Dwa tygodnie temu na kongresie Impact ’26 w Poznaniu (wydarzenie poświęcone geopolityce, sprawom społecznym, gospodarce i nowym technologiom), na którym obecni byli wielcy, bogaci wpływowi, rządzący, oraz mądrzy ludzie naszych czasów, w jednym z paneli wystąpiła nasza noblistka Olga Tokarczuk.
Po jej słowach w środowiskach kulturalnych, twórczych wybuchła gorąca dyskusja (pojawiająca się co jakiś czas) o granice wykorzystania w twórczości literackiej sztucznej inteligencji.
Autorka m.in. „Biegunów” i „Ksiąg Jakubowych” przyznała, że... współpracuje z AI. Wykupiła sobie zaawansowaną wersję modelu językowego i często rzuca maszynie pomysł do analizy z prośbą: "Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć? A potem jestem w szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne” – stwierdziła noblistka.
Po tej wypowiedzi w internecie zawrzało, wiele osób poczuło się oszukanych. Tak przynajmniej wynika z licznych komentarzy. - Jak to? Noblistka podpiera się sztuczną inteligencją.? Te wszystkie mądre zdania, dialogi, opisy to nie są jej myśli i odczucia, tylko „gotowce” z maszyny...?
Głos zabrali znani pisarze i publicyści. Pod jednym z postów na Instagramie Remigiusz Mróz, najbardziej płodny pisarz naszych czasów, autor ponad 70 książek napisał: „A ja dalej jestem na etapie pytania Chata GPT, czy mogę za niego pisać ludziom odpowiedzi…”.
Z kolei Szczepan Twardoch, równie popularny autor, laureat m.in. nagrody NIKE, nie odnosząc się wprawdzie bezpośrednio do wypowiedzi Olgi Tokarczuk, zadeklarował się jako twardy przeciwnik AI: „Musiałbym rozum postradać, by w tym godnym i szlachetnym zajęciu, jakim jest literatura, wspomagać się współpracą z modelem językowym. Gdybym tak czynił, to przypominałbym sam sobie znanego z popularnego memu rowerzystę, pakującego sobie własnoręcznie kij w szprychy.”
Twardoch w dalszej części posta postawił kropkę nad i, jednoznacznie opowiadając się za tradycyjnym sposobem pisania: „Podróż w głąb nas samych, medytacja nad naszą relacją z rzeczywistością, namysł nad myśleniem są ciekawsze niż wszystkie lepkie wydzieliny językowych modeli razem wzięte”.
Wprost do noblistki zwrócił się jezuita, popularny w sieci publicysta Grzegorz Kramer: „Sorry, Pani Olgo! Jednak wolałem czytać o „Czułym narratorze”, niż o AI, do którego czule zwraca się Pani: „Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”. Poezja to jednak coś, co z serca ludzkiego pochodzi”.
Z drugiej strony dodajmy, że wiele osób brało w obronę Olgę Tokarczuk, tłumacząc, że korzysta tylko z powszechnego już, pomocnego narzędzia.
Po pewnym czasie sama pisarka ustosunkowała się do komentarzy wywołanej jej słowami, tłumacząc się, że sformulowania wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane. Wyjaśniła też, że traktuje sztuczną inteligencję jako narzędzie pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Dodała, że korzystając z AI zawsze weryfikuje informacje, tak samo jak robiła to „przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach”.
Podkreśliła, że nie napisała książki, która ukaże się jesienią, „ani z AI, ani z nikim innym” i od kilkudziesięciu lat pisze sama. „Oświadczam krótko i stanowczo – korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie”. Traktuję sztuczną inteligencję jako narzędzie szybszej kwerendy „pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty”. Dodała, że korzystając z czata, zawsze weryfikuje informacje, tak samo jak robiła to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach.
No cóż, nie mamy chyba powodu, żeby nie wierzyć noblistce. Zresztą wszystkie utwory, za które ją uhonorowano powstały przed erą AI (albo dopiero ona raczkowała). Ale za to z ciekawością (i przyjemnością) przeczytamy jesienią nową powieść pani Olgi...






Komentarze obsługiwane przez CComment