ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Tu, gdzie nasz dom. Kraszewo (cz. II)

Jan Dejnakowski i Wojciech Dołęgowski

Kraszewo, miejscowość zlokalizowana kilka kilometrów od Ojrzenia, przy drodze krajowej nr 50, kryje w sobie wiele tajemnic i ciekawych historii. Skarbnicą takich opowieści jest publikacja Stanisława Studzińskiego z 1998 r. będąca zapiskami wspomnień Stanisława Kucińskiego, zmarłego w 1982 roku mieszkańca wsi, sołtysa i działacza społecznego. Tekst wspomnień udostępnił autorowi Jan Dejnakowski, wieloletni nauczyciel szkoły w Kraszewie, nam zaś publikację jego uczeń Wojciech Dołęgowski.

Lamus

W latach 60-tych roku odkryto tu starożytne cmentarzysko. Jak wspomina Stanisław Kuciński, zostało odkryte przypadkowo przez rolnika Stanisława Kapczyńskiego. Autor sugerując się opowieściami dziadków, mówi o obecności we wsi w XIX wieku młyna, gorzelni, czy karczmy oraz uwłaszczeniu 18-tu chłopów w 1864 roku.

- (…) pierwotnie naszą wioskie [pisownia oryginalna – przyp. red.] zwano Karczewo, od karczowania pola pod uprawy (...) a właściwie Kraszewo zostało nazwane dopiero od właściciela [Kraszewskiego – przyp. red.] – czytamy.

Powoli odchodzą w zapomnienie miejscowe nazwy pól i dróg, jak Amalia, Złotoryja, Zastaw, czy Wilcza Droga w kierunku Nowego Miasta. Ostatnim właścicielem skromnego dworku, dziś już niszczejącego, był Szujski, który „pochodził z roku kniaziów rosyjskich”. Szlachcic ów posiadał w zagrodzie budynek zwany Lamusem, w którym przechowywano według autora beczki solonego mięsa, dziczyznę, miód i okowitę z własnej gorzelni, a także uzbrojenie. Budynek ów przetrwał do dziś.

budynek zwany Lamusem

Żartowniś podskarbi

W zabytkowym kościele znajdował się niegdyś metalowy krzyż z ukrzyżowanym Jezusem, który okazywał się… pułapką podczas mrozów, dla wiernych mających w zwyczaju całować stopy Chrystusa. Znajduje się tam sarkofag Franciszka Kucharskiego. On to, „wielki hulaka, a zarazem posiadał złote serce”, zdobył się niegdyś na szalony dowcip. Podczas gry w karty z gośćmi, kiedy szło mu niezbyt dobrze, namówił swojego lokaja, żeby ten… narobił mu w spodnie. Gdy goście poczuli nieprzyjemną woń, założył się z nimi, że to nie on.

- Wtenczas pan Kucharski sprowadził swego lokaja i wtenczas dopiero całą sprawę lokaj wyjaśnił- opowiadał pan Kuciński.

W obronie polskości

Istnieje opowieść o tym, jak to w czasach zaboru rosyjskiego czterej chłopi (Franciszek Dejnakowski, Adam Chmielewski, Romuald Kuczyński i Adam Jurkowski) wypędzili rosyjskiego strażnika o nazwisku Sadek, który chciał zlikwidować tajną szkołę. Udało im się uniknąć kary, choć dwóch z nich uciekło do Ameryki.

W 1905 roku sołtys Jan Kuczyński, za namową księdza Konopki, zorganizował spotkanie, na którym gościli emisariusze z tajnej organizacji Sokoła. Wywieszenie na słupie orła białego spowodowało szykany wobec sołtysa i mieszkańców, ale dzięki ich solidarności, sprawa wkrótce ucichła. W trakcie I wojny światowej zbudowano tu pas umocnień fortyfikacyjnych. Krąży historia o kobiecie, pani Wróblewskiej, która rzuciła się na niemieckiego strażnika, chcąc zerwać mu pagony, co przypłaciła blizną na policzku za sprawą jego pałasza. O odwadze mieszkańców świadczy również ochoczy udział w rozbrajaniu Niemców w 1918 r.

