ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Polskie dysonanse

Według Stańczyka, królewskiego błazna z XVI wieku, będącego zarazem mądrym filozofem, dbającym o losy ojczyzny, co drugi Polak (w tamtych czasach) był lekarzem. Tak Stańczyk żartował, a w jego epoce musiało to być niezłym dowcipem, gdy medyków było jak (nomen omen), na lekarstwo.

Był jeden wspaniały Wojciech Oczko, nadworny lekarz królów. Leczył ruchem i siłami natury. Inni upuszczali krew i przepisywali mikstury, rzadko leczące ciało. Nic przeto dziwnego, że człowiek musiał być własnym dla siebie lekarzem i aptekarzem, mieć pomysł na kurację i skuteczne zioło za pazuchą (albo okowitę). Żeby się ratować w potrzebie na lekarzy psioczył i złorzeczył, trochę jak dzisiaj...

W epoce zaś słusznie minionej, PRL-u, co drugi Polak wiedział dobrze jak naprawić gospodarkę, w sytuacji gdy nic nie działało jak powinno. Trzeba było mieć prężny umysł i zmysł menedżera żeby sobie coś "zorganizować". Niewiele towarów było na półkach sklepowych, lecz rząd chwalił się, że jesteśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata. Dziś władze spuściły z tonu, właśnie weszliśmy do elitarnego klubu, jako dwudziesta gospodarka. Ale i tak nie wszyscy w to wierzą, wietrząc podstęp. Być może, twierdzą, uwzględniając kilkunastu świeżych miliarderów jakich się dorobiliśmy, jest to zbliżone do prawdy. Ale co nam z tego? Ludzie są (niektórzy) obleśnie bogaci, a państwo biedne, zadłużone, z dużym deficytem.To jednak inna bajka i opowieść o "Polsce w ruinie" już raczej nie przejdzie. Staliśmy się krajem nowoczesnym, zachodnim.

W czasie długiego weekendu byłem na kilku towarzyskich spotkaniach i rozmawiając z ludźmi, uświadomiłem sobie, że teraz co drugi jest historykiem, to znaczy zna się (niby) na historii. Nie jest to dziwne w kraju gdzie premier i prezydent są historykami. Obaj po studiach na tej samej uczelni i z tego samego miasta (Gdańska), kibicują tej samej piłkarskiej drużynie (Lechii), jednak różnią się diametralnie i często mają jakieś anse do siebie. Ta sytuacja wyróżnia Polskę na tle innych krajów. Podobnie jak wyróżniała się Polska gdy miała braci bliźniaków na stanowiskach premiera i prezydenta. Albo gdy naszym prezydentem był zwykły elektryk, bez matury. Nie mówiąc o jego poprzedniku, komunistycznym dyktatorze, wybranym jednak na tę funkcję przez Zgromadzenie Narodowe.

W zgodnej opinii rodaków, najlepszym prezydentem w demokratycznej Polsce okazał się były minister komunistycznego rządu, Aleksander Kwaśniewski.(Tak wynika z sondaży).
Meandry naszej historii skłaniają do zajmowania się nią z pasją i wypowiadania się przy każdej okazji. Nawet kler to czyni. Arcybiskup Nycz pociesza, że Bóg opiekował się Polską przez całe tysiąc lat. Przesadził nieco, bo jednak były wojny, zabory, powstania, była Zagłada. Ale, być może, musieliśmy się sprawdzić, w boju i znoju. Arcybiskup Depo, metropolita częstochowski, nie mógł pogodzić się w Boże Ciało z faktem, że Polacy wyjeżdżają na długie urlopy. I zapominają o wierze i kościele. Kościół jest w ten sposób marginalizowany. Postępuje laicyzacja. Jednak, gdziekolwiek rodacy spędzają długi urlop, wszędzie są kościoły i mogą je odwiedzać, jeśli chcą. W skali kraju, liczba uczęszczających na msze (dominicantes),lekko nawet wzrosła (do 29,6%), zaś przystępujących do komunii (cominicantes), do 14,6%. Kościół zawdzięcza to popularności nowego papieża Leona XIV, jednakże w dłuższej perspektywie może się okazać, że historia Kościoła zanotuje kolejne schizmy, tworzą się bowiem nowe rysy i podziały, zarówno po stronie liberalnej jak i konserwatywnej. To może nawet prowadzić do wyodrębnienia się nowego wyznania. Ale to temat na odrębne studium (lub esej).

