Kiedyś po Polsce jeździła czarna Wołga i porywała dzieci. Potem Ciechanów miał Paskudę w Krubinie. Tego lata mamy pumę. Najpierw miała grasować pod Ciechanowem, teraz media znów donoszą o wielkim kocie na Dolnym Śląsku.
Czasy się zmieniają, ale człowiek najwyraźniej nadal potrzebuje czegoś tajemniczego, co czai się za rogiem. Zmieniła się przede wszystkim szybkość, z jaką takie historie się rozchodzą
Uważaj, bo jedzie Wołga
Kto wychowywał się w Polsce w latach 60. i 70., zapewne słyszał o czarnej Wołdze. Miała krążyć po ulicach i porywać dzieci. Raz jechali nią funkcjonariusze bezpieki, innym razem księża, zakonnice, sataniści albo tajemniczy cudzoziemcy.
Nikt wprawdzie nie znał rodziców porwanego dziecka, ale niemal każdy znał kogoś, kto znał kogoś, kto Wołgę widział.
Nie było Facebooka ani internetu. Plotka wędrowała więc z podwórka na podwórko, ze szkoły do domu i z kolejki po mięso do zakładu pracy.
Szła wolno, ale daleko. I przetrwała pół wieku.
Potwór z Krubina
Latem 1991 roku własną legendę dostał Ciechanów. W zalewie Krubin miała żyć Paskuda.
Ktoś zobaczył coś w wodzie, ktoś inny tajemniczy cień. Pojawiali się kolejni świadkowie, eksperci i hipotezy. Sprawę przez całe lato opisywał „Tygodnik Ciechanowski”, a Paskuda rosła z numeru na numer.
30 września zorganizowano wielkie poszukiwania. Nad Krubin przyszły tysiące ludzi. Byli nurkowie, strażacy, wojsko, naukowcy i dziennikarze.
Zabrakło tylko Paskudy.
Nie znaleziono jej nigdy, ale legenda została. Po 35 latach nadal zna ją niemal każdy ciechanowianin, a nad Krubinem stoi już nawet jej pomnik.
Paskudy nie udało się złapać ani sfotografować.
Za to udało się ją unieśmiertelnić.
Teraz mamy pumę
Na początku sierpnia tego roku pojawiła się informacja, że w rejonie Osieka-Wólki, Osieka-Aleksandrowa, Osieka Górnego i Starego Garnowa widziano dużego kota. Zwierzę miał dostrzec przez termowizję doświadczony myśliwy, znaleziono też odcisk dużej łapy. Leśnicy założyli fotopułapki, a służby ostrzegły mieszkańców.
Puma natychmiast ruszyła w świat.
Czy rzeczywiście była pumą? Tego nie udało się jednoznacznie potwierdzić. Ale „puma grasuje pod Ciechanowem” brzmi przecież znacznie lepiej niż „nieustalone zwierzę być może przebywa w lesie”.
Podobne historie pojawiają się w Polsce regularnie. Tego lata pumy szukano także na Dolnym Śląsku. W jednym przypadku wielki drapieżnik po dokładniejszym obejrzeniu materiału okazał się zwyczajnym kotem.
Być może tylko bardziej ambitnym medialnie od innych.
Plotka dostała internet
Czarna Wołga, Paskuda i puma mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Wszystkie pokazują, jak bardzo lubimy historie o czymś niezwykłym, tajemniczym i odrobinę niebezpiecznym.
Zmienił się natomiast sposób ich rozchodzenia.
Czarna Wołga potrzebowała ludzi. Paskuda dostała prasę. Puma ma Facebooka.
Dziś wystarczy zdjęcie, kilkusekundowy film i wpis „UWAGA! PUMA!”. Za godzinę wie pół powiatu, wieczorem sprawę opisują ogólnopolskie media.
Następnego dnia eksperci mogą już tłumaczyć, że na nagraniu prawdopodobnie był pies albo duży kot.
Tyle że sprostowanie ma zwykle znacznie gorsze nogi niż puma.
Dawne legendy były powolne, ale długowieczne. Czarną Wołgę pamiętamy po pół wieku, Paskudę po 35 latach.
Dzisiejsza plotka obiega Polskę w kilka godzin. Ale równie szybko znika, bo jutro internet znajdzie nam coś nowego.
Internet nie zabił plotki.
Dał jej rakietowy napęd.
I pamięć złotej rybki.






Komentarze obsługiwane przez CComment