Mamy drugą połowę trzeciej dekady XXI wieku. Wydawać by się mogło, że ludzkość jest już na takim etapie rozwoju, w którym podstawowa potrzeba fizjologiczna człowieka, czyli dostępność toalet, jest zaspokojona. Tymczasem nic bardziej mylnego. Jakże często stajemy przed koniecznością szukania tych, mało dostępnych, a przecież niezbędnych przybytków.
Teoretycznie nie powinniśmy mieć problemów. Budynki użyteczności publicznej, lokale gastronomiczne, sklepy wielkopowierzchniowe powyżej stu metrów kwadratowych, banki - prawo zobowiązuje do udostępnienia toalet klientom. Są jednak otwarte w określonych godzinach i nie rozwiązują problemu. Poza tym, nie wszystkie wywiązują się z nałożonego obowiązku. Pokażcie mi Dino, Lidla, Biedronkę czy inny market, z dostępną dla klientów toaletą. Chyba, że są przy galeriach.
Za zapewnienie toalet w przestrzeni publicznej, odpowiadają samorządy. Różnie wypełniają ten obowiązek. W wielu instytucjach jest całodobowa ochrona. Wystarczyłoby oznaczyć, że jest w nich dostępna całą dobę toaleta i zamontować przy drzwiach wejściowych dzwonek tam, gdzie go nie ma. Ktoś jednak musiałby o tym zadecydować. Ratują nas stacje benzynowe, o ile są w pobliżu.
Coraz częściej propagujemy zdrowy styl życia, zachęcamy do spacerów i biegów, jazdy na rowerze czy rolkach. Przybywa ścieżek spacerowych. W tej całej sportowej przestrzeni, trudno dostrzec tak prozaiczną, lecz niezwykle istotną i potrzebną - toaletę. Na etapie projektowania, komuś zabrakło wyobraźni i podstawowej wiedzy na temat fizjologii człowieka. Potem widzimy ekstrementy w miejscach publicznych, utrudniające spacery czy uprawianie sportów. W zaułkach uliczek, w krzakach i zieleni miejskiej, pełno zanieczyszczeń, nie wspominając o przykrym zapachu. Dziwi mnie, że niewielu osobom taka sytuacja przeszkadza. Czyżbyśmy, jako społeczeństwo, jeszcze nie wyrośli z wychodzenia za potrzebą za stodołę ?
W latach 90. XX w. byłam w niewielkim odstępie czasu w Berlinie, a potem w Kaliningradzie. W toaletach niemieckich było czysto, nie brakowało wody bieżącej, mydła i papieru toaletowego. W Kaliningradzie, w toalecie ekskluzywnej wówczas restauracji w centrum miasta, wisiał w łazience na uchwycie, plik pociętej równo na prostokąty gazety. I tak, im dalej na wschód Europy, tym toaletowy problem jest coraz większy. Do dzisiaj.
Co prawda w naszym kraju sytuacja z roku na rok jest coraz lepsza, daleko jej jednak do normalności. W dużych miastach widoczny jest postępujący proces rozwiązywania tego problemu. W Warszawie, na niektórych skrzyżowaniach, umieszczono nawet tabliczki z oznaczeniami, jak daleko i gdzie znajduje się toaleta. Wciąż jednak toalet jest zbyt mało.
Marzę, aby przy każdej szkole, instytucji publicznej i obiekcie sportowym, była ogólnie dostępna toaleta, czynna całą dobę. Wejście do niej byłoby z zewnątrz budynku, bo po coż zakłócać pracę placówek. Czysta, wyposażona w mydło, suszarki, papier toaletowy i inne akcesoria. Każdy użytkownik dbałby o jej czystość, nie zostawiając po sobie bałaganu. Oczywiście odpowiednio nadzorowany monitoring, wysokie kary za zabrudzenie czy zniszczenia, dopingowałby nieodpowiedzialnych.
Sądzicie, że to marzenie może się spełnić?
Byłam w takim kraju, gdzie troska o mieszkańców i ich podstawowe potrzeby (jakby nie było, w przypadku toalet najistotniejsze), tak właśnie są rozwiązane. Może warto je przenieść na nasz grunt?
Pomimo, że problem jest istotny i dotyczący podstawowych potrzeb człowieka, nie słychać, aby był publicznie poruszany. Służby odpowiedzialne za nadzór nad egzekwowaniem prawa w tym zakresie, chociażby Sanepid czy nadzór budowlany - nie reagują. Potrzebne są rozwiązania systemowe, ogólnokrajowe.
W następnym roku będą wybory parlamentarne. Zażądajmy od kandydatów, niech w programach wyborczych uwzględnią toaletowy problem. Po to ich wybieramy, aby rozwiązywali nasze podstawowe i bieżące potrzeby, a nie obiecywali gruszki na wierzbie.
ANNA BEATA JUKLANIUK






Komentarze obsługiwane przez CComment