Chodzi oczywiście o Majkę Chwalińską (a nie powieściowa Majkę Skowron), naszą tenisistkę, która podbiła swoją grą, postacią i zachowaniem serca kibiców na słynnych paryskich kortach Rolanda Garrosa, także całą Polskę i sportowy (tenisowy) świat.
Jedna z kibicek obecnych na trybunach w Paryżu namalowała na biało-czerwonej tabliczce dowcipne hasło - "1 Maja!". Nie miało to jednak nic wspólnego z obchodzonym w PRL-u świętem ludzi pracy, nawoływało naszą tenisistkę do walki o zwycięstwo.
Wiemy już, że ostatecznie pani Maja nie zajęła pierwszego miejsca w Paryżu, była "dopiero" druga (po przegranym pojedynku finałowym z rosyjską tenisistką), ale dla nas, Polaków to ona została mistrzynią, zwyciężczynią oraz bohaterką tego sportowego wydarzenia.
Ubiegła sobota, godz. 15. Przed telewizorami zasiedliśmy gremialnie, rodzinnie i towarzysko, jak nie przymierzając, za czasów największych osiągnięć polskiej reprezentacji piłkarskiej (Mistrzostwa Świata, dawno, dawno temu). Żeby zobaczyć ostatni mecz naszej bohaterki. I być może kolejne zwycięstwo...
Czasy się zmieniły, obecnie tego typu widowiska można oglądać nie tylko stacjonarnie i nie tylko w telewizorach, ale również w podróży, w plenerze, na grillu. Na smatrfonach, telebimach i innych urządzeniach. Akurat trwał długi czerwcowy weekend i "Szaleństwo Majki" sięgało zenitu. Na Stadionie Śląskim podczas koncertu piosenkarza Dawida Podsiadło sto tysięcy gardeł zaśpiewało "Sto lat" dla naszej tenisistki, która właśnie grała finał. (To brzmi jak materiał na powieść, albo serial, a nie na krótki felieton).
Maja Chwalińska, 24-letnia tenisistka, nie jest nowicjuszką w tej dyscyplinie sportowej, gra od dzieciństwa (przez jakiś czas, jako juniorka trenuje razem z Igą Światek). Po serii niepowodzeń kilka razy jest bliska rozwodu z tenisem, ale zawsze wraca do gry. Choruje na depresję. Nie ma dotychczas błyskotliwych sukcesów.
Ale trzy tygodnie temu rozpoczął się jej piękny sen. Do Paryża Chwalińska jedzie jako tenisistka z drugiej setki rankingu WTA. Żeby wedrzeć się na drabinkę turniejową musi startować w kwalifikacjach. Ale to te gry przyniosły jej pierwsze sukcesy, otworzyły drogę do finału Rolanda Garrosa. Rozegrała trzy mecze z dobrymi przeciwniczkami i nie straciła ani jednego seta. Spędziła na paryskich kortach tydzień dłużej, niż jej rozstawione rywalki. Potem czekały na nią coraz lepsze rakiety z pierwszej dziesiątki: Maria Sakkari, Qinwen Zheng, Anna Kalinska, Diana Sznajder, i wreszcie Mirra Andriejewa. Wszystkie one, poza ostatnią, musiały uznać wyższość tenisistki z Bielska-Białej. Chwalińska grała jak w transie, zachwycała się nią publiczność w Paryżu i w Polsce, z uznaniem kiwały głowami obecne na trybunach sławy tenisowe z Martiną Navratilową na czele.
Chwalińska przegrała ostatni mecz, przegrała finał, ale wygrała wiarę w siebie, swój talent i możliwości. Wygrała też sympatię i uznanie wielkiej rzeszy miłośników tenisa. W rankingu przeskoczyła ze 114 miejsca, na 21, otrzymała też niemałe honorarium...
"Szaleństwo Majki", "1 Maja", "Spełniony sen Kopciuszka...". Jak my kochamy takie bajki!






Komentarze obsługiwane przez CComment