ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Tu, gdzie nasz dom. Kraszewo (cz. I)

Zygmunt Kubiński, Jan Dejnakowski i Wojciech Dołęgowski

Jadąc drogą krajową nr 50 z Ciechanowa w stronę Ojrzenia, kilka kilometrów przed miejscowością gminną mijamy malowniczą wieś Kraszewo. Licząca około 350 mieszkańców miejscowość to wyjątkowe miejsce na gminnej mapie, z uwagi na bardzo stare ślady osadnictwa - odkryto tu kurhan zawierający grobowiec wodza plemiennego z X w. p.n.e., a także cmentarzysko kultury łużyckiej z I w. n.e. Pierwsza wzmianka o wsi (Craschewo, de Crasnewo) pochodzi z 1426 r., a jego nazwa pochodzi od imienia Krasz, czyli Dzierżykraj.

Gmina, szkoła, OSP

Wśród dawnych właścicieli widnieją nazwiska Franciszka Żochowskiego, Ciemniewskich, czy Feliksa Bońkowskiego. W XIX wieku miejscowość była nawet centrum gminy, obejmującej 16 szlacheckich wsi z ponad 600 mieszkańcami, gdzie wójtem był każdorazowo dziedzic dóbr. W XX wieku ostatnim dziedzicem był Wacław Szujski, a posiadany przez niego 354-hektarowy majątek objęła reforma rolna.

Tutejsza OSP obchodzi w tym roku stulecie istnienia, a w 1966 roku wybudowano obecną szkołę (o sześciu izbach lekcyjnych). Z instytucjami tymi związani są nasi rozmówcy - Jan Dejnakowski, wieloletni nauczyciel i prezes OSP, a także jego uczniowie, Wojciech Dołęgowski i Zygmunt Kubiński.

Stulecie straży

Według wspomnień Stanisława Kucińskiego (o których szerzej wkrótce w osobnym artykule), w szeregi OSP wstąpiło początkowo 12 mieszkańców. Chrzest bojowy miał miejsce w Brodzięcinie u pana Zwierzchowskiego. Straż stopniowo pozyskiwała sprzęt, mundury i materiał na budowę remizy. Rozebranej zresztą podczas okupacji przez Niemców (spalono również wóz i sikawkę). Do odbudowy przyczynili się druhowie Stanisław Szcześniak, Franciszek Jurkowski, Stanisław Kuczyński i Roman Kosudziński, uhonorowani później srebrnymi medalami „Za zasługi dla pożarnictwa”. Na 50-lecie gmina ufundowała strażakom nowy sztandar.

Śmierć dyrektora

W zaborze carskim organizowano tajne nauczanie. Istnieje opowieść o tym, jak to czterej chłopi wypędzili rosyjskiego strażnika, który chciał zlikwidować taką tajną szkołę. Udało im się uniknąć kary, choć dwóch z nich uciekło do Ameryki. Początki oficjalnego nauczania, wg Kucińskiego datowane są na 1905 rok, kiedy nauczycielką była Zofia Napiórkowska z Ciechanowa. W 1912 roku wybudowano murowany gmach, gdzie nauczano w języku rosyjskim. Pierwszym nauczycielem był Leopold Sowiński. Dwa lata później budynek zamieniono na rosyjski szpital polowy. W 1918 roku kierownikiem szkoły został Wacław Koziński, który uczył aż do 1947 roku. Jak mówi nam Zygmunt Kubiński, zginął on w pobliżu kościoła zabity przez bliżej niezidentyfikowaną grupę osób (według S. Kucińskiego przez pozostałą z czasów konspiracyjnych grupę N.S.Z.), zapewne z uwagi na przynależność do partii komunistycznej.

Oddech okupanta

W trakcie wojny w szkole zlokalizowano posterunek żandarmerii.

- W 1944 roku Niemcy przesłuchiwali chłopów z Kraszewa. Kiedy skończyło się przesłuchanie, pojechali aresztować do Brodzięcina Chmielewskiego i Lubczyńskiego. Chmielewski był komendantem AK na gminę Ojrzeń, a jego zastępcą był Lubczyński. Chmielewskiego nie było w domu, bo się ukrył. Lubczyńskiego wzięli. Przyjechali do Ojrzenia i dwóch poszło aresztować Osieckiego Zygmunta. W tym czasie Lubczyński zwiał i do końca okupacji ukrywał się u Oglęckiego w Sarnowej Górze. A Osieckiego zabrali (…) i zabili go, albo na Śląskiej, albo przy ratuszu – opowiada Jan Dejnakowski.

