W 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej przy pomniku w nowomiejskim rynku, oddano hołd mieszkańcom, którzy podczas wojennej zawieruchy zapłacili najwyższą cenę, jaką jest życie.
Wtorkowe wydarzenie (1 września) zorganizowało niedawno powstałe stowarzyszenie Dziedzictwo Gminy Nowe Miasto. Przy pomniku w nowomiejskim rynku, upamiętniającym ofiary niemieckiego najeźdźcy, spotkali się mieszkańcy i zaproszeni goście, w tym m.in. wicestarosta Jacek Ryziński, burmistrz miasta i gminy Nowe Miasto Sławomir Zalewski, proboszcz nowomiejskiej parafii ks. Wojciech Brzozowski, podopieczne Związku Kombatantów, a wśród nich: Marianna Pietrzak - wdowa po Józefie Pietrzaku, uczestniku kampanii wrześniowej, więźniu niemieckich obozów jenieckich; Krystyna Pietrzak - wdowa po Zbigniewie Pietrzaku, członku AK-NSZ, ps. „Maciejka”; Elżbieta Huszcz - wdowa po Wacławie Huszczu, powstańcu warszawskim i więźniu obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen; Krystyna Ciachowska - wdowa po śp. Zygmuncie Ciachowskim, ostatnim kombatancie w gminie Nowe Miasto.
W obchodach wzięły udział również poczty sztandarowe, strażacy oraz harcerze z 426 Wielopoziomowej Drużyny Harcerskiej „Wagabundy”. Wtorkowe wydarzenie poprowadzili: Paweł Słupski, Jolanta Roszkowska, Emilia Leszczyńska oraz Aneta Drążkiewicz.
- 87 lat temu, 1 września 1939 r. z głośników radiowych usłyszano komunikat: „A więc wojna. Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami.” Przyszliśmy dzisiaj w to wyjątkowe miejsce pamięci, by uczcić wszystkie ofiary II wojny światowej – mówił Paweł Słupski, prezes stowarzyszenia Dziedzictwo Gminy Nowe Miasto.
Gdy w marcu 1939 r. ogłoszono alarmowe ćwiczenia rezerw i rozpoczęto organizację Armii „Modlin”, w Nowym Mieście i okolicach stacjonowali żołnierze, a w Szczawinie za szkołą zorganizowano kaplicę polową. W lipcu wojska pomaszerowały na północ, a miesiąc później władze powiatowe wezwały do kopania rowów ochronnych. Mieszkańcy osady na czele z ówczesnym wójtem, Stanisławem Kanigowskim licznie odpowiedzieli na to wezwanie. Szykowano też pasy z papieru, które naklejano na okna, by ochronić je przed wypadaniem; zasłony do zaciemniania okien, maski ochronne z gazy i waty.
Gdy ogłoszono mobilizację, wielu mieszkańców Nowego Miasta i okolic, zaliczonych do rezerwy bądź akurat przebywających w wojsku, poszło walczyć w obronie Polski. Różny był ich los, niektórzy dostali się do niewoli. 1 września 1939 roku mieszkańców Nowego Miasta obudził huk wystrzałów i Niemcy wkroczyli w granice Rzeczypospolitej, mężczyźni, którzy jeszcze nie zostali powołani do wojska, postanowili walczyć jako ochotnicy. 6 września Niemcy weszli do Nowego Miasta, spalili bibliotekę parafialną, a na rolników nałożyli obowiązkowe kontyngenty. Zamknięto polskie szkoły. Nastały lata terroru i strachu. Wielu mieszkańców straciło swoich bliskich.
- W latach 70. nazwiska ofiar, na zlecenie władz kościelnych, spisywali proboszczowie, zbierając zeznania świadków, tak samo członkowie ZBoWiDu, ale lista ta była nadal niekompletna. Na skutek zweryfikowania obu list, jak także licznych materiałów archiwalnych i wspomnień ludzkich udało mi się określić liczbę ponad 280 ofiar II wojny światowej z terenu naszej gminy – mówił Paweł Słupski.
Podczas wtorkowych obchodów wybrzmiały wszystkie ustalone nazwiska mieszkańców, którzy zginęli. Byli wśród nich m.in. przedstawiciele nowomiejskiej elity: proboszcz ks. Tyburcjusz Górecki, gminni urzędnicy Feliks Kucewicz i Szczepan Biliński, sekretarz gminy i prezes OSP Nowe Miasto Aleksander Galas, lekarz Wacław Gorzkowski, organista Henryk Goślicki, kierownik nowomiejskiej szkoły Zygmunt Jankowski, nauczyciele - Hilary Pilitowski i Wacław Jeżółkowski.
Byli wśród nich mieszkańcy zamordowani w obozach koncentracyjnych i więzieniach, zamordowani podczas egzekucji i obław, a także osoby, które zginęły w Powstaniu Warszawskim oraz zabite przez Sowietów w Katyniu, Ostaszkowie, Kuropatach. Byli też mieszkańcy, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach i nigdy nie powrócili do domu oraz mieszkańcy zabici przez Sowietów w styczniu 1945 roku.
Zginęło także około siedmiuset pięćdziesięciu Żydów, mieszkańców Nowego Miasta.
- Mijają lata. Odchodzą świadkowie. W mrokach niepamięci giną nazwiska ofiar. W 1981 r., staraniem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, na czele którego stał Wacław Jastrzębski, postawiono obelisk zwieńczony orłem, upamiętniający ofiary niemieckiego terroru – mówił Paweł Słupski. - Później na czele związku stał Kazimierz Małecki, a po nim Janina Pasik. Lata mijały, odchodzili kolejni kombatanci. Z czasem zaprzestano obchodów rocznicowych. Pamiętam, jak śp. pani Janina Pasikowa nie mogła darować, że pomnik, pod którym stoimy, został niejako zapomniany. Dzisiejsza uroczystość jest w pewnym sensie wypełnieniem jej woli. Patrzy na nas pewnie z nieba i cieszy się, że wracamy do tej pięknej tradycji.
Jak mówił Paweł Słupski, kilka miesięcy temu 100-letni, dziś już nieżyjący śp. Zygmunt Ciachowski – ostatni kombatant, który po wojnie bronił nowo zdobytej zachodniej granicy Polski przed niemieckimi dywersantami – wraz z podopiecznymi Związku Kombatantów, paniami: Elżbietą Huszcz, Krystyną Pietrzak oraz Marianną Pietrzak, zwrócili się do burmistrza z prośbą, by gmina zaopiekowała się pomnikiem stojącym na Głównym Rynku i pomnik został wyremontowany.
Po modlitwie za pomordowanych mieszkańców złożono kwiaty i zapalono symboliczny znicz pamięci, oddając hołd wszystkim ofiarom II wojny światowej oraz mieszkańcom gminy. Wtorkowe obchody w Głównym Rynku, przeplatane recytacją okolicznościowych wierszy, zakończyły się wspólnym odśpiewaniem „Roty”.
Fot. KO






Komentarze obsługiwane przez CComment