Mroczna przepowiednia

Stanisław Kuciński wspomina o bardzo rosłym mieszkańcu, Leonie Szymankiewiczu, zwanym Goliatem, po którego śmierci był niemały problem z pochówkiem. Podczas epidemii grypy hiszpanki zmarł 12-letni Stanisław Śpalerski. Ciekawa anegdota wiąże się również z organistą Marianem Bednarskim, któremu… przewidziano śmierć. W 1937 r., po przybyciu do parafii żartobliwie wieszczył mu mieszkaniec, pan Chmielewski, że będzie tu organistą aż do śmierci, bo na cmentarzu jest już ksiądz i kościelny, a brak do kompletu organisty. Lata później, tuż po wyprowadzce, wrócił na chwilę do wsi, gdzie „na równej drodze upadł nieprzytomny”. Spoczywa na tutejszym cmentarzu.

Gorycz okupacji

Po wybuchu II wojny mieszkańcy rzucili się do ucieczki – zostały ledwie trzy rodziny. 4 września niemiecki patrol zabił tu dwóch młodzieńców z Bolęcina. Zginął także tutejszy stróż nocny Jan Kempa. Szkołę wkrótce zamieniono na posterunek dla żandarmów. Komendantem miał być ważący ok 130 kg jegomość o nazwisku Bartolajd (pis. oryg.).

- Był to bardzo srogi a wymagalny by mu się nisko kłaniano – pisze Kuciński.

Kościół stał się zaś hotelem dla nadciągających wojsk. Zrabowano także z niego dzwony. Ludzi przymusowo wyznaczono do robót, a kto się uchylał – do obozów (w Trętowie byli m.in. Kazimierz Dejnakowski, czy Ignacy Delura, baty od żandarmów dostali Kubiński, czy Kuciński). W okolicy grasowali folksdojcze (w Kraszewie osiedlił się niejaki Kliwer (pis. oryg.) z Kicina), w tle także wywóz do lasu ościsłowskiego, wysiedlenia, wywłaszczenia, burzenia domów. Nie brakowało przypadków śmiertelnych (publikacja wspomina nazwiska Grochocki, Skorupski, Idzikowski, Kontraktewicz, Kosuda). Jak pisał pan Stanisław, nie da się opisać, co mieszkańcy wycierpieli w czasie okupacji.

Konspiracja

W konspiracji działało 8 osób z Kraszewa (np. Stanisław Kubiński, Marian Bednarski, Roman Kosudziński, Franciszek Jurkowski, Stanisław Brakowiecki, Stanisław Kuczyński, a także ks. Plewiński). W styczniu 1945 roku, autor publikacji uczestniczył w zwołanej przez Niemców naradzie sołtysów, w związku z nadciągającą Armią Czerwoną. Natarcie radzieckie zmuszony był przeczekać w schronieniu na jednej z łąk.

Podczas uprzątania pola bitwy znaleziono w Lamusie martwą półnagą Niemkę (z Grabówca), zapewne zgwałconą i zastrzeloną. 6-ciu gospodarzom spłonęły budynki gospodarcze i 3 domy mieszkalne. Mocno ucierpiał także kościół.

Nowe Kraszewo

Po wojnie na mocy reformy rolnej 16-tu chłopów otrzymało po 5-6 ha ziemi z majątku dziedzica. 5 rodzin wyemigrowało na ziemie odzyskane. Ciężką pracą powołanej rady kościelnej wrócono do życia zniszczony kościół. Wieś została zelektryfikowana w 1956 r. W latach 70-tych wyrosła zaś „nowa dzielnica robotniczo-chłopska” zamieszkana przez rolników pracujących także w różnych firmach. 

Pana Stanisława nie ma już z nami, ale pozostaną jego wspomnienia. Jest ich tam oczywiście o wiele więcej, niż może pomieścić ten artykuł. Nierzadko subiektywne, nie mające potwierdzenia w źródłach, ale takie mają prawo być, świetnie i barwnie uzupełniając oficjalną wiedzę. Oby zatem więcej takich wspomnień.

plan wsi w XIX wieku (aut. S. Studziński/S. Kuciński)

Komentarze obsługiwane przez CComment