I nadszedł czas dziękczynienia, kiedym dar Eucharystyi przyjąć winni. Zaprawdę powiadam wam, chleba i wina nam trzeba, jako Pan Bóg przykazał. Cobym zbawienia dostąpili, coby nas wywiódł z ziemi egipskiej, domu niewoli. Dzięki my składalim wszak macierzom naszym, jako i dzięki składamy dziatkom naszym dnia pierwszego miesiąca szóstego roku pańskiego bieżącego i natenczas we procesyi dziękczynnej pójść możem. Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne.
I udali się rządcy i kasztelani ze krainy owej, gdzie bursztynowy świerzop, coby u kanclerza najjaśniejszej Rzeczypospolitej audiencyi uświadczyć, albowiem kanclerz łaską spłynąć raczył uświęcającą. Panie, nie jestem godzien, rzekli wespół, jeno rzekł ci on słowo i ostała się uzdrowiona dusza ich, a na piersiach ich jawić się raczyły krzyże wspaniałe kolorami złota i srebra mieniące. I tedy skrzyć się raczył złotym refleksem krzyż dla Adaśko Pluszowego ze świerczewskich włości. I tedy srebrnym blaskiem zabłysły krzyże Marko Białkowskiego ze włości jonieckich i Marioli Kwadratowskiej ze regimińskich włości, jako i Janko Jędrzeja Paluszkiewicza ze ciechanowskiej kasztelanii. I widział Pan, że to było dobre.
Zaprawdę, chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Łaski to czas, coby nas zbawić ode złego, jako asesorzy łaską na Wojtko Borówkowego spłynęli, coby go na powrót ku pańszczyzny odrabianiu powrócić i coby czas ów jego trudu i znoju dukatami nagrodzić. I niechaj was ręka boska broni, coby kasztelanowi odpór dawać, iże zbytek to łaski we oczach jego. Zaiste, nie godzi się, albowiem darem Eucharystyi inszy człek przeze niego obdarowan, a imię jej Teresa. Albowiem bywa nader często, iże łaską najświętszą brak jest niełaski. Bezapelacyjnie.
Niechaj więc łez nie roni lud ze grodu przasnyskiego, albowiem i oni dar otrzymali. Oto bowiem nie ujrzą ci oni oczu zielonych sławetnego Zenko dnia szóstego miesiąca szóstego roku pańskiego bieżącego i nie wręczy ci im on mandacików żadnych za krasoty przekroczenie. Zaprawdę powiadam wam, ludu przasnyski, dzięki składajcie Panu Bogu naszemu.
Przyjmijcie tedy wszyscy komuniję święta ze radością wielką we sercach, a skromnością, pokorą i ku dalszej pańszczyzny odrabiania motywacyi, jako kasztelani i rządcy absolutorya przyjmować raczą i zaufania wotum i jako szlachta przyjmuje honory wszelakie podówczas ceremonij, rautów i akademij. I pieśni śpiewać pocznijcie dziękczynne, niczym miesiąca piątego pode figurkami i kapliczkami śpiewalim, jako śpiewać pocznie Sebko Karaś-Chlebek we makowskim grodzie dnia piątego miesiąca szóstego roku pańskiego bieżącego. I nie lękajcie się, coby we kapliczkach owych niewybuchy jakoweś ujrzeć, albowiem takowe dictum jeno we jonieckich włościach.
Przede nami czas zacny. Wpierw zachody słońca cztery ode pańszczyzny odrabiania wolne, grillem, kiełbasą, miodem pitnym i okowitą pachnące. Dalej waszmościa Kupałę już widać, co we wianku pomyka. A na horyzoncie wakacyi czas majaczy, jakoby pośród pustyni fatamorgana, jeno prawdziwie się jawi. Hulanki to czas i swawoli, albowiem Celsjusz wysoki, słonko ze firmamentu promieniowaniem superfioletowym przeze ozonową dziurę grzeje, wiaterek ciepły cumulonimbusy rozgania, a ode świtu do zmierzchu godzin wiele. Mawiają, iże szlachta nie pracuje. A jako szlachta, tako i my pasa popuścić możem, albowiem my, lud prosty, solą ziemi. Tej ziemi.
Zaprawdę powiadam wam, bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.






Komentarze obsługiwane przez CComment