- RYSZARD MARUT
- Kategoria: Felietony
Ale widowisko zafundował sobie na zbliżającą się letnią kanikułę gród Kraka, smoka i Wandy co nie chciała Niemca! Tydzień temu uprawnieni do głosowania mieszczanie, a dokładnie co trzeci z nich poszli do urn referendalnych i odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Ocalała Rada Miasta, bo zabrakło zaledwie 3 tys. głosów, by podzieliła los prezydenta.
Czym zawinił prezydent i jego najbliżsi współpracownicy, że musiało dojść do takiego zdecydowanego posunięcia-usunięcia? Z przekazów płynących z Krakowa wynika, że… niezadowolenie z zarządzania miastem.
Ale co konkretnie? Żeby się dowiedzieć czym kierowali się podążający z czerwonymi kartkami do urn, jedna z pracowni badania opinii publicznej przeprowadziła specjalny sondaż. Wynika z niego, że najbardziej dotknęło Krakowiaków wprowadzenie Strefy Czystego Transportu, która funkcjonuje w mieście od 1 stycznia 2026 r. (28,3 proc. ankietowanych niezadowolonych), na dalszych miejscach znalazły się: poziom zadłużenia miasta (22 proc.) i sposób zarządzania spółkami miejskimi oraz nepotyzm (14,3 proc.). Ponadto kilka proc. ankietowanych wskazało chaos organizacyjny, sprzyjanie deweloperom oraz rosnące koszty życia w mieście.
Zostańmy przy czystej strefie, bo pozostałe argumenty są raczej trudne do uzasadnienia (chaos, koszty życia). Jak wiadomo Kraków od lat smokiem, przepraszam smogiem stoi. Stolica Małopolski jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej. Prezydent Miszalski, wzorem swojego poprzednika Jacka Majchrowskiego, który rządził miastem aż 22 lata, kontynuował program oczyszczania miasta ze smogu zatwierdzany przez kolejne, zmieniające się składy Rady Miasta. Ale do czasu. Dopóki wprowadzając wspomnianą Strefę Czystego Transportu nie nadepnął na odcisk właścicielom starych diesli. Strefa ma utrudnić, a z czasem wyeliminować wjazd do centrum miasta samochodów osobowych, ciężarówek oraz autobusów niespełniających polskich i unijnych norm spalania. Przy czym - uwaga! - z tych ograniczeń zwolnieni są mieszkańcy Krakowa, zameldowani i płacący podatki w mieście, ich pojazdy, po rejestracji, mogą wjeżdżać bez ograniczeń. Dlaczego więc akurat oni uwzięli się na prezydenta Miszalskiego?
Bo, jak się dowiadujemy z krakowskich mediów, tu wcale nie chodziło o SCT. Ale o władzę. O to, żeby odwołać prezydenta i radę, i zająć jego (jej) miejsce. Zaraz po wyborach w 2024 roku rozpoczęła się pod Wawelem praca mająca na celu zorganizowanie i skuteczne przeprowadzenia referendum. Stał podobno za tym główny rywal Aleksandra Miszalskiego (przegrał nieznacznie w II turze) - Łukasz Gibała, chociaż trudno go było znaleźć w składzie komitetu.
"Inicjatorami referendum w Krakowie są mecenasowie Zontek i Hoffman oraz 19 innych mieszkańców Krakowa..." - tłumaczył mediom Gibała. Ale wszyscy w Krakowie wiedzą, że to on, jako zamożny, wpływowy i ambitny polityk zorganizował i finansował cały ten ruch. Bo nie mógł pogodzić się z przegraną w 2024 r. Teraz Gibała nie spieszy się z ogłoszeniem swojej decyzji o starcie w przedterminowych wyborach. Taką strategię sobie przyjął...
Takich zahamowań nie mają inni pretendenci do stolca w ratuszu. A jest ich już kilkanaścioro. Niektórzy mają już program i nawet hasła wyborcze, jak np. Marianna Schraiber (Teraz budujemy Kraków polski, normalny i dla zwykłych ludzi!). Pani Schreiber, znana celebrytka i skandalistka, zapowiada, że w czasie kampanii będzie jeździć po Krakowie starym niemieckim dieslem.
Albo Marian Banaś, były prezez NIK, "żelazny Marian' i "kryształowy człowiek", który startuje z hasłem - "Nasze miasto zasługuje na spokój".
Wśród kandydatów przewija się nazwisko b. prezydenta RP Andrzeja Dudy, o którym można powiedzieć wiele. Ale po co… Chęć kandydowania zgłosił Grzegorz Braun. No comments… I tak dalej, i tym podobnie.
Na razie, wzorem Łukasza Gibały, milczą największe partie: KO, PiS, Lewica… Ale nabór jest wciąż otwarty.









