Kto z was pamięta smak płynu Lugola? Piliście? Ja i moi rówieśnicy nie mieliśmy „tej przyjemności”, byliśmy już za starzy. Ale swoje dzieci, zgodnie z zaleceniem, prowadziłem do przychodni, gdzie wychyliły po buteleczce. Płyn miał chronić tarczycę dzieci i młodzież przed nadmiernym wchłanianiem radioaktywnego izotopu.
40 lat temu, w nocy z 25/26 kwietnia 1986 roku nastąpiła katastrofa w elektrowni atomowej w Czarnobylu na Ukrainie (wówczas ZSRR).
Podczas przeprowadzania testu doszło do niekontrolowanego wzrostu mocy w najnowszym reaktorze oddanym do użytku zaledwie dwa i pół roku wcześniej. W ciągu kilku sekund reaktor wyprodukował kilkadziesiąt razy więcej energii niż powinien, potężne ciśnienie pary wodnej rozsadziło jego pokrywę. Wybuchł pożar, podczas którego stopił się rdzeń i nastąpił wyrzut ogromnych ilości substancji promieniotwórczych do atmosfery. Skażeniu promieniotwórczemu uległ obszar ok.150 tys. km² na pograniczu Białorusi i Ukrainy. W efekcie skażenia ewakuowano i przesiedlono ponad 350 tys. osób.
Władze w Moskwie początkowo próbowały ukryć katastrofę, ale kiedy zaczęły docierać sygnały o podwyższonym poziomie promieniowania, m.in. ze Skandynawii, a także z Polski przyznały się do wybuchu. Jak to było w zwyczaju komunistycznych władz czyniono to półgębkiem. W pierwszych dniach informacje o samym wydarzeniu i jego skutkach PAP opatrywała tytułem „Komunikat Rady Ministrów ZSRR” i powoływała się na TASS. Potem były „Komunikaty polskiej komisji rządowej”. W jednych i drugich informowano, że doszło do skażenia i podwyższenia poziomu promieniowania jądrowego, ale podkreślano, że nie są one wysokie. Na dowód przytaczano wyniki pomiarów w Szwecji z 28 kwietnia, które miały utrzymywać się w normie.
Z biegiem lat o katastrofie w Czarnobylu dowiadywaliśmy się coraz więcej. Powstało wiele raportów, przeprowadzono setki badań i analiz z udziałem specjalistów z całego świata. Nie mówiąc już o książkach i filmach. Udokumentowane raporty przeplatały się (wciąż to trwa) z sensacyjnymi doniesieniami, plotkami i horrorami…
Cień Czarnobyla nadal rozciąga się nad tą częścią Europy. W Polsce przypadek elektrowni na Ukrainie działał przez dekady jako straszak przed inwestycjami w energię atomową. Pod koniec lat 80. ub. wieku w Żarnowcu na Pomorzu był już prawie gotowy pierwszy reaktor polskiej „atomówki”, kolejne dwa były w zaawansowanej budowie, tak zresztą jak i cała infrastruktura wokół elektrowni. Jednak pod wpływem sprzeciwu opinii publicznej zaniechano kontynuacji tej inwestycji.
Niedawno ukazał się 600-stronicowy raport Forum Czarnobylskiego, w skład którego wchodzą m.in. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, Komitet Naukowy ONZ ds. Działania Promieniowania Atomowego oraz rządy Białorusi, Rosji i Ukrainy. Raport ocenia, że po wybuchu reaktora groźne dawki promieniowania przyjęło około 600 tysięcy osób. Było wśród nich prawie tysiąc pracowników elektrowni oraz ratowników, którzy zostali ciężko napromieniowani pierwszego dnia katastrofy, 200 tysięcy ratowników, którzy pracowali na terenie elektrowni od 1986 do 1987 roku, oraz około 400 tysięcy okolicznych mieszkańców. To właśnie oni stanowią grupę najwyższego ryzyka.
Okazuje się jednak, że śmiertelne żniwo katastrofy w Czarnobylu jest dużo mniejsze, niż się powszechnie uważa (niektóre wcześniejsze szacunki mówiły o kilkudziesięciu tysiącach ofiar śmiertelnych). Wśród ofiar śmiertelnych kataklizmu zdecydowanie przeważają ratownicy. W raporcie zaznacza się, jednak, że chodzi o dziesiątki osób (ok. 50), a nie tysiące.
Autorzy raportu, wśród których jest ponad stu naukowców, twierdzą jednak, że najgorszym skutkiem katastrofy jest spustoszenie, jakie dokonało się w psychice dotkniętych kataklizmem ludzi. Długi, złowrogi cień Czarnobyla...






Komentarze obsługiwane przez CComment