Dramatyczne sceny rozegrały się w środowy poranek (7 stycznia) w bloku przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie w Przasnyszu. 44-letni mężczyzna zmarł po nagłym zatrzymaniu krążenia. Pierwszej pomocy udzielali mu strażacy, bo dyspozytor nie miał wolnego Zespołu Ratownictwa Medycznego.
Zdarzenie miało miejsce z samego rana. U 44-latka doszło do nagłego zatrzymania akcji serca. Sytuacja wymagała natychmiastowej interwencji medycznej, ale system zawiódł. Z powodu braku dostępnej karetki, do akcji rzucono dwa zastępy JRG z przasnyskiej straży pożarnej.
Walka z czasem
Strażacy dotarli na miejsce błyskawicznie. W mieszkaniu zastali mężczyznę bez funkcji życiowych, którego próbowała ratować inna osoba obecna w lokalu. Funkcjonariusze natychmiast przejęli reanimację, wykorzystując defibrylator AED. Walczyli o każdy oddech poszkodowanego do momentu przyjazdu spóźnionego Zespołu Ratownictwa Medycznego.
Tragiczny finał
Mimo połączonych sił strażaków i ratowników medycznych, którzy dołączyli do akcji w jej trakcie, finał okazał się tragiczny. Asp. Daniel Kołodziejczyk ze stanowiska kierowania PSP w Przasnyszu potwierdził, że długotrwała resuscytacja nie przyniosła skutku. Lekarz stwierdził zgon.
System leży
To kolejny przypadek w regionie, gdy straż pożarna musi łatać dziury w systemie ratownictwa medycznego. Mieszkańcy Przasnysza nie kryją oburzenia – do tragedii doszło zaledwie kilkaset metrów od szpitala, a mimo to na pomoc trzeba było czekać, aż zwolni się karetka.






Komentarze obsługiwane przez CComment