Są filmy, które działają hałasem, i są takie, które budują grozę ciszą. „Zniknięcie” George’a Sluizera należy do tej drugiej kategorii.
Ten holendersko-francuski thriller z 1988 roku (do polskich kin trafił dopiero 38 lat od premierze) zaczyna się niewinnie: młoda para zatrzymuje się na stacji benzynowej podczas wakacyjnej podróży. Po chwili dziewczyna znika. I właśnie z tej pozornie prostej sytuacji reżyser buduje film, który do dziś uchodzi za jeden z najważniejszych europejskich thrillerów psychologicznych końca XX wieku. Był pokazywany w Cannes, a po latach nadal zbiera znakomite oceny krytyków i wraca w zestawieniach filmów, które najmocniej zapadają w pamięć.
Nie ma tu tanich efektów, pościgów ani sensacyjnych fajerwerków. Jest za to duszna atmosfera, zwyczajność codziennych miejsc i narastające poczucie, że coś wymknęło się poza wszelką kontrolę. Sluizer prowadzi tę historię z ogromną precyzją, a napięcie rodzi się nie z gwałtownych scen, lecz z tego, co niewypowiedziane i nieuchwytne.
„Zniknięcie” to film, który wciąga spokojem, a potem nie chce wypuścić. Pozostawia widza z niepokojem i pytaniami, które po seansie aż proszą się o rozmowę. I właśnie dlatego to idealna propozycja na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Filmowego.
Obejrzymy do w kinie Łydynia w środę, 25 marca o godz. 18.30.





Komentarze obsługiwane przez CComment