanych z miejscowością Lipiny. Wszystko jednak wskazuje na to, że nie o „nasze” Lipiny chodziło, niemniej mam nadzieje, że jego poszukiwania ostatecznie zakończyły się sukcesem. Każda historia zasługuje bowiem na upamiętnienie.
Taka też jest historia wsi Lipiny. Historia dwóch narodów i dwóch różnych kultur w jednej małej wiosce. Dla mnie, autora tego artykułu, jest to również rodzinna miejscowość. Tu spędziłem swoje dzieciństwo, stąd jej historia ma dla mnie wymiar szczególny. Tym bardziej chętnie się nią podzielę.

![Rekord w kiszeniu ogórków ustanowiony. Międzypokoleniowa impreza w Sochocinie [ZDJĘCIA]](/images/powiaty/plonsk/wydarzenia/ogorek%20glowne%202.jpg#joomlaImage://local-images/powiaty/plonsk/wydarzenia/ogorek glowne 2.jpg?width=900&height=600)




Komentarze obsługiwane przez CComment