To jeden z największych skandali finansowych w regionalnym wymiarze sprawiedliwości ostatnich lat. Z kasy Sądu Rejonowego w Pułtusku wyparowało blisko 1,6 miliona złotych. Złodziejami nie byli hakerzy, a dwie główne księgowe, które latami okradały własnego pracodawcę. Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce właśnie wysłała do sądu akt oskarżenia.
Mechanizm był bezczelny w swojej prostocie. Przez sześć lat, tuż pod nosem dyrekcji sądu, pieniądze płynęły strumieniem na prywatne konta urzędniczek i ich rodzin. Proceder trwał od 2018 do połowy 2024 roku.
Metoda „na lewy przelew”
Śledczy z Ostrołęki ustalili, jak wyglądał ten „skok stulecia”. Księgowe fałszowały dokumentację i podrabiały podpisy rzekomych wnioskodawców. Spreparowane papiery podsuwały do akceptacji niczego nieświadomemu dyrektorowi.
Gdy przelew dostawał zielone światło, pieniądze znikały z kont sądu – zarówno z rachunków wydatków budżetowych, jak i z depozytów. Gdzie trafiały? Na prywatne rachunki księgowych, konta ich rodzin, a nawet bezpośrednio do firm pożyczkowych, spłacając prywatne długi oskarżonych.
Dwie księgowe, miliony strat
Główną rolę w tym spektaklu grała Monika S., która pracowała w sądzie do czerwca 2024 roku. Przez blisko 6 lat wyprowadziła z publicznej kasy ponad 875 tys. złotych. Robiła sobie nawet nielegalne przekazy pocztowe.
Druga oskarżona, Małgorzata K., działała krócej (niecałe półtora roku w latach 2018-2019), ale z większym rozmachem. W tak krótkim czasie zdążyła „przerobić” prawie 750 tys. złotych.
Finał przed sądem
Obie kobiety przyznały się do winy. Grozi im do 10 lat więzienia. Będą też musiały oddać skradzione pieniądze co do grosza. Teraz sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Ostrołęce – ten sam, któremu podlegają okradzione struktury z Pułtuska.





Komentarze obsługiwane przez CComment