Zresztą, w czasie długiego weekendu moi kompani nie spierali się o Kościół. Większość z nich żyje rodzinnie, jak Bóg przykazał i chodzi w niedzielę na msze. Spierają się o kształt państwa, prawa, demokrację i początki tegoż. A także rozwój w najbliższej przyszłości. Asumpt do sporów dał prezydent Nawrocki w ubiegłym roku, gdy ostentacyjnie wyrzucił "okrągły stół" (mebel przy którym obradowano w początkach 1989 r) z Pałacu Prezydenckiego do Muzeum na Cytadeli. I nie to było najgorsze. Istotne było, co powiedział na temat tego, co ten "mebel" symbolizuje: solidarność, kompromis, kulturę dialogu, ducha porozumienia ponad podziałami. To wszystko odrzucił. Całą tę "nową tradycję". Powiedział, że z tą chwilą kończy się w Polsce postkomunizm. A zatem dziesięcioletnie (w sumie) rządy PiS-u to też był postkomunizm? Prezydentura Lecha Kaczyńskiego również? Pytania obnażają nonsens słów prezydenta. Nawrocki unieważnił szlachetne wartości, wokół których konsolidowali się Polacy, stawiając na nacjonalizm i ostre podziały. To jest prezydent tylko prawej strony. Nadal są tacy co walczą z wiatrakami, to znaczy ze "złogami komunizmu". Wystarczy jakakolwiek legislacja w liberalnym duchu (vide: ustawa o statusie osoby najbliższej), żeby podniósł się krzyk, że to marksizm, komunizm, lewactwo. Dzień 4 czerwca, data pierwszych częściowo wolnych wyborów, nie jest afirmowany jako dzień wolności i demokracji, tylko jako rzekoma "przepustka dla komunistów" do wygodnego życia. A przecież trzeba było ich unicestwić, prawda?...(w tym czasie w kraju stacjonowała jeszcze Armia Czerwona i istniał Związek Radziecki).

Wielu działaczy kontestowało obrady "okrągłego stołu" w czasie jego trwania. Większość zmieniła zdanie, już w wolnej Polsce. Między innymi prezydent Bronisław Komorowski. Z kolei bracia Kaczyńscy, którzy brali w nim udział, jakkolwiek w tylnych szeregach, później stali się jego krytykami. Nie brakuje też innych krytyków. Jednak historia oceni ten czas sprawiedliwie.

"Okrągły stół" to wstęp do nowego ustroju. Po nim wybory 4 czerwca ustanowiły nowy porządek metodą demokratyczną. Porządek jałtański runął, w ogromnej mierze dzięki Polakom. Cały świat podziwiał "polską rewolucję", dokonaną bez przemocy, bez wystrzału. W szybkim trybie zwinął się ustrój autorytarny. To był największy sukces Polaków w XX wieku. Czy nie należałoby tego dnia uczcić jako narodowe święto?

Minęło 37 lat... Jak można ocenić ten okres? W tym czasie obaliliśmy komunizm, zbudowaliśmy zręby liberalnej demokracji, weszliśmy do struktur Zachodu (NATO i UE), uchwaliliśmy nową konstytucję, stworzyliśmy dobrobyt dla większości społeczeństwa. Ale nie dla wszystkich. I nie wszyscy "załapali się" na ten pociąg do lepszej przyszłości. Inni, choć nadzwyczaj zamożni, oczekują na więcej. Jeszcze innym nie pasują wolności i swobody, które kojarzą z upadkiem Zachodu. Przeżywamy dysonans poznawczy...chcemy i nie chcemy postępu demokracji liberalnej, boimy się rewolucji technologicznej, sztucznej inteligencji. Andrzej Celiński, jeden z uczestników "okrągłego stołu" uważa że począwszy od połowy lat 70. i aż do 2010 roku trwała w Polsce rewolucja demokratyczna; zdecydowana większość Polaków chciała demokracji na każdym poziomie, po roku zaś 2010, czyli po katastrofie smoleńskiej, zaczął się czas kontrrewolucji, częściowego odwracania się od demokratycznych i liberalnych wartości w stronę nacjonalizmu. To się zbiegło ze zmianami w świecie. W wielu krajach partie prawicowe, nacjonalistyczne zyskują popularność, w niektórych doszły już do władzy, na przykład we Włoszech, czy w Stanach Zjednoczonych. Wielu ekspertów sądzi, że trumpizm jest odmianą putinizmu. Dlatego prezydent Trump przyjmuje Putina na czerwonym dywanie i wiesza zdjęcie z nim w Białym Domu. 

Polacy osiągnęli wiele i moje pokolenie może być z tego dumne. Ale co dalej? Ojczyzna znaczy różne rzeczy dla różnych ludzi. Najgorsza byłaby mentalność wyśmiana przez hrabiego Fredrę:"Ojczyzna, mocium panie, oznaczać może tylko moje panowanie". A Adam Michnik obawia się powiedzenia że "Polak potrafi...". Bo potrafi też "wszystko spieprzyć"...Oby nie! 

Komentarze obsługiwane przez CComment