Następca Kozińskiego, Kazimierz Załuski, nawiedzany był zaś wielokrotnie przez służby bezpieczeństwa.

- To ORMO-wcy z Żoch na noc przychodzili – mówi Wojciech Dołęgowski. – Przychodzili pod szkołę i pilnowali, czy przypadkiem nie przychodzą do niego AK-owcy.

Kule armatnie i zegar słoneczny

Pierwsza wzmianka o tutejszym kościele to 1435 r., ale według Alfreda Borkowskiego, mógł on powstać jeszcze w XIII wieku. Szerzej pisaliśmy o nim w TC nr 20/2024 oraz na naszym portalu (w art. „Ocalić dziedzictwo dla przyszłych pokoleń”). Kryje on w sobie wiele ciekawostek - jak mówi Zygmunt Kubiński, w ścianę murowanej kaplicy wmurowane są kule armatnie z okresu potopu szwedzkiego, a na jednej ze ścian widać pozostałości dawnego zegara słonecznego. Warto wspomnieć, że wewnątrz znajduje się nagrobek podskarbiego ciechanowskiego Franciszka Kucharskiego, a obok kościoła pomnik nagrobny Brunona Kicińskiego, dziennikarza, poety i tłumacza. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej, jeden z bolszewików za sprawą jednego z naszych ułanów, zginął przed bramą kościoła.

Kościół w Kraszewie przed wojną (fot. zbiory Wojciecha Dołęgowskiego)

Zasłużeni duchowni

Historia parafii to także historia tamtejszych księży. Są wśród nich choćby ks. Karwacki, który opuszczał Kraszewo z żalem do mieszkańców niechętnych jego powrotowi, ks. Konopka, z zamiłowania myśliwy, który zatroszczył się o pięcioro sierot po wdowie Skorupskiej, a także działał w obronie polskości podczas rusyfikacji, ks. Płocharski, ks. Jeż, czy ks. Burawski, którzy zadbali w dużym stopniu o kościelną infrastrukturę. Ważną postacią w historii parafii był ks. Plewiński, inicjator założenia Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Kraszewie, który w trakcie okupacji niemieckiej działał w konspiracji i związany był z AK. Jak mówi Wojciech Dołęgowski, ksiądz ów zmarł w sklepie zlokalizowanym dawniej w pobliżu dworku. Były to lata 50-te. U jednego z mieszkańców przez lata zachowało się odrestaurowane krzesło należące do zmarłego duchownego.

Kula armatnia wbudowana w mur kościoła

Legendy o głazie i stopie

Kraszewo kryje w sobie wiele tajemnic i niezwykle ciekawych historii. Wśród nich są także legendy związane z tutejszym granitowym głazem, przeniesionym z lasu w pobliżu cmentarza na teren obecnej szkoły, który posiada wgłębienie przypominające dziecięcą stopę i laskę. Jedna z nich mówi o parze z małym dzieckiem, która zatrzymała się przy nim na odpoczynek. To po nich miały pozostać ślady, a przybyszami owymi Święta Rodzina. Inne wersje mówią o Jezusie, który odwiedził te tereny przebrany za kupca, zostawiając na kamieniu ślad stopy lub o uleczeniu przez niego trędowatego, którego łzy zmoczyły stopę Jezusa opartą o ów kamień. Istnieje też opowieść o rolniku, który modlił się o zdrowie córki, kiedy ukazała mu się  Maryja i Jezus. W domu zastał on zdrową córkę, a po powrocie do kamienia odciśniętą w nim stopę. Inna legenda mówi o rolniku, któremu ukazała się zmarła żona i kazała wykuć w kamieniu stópkę w intencji chorej córki, co sprawiło, że ukazał się Jezus i stanął w wykutym wgłębieniu, a córka wyzdrowiała. 

Więcej anegdot i ciekawostek przedstawimy wkrótce w osobnym artykule, bowiem nie sposób streścić ich wszystkich w krótkim tekście. Bezcenna jest bowiem każda historia przelana na papier, tak jak bezcenne jest każde wspomnienie, ponieważ każde z nich jest integralną częścią naszej lokalnej historii. 

Komentarze obsługiwane przez CComment