ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Moment prawdy, czyli... w co się bawimy

Na polskiej scenie politycznej, jak również (a może przede wszystkim), na platformach społecznościowych, idziemy od tragedii do komedii i z powrotem. Balzak napisał "Komedię ludzką", a równie dobrze mógłby napisać "Tragedię". Zresztą, napisano już u nas "Tragedyję Płocką", historię księcia Ziemowita II, człowieka porywczego charakteru. Takich teraz na pęczki...

Joanna Szczepkowska wypowiedziała się ostrożnie na temat ewentualnego odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Chyba jest przeciw. Pierwszy komentarz jaki przeczytałem na FB to:"ty stara k...", bez wykropkowania. Pewnie patriota... Nie będę wchodził w skomplikowane relacje polsko-ukraińskie, to rzecz dla historyków. Trzeba by jednak uwzględnić nie tylko barbarzyństwo tzw. Rzezi Wołyńskiej, ale także całokształt relacji - historycznie, przynajmniej od 1920 r, czyli porozumienia Piłsudskiego z Petlurą, w dużej mierze złamanego przez stronę polską, jak i to jak traktowaliśmy Ukraińców przed wojną. Te jaskiniowe emocje skądś się przecież brały, co nie oznacza, że należy je wybielać. Ale, z drugiej strony, nadanie jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, jakkolwiek głupie i żałosne, nie było w zamierzeniu aktem wrogim Polsce. Dlatego i ja nie odbierałbym Zełeńskiemu orderu, bo to byłby koniec sojuszu z Ukrainą i niedobry precedens. W ciągu 300 lat historii orderu Orła Białego tylko raz jeden go odebrano tylko po to, żeby później znów go przywrócić. Tą osobą, której order najpierw odebrano, a później zwrócono, był Wincenty Witos, jedna z najszlachetniejszych postaci w międzywojniu. Przy czym ci, którzy mu order odebrali, we Wrześniu uciekli z Polski, a on pozostał na posterunku.

Piłsudski mawiał, że Ukraina winna być na tyle silna, żeby zatrzymać Rosję i na tyle słaba, żebyśmy my mogli ją zatrzymać… Bo Ukraińców jest więcej!

A czemu więcej? Tu przechodzimy od tragedii do komedii, Fredro z Bareją za rączkę. Niedoszły prezydent Rzeczpospolitej, Sławomir Mentzen we własnej osobie, wyjaśnił nam, dlaczego mamy tak nas gnębiące problemy demograficzne: "Ludzie nie wchodzą w związki, nie mają dzieci, bo jest to skorelowane z tym, że młodzi piją mało alkoholu". Hej, jeszcze za mało? Na wielu osiedlach piją i biją, junacy. Mentzen lansuje piwo, razem z Nawrockim, Trzaskowskim, Sikorskim, z kim może i nawet taka reklama nie działa? I sklepy monopolowe prawie na każdym rogu? Nawet stacje benzynowe zachęcają do picia... ciągle nic? Kiedyś to ludzie się przykładali! Moi rodzice mieli mnie jako "piękni dwudziestoletni", w czasach gdy Hłasko był młody, musieli się pewnie nieźle ubzdryngolić...

A ja, niepomny tego, tkwiłem w błędnym przekonaniu,  że do działań prokreacyjnych nie trzeba stymulantów. 

Czasy się zmieniają… Ale, jeśli tak, dlaczego Jarosław Kaczyński źródeł zapaści demograficznej upatruje w tym, że młode kobiety "dają sobie w szyję"? Jeśli prawica będzie demonstrować tak przeciwstawne wizje i halucynacje, to nie mam dla niej dobrych wieści. Nawet jeśli wygra przyszłoroczne wybory, nie widzę żadnej możliwości stabilnej koalicji, szczególnie że Kaczyński musiałby pójść w tango z Braunem, z którym powiedział, że nie pójdzie. A dlaczego nie pójdzie? Bo mu tego zakazał ambasador Thomas Rose, reprezentujący obecnie interesy Izraela, pod flagą USA… Tego Izraela, którego politykę ostro krytykuje nasza prawica (może oprócz Kościoła, szczególnie kardynała Rysia, uparcie nawiązującego do prożydowskiej postawy Karola Wojtyły). I jak tu się połapać w tym "gargamelu"?

Jedynie prezydent Nawrocki jest konsekwentny. Wetuje co może, na rządzie nie zostawia nawet suchej nitki i, można powiedzieć, jednoosobowo stworzył prawdziwą opozycję. Konstytucja nakazuje mu współdziałanie z rządem a on - niekonformistycznie, uznał walkę z polskim rządem za swój patriotyczny obowiązek. Co tam konstytucja… Karol Nawrocki gdzie może i jak może wypowiada się przeciwko konstytucji i Unii Europejskiej, która uparła się, byśmy ją szanowali. Co prawda z badań jasno wynika, że większość Polaków opowiada się za Unią i konstytucją w obecnym kształcie, ale prezydent Nawrocki uznał, że teraz jest właśnie ów rzadki "moment konstytucyjny", odpowiedni do zmiany ustroju. Powołał Radę ds Zmiany Konstytucji i już kilka osób z tej Rady wypowiedziało się… przeciwko konieczności zmian, między innymi profesor Piotrowski, konstytucjonalista.

Też jestem przeciwko zmianie konstytucji i wprowadzeniu modelu prezydenckiego, co nie oznacza, że nie powinniśmy myśleć o udoskonaleniu naszego systemu. Tyle, że naszym wzorem nie może być model amerykański. Pomijając inną historię, pamiętać trzeba, że Ameryka jest krajem federalnym, złożonym z pięćdziesięciu stanów a Polska jest i pozostanie krajem unitarnym. Karol Nawrocki chciałby być Trumpem… Tu przypomina się "moment jednobiegunowy", gdy politolodzy jeszcze tak niedawno windowali Amerykę jako jedyne mocarstwo w świecie. Dziś nawet Trump by się z tym nie zgodził. Są trzy kraje w jego optyce, z którymi chce mieć stosunki partnerskie: Chiny, Izrael i Rosja. Z Nawrockim Trump nie ma i nie będzie mieć stosunków partnerskich, co najwyżej wasalne. Chociaż zaprosił go do Rady Pokoju, mającej zastąpić ONZ. Jak dotąd żaden kraj nie wpłacił jeszcze jednego miliarda dolarów, jako wstępnej wymaganej składki "klubowej". Nawet poważny periodyk amerykański "Foreign Affairs" określa Amerykę czasów Trumpa jako "predatory hegemon" (drapieżny hegemon"). Natomiast nasz Wojciech Cejrowski (w tygodniku "Do Rzeczy"), określa polską politykę względem USA jako "lizanie", wiadomo czego… Tak sobie pan prezydent wyobraża naszą suwerenność?

Co nie oznacza, że nie powinniśmy być pragmatyczni w polityce międzynarodowej. Dobre relacje ze Stanami nie wykluczają bilateralnych traktatów w sprawach bezpieczeństwa z takimi krajami jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania. Nie wiem zatem dlaczego prezydent bawi się procedurą podpisywania tych traktatów, dość już napsuł poprzez niepodpisanie SAFE.

Prezydent zdaje się bawić z rządem w kotka i myszkę. Podpisze, nie podpisze… Krytykuje rząd w czambuł. Tymczasem rząd, działający w niezwykle trudnych warunkach, ma relatywnie dobre wyniki. Inflacja w maju 3,1%, lepsza od oczekiwanej, pomimo zawirowań na rynkach energii. Instytucje finansowe przewidują w tym roku PKB rzędu 3,5%, jeden z lepszych w Europie. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB w przeliczeniu na głowę mieszkańca wyniesie prawie 60 tysięcy dolarów i będzie już nieco wyższy niż dla Japonii, Hiszpanii czy Izraela. Można powiedzieć, że marzenie Wałęsy sprzed trzydziestu lat byśmy byli drugą Japonią spełniło się… Finanse publiczne uległy wprawdzie pogorszeniu, ale rząd nie ma problemu w uzyskiwaniu finansowania na rynku obligacji.

Źle się bawimy w wewnętrznej polityce. Łatwo odwołujemy prezydenta dużego miasta, zaledwie po dwóch latach urzędowania, niemożliwe zaś okazuje się odwołanie posła Zbigniewa Ziobry, który nie robi absolutnie nic, oprócz wylewania pomyj na własne państwo.

Ale prezydent tego nie zauważa. Nadal bawi się swoją władzą, którą notorycznie przekracza. To nie jest, to nie może być "moment konstytucyjny". Nie ma i raczej nie będzie w najbliższej przyszłości większości kwalifikowanej w parlamencie, niezbędnej do przeprowadzenia jakichkolwiek zmian w konstytucji. To jest co najwyżej moment na realistyczną ocenę polskiej polityki, pod kątem tego jak źle się bawimy i jak wiele możemy stracić, dając sobie zapchać uszy pseudopatriotycznymi hasłami.

Oby nie było tak, jak w wierszu Kazimierza Przerwy-Tetmajera:"Możesz kpem być i cymbałem, możesz dureń być siarczysty, byłeś z mocą i zapałem, kraj miłował macierzysty".

Komentarze obsługiwane przez CComment