Zaprawdę powiadam wam, czort ze podziemia wylazł i smażyć nas począł. Któż to słyszał, coby Celsjusz takiż pokaźny jawić się raczył we najjaśniejszej Rzeczpospolitej, we krainie owej umiarkowanej, gdzie bursztynowy świerzop i gryka jak śnieg biała sarmacką jest palmą, gdzie we bałtyckich odmętach kąpiel hipotermyą grozi, gdzie po błędowskiej saharze błądząc pragnienia uświadczyć nie zdążysz?
Gdzież pobłądził ci ów front piekielny, coby znade tropikalnych owych krain dalekich aże nade północne Europy rubieże dotrzeć i jakoby nigdy nic ziemię ową, gdzież mamuty ongiś wędrowały i ponoć niedźwiedzie białe, żywym ogniem spalić? Kara to boska, li co?
Chcielim my lata, no to natenczas mamy. Zawżdy, kiedy modły wznosim, dostajem w dwójnasób. Owszem, wiedzieć nam dano, coby darowanemu koniu we zęby nie zaglądać, jeno zaprawdę, Panie w niebiesiech, zbytek ci to łaski. Człek wszak jako Pan Bóg stworzył nieomal przyodzian, a i tak jako zmokła kura do suchej nitki potem przemoczon. Refleksya człeka nachodzi, coby i pantalony zdjąć, coby się nabiał na miękko nie ugotował, jeno nas tedy do lochu wtrącić mogą za nieobyczajne czyny. Miodu pitnego człek by spożył, coby chłodu zażyć, jeno mawiają cyrulicy, coby nie, bo szkodzi. Zresztą i tak prohibicya. We wodzie zimnej przeze minut mendel jako ciul by postał, jeno kiedy wyjdzie, na powrót duchota w łeb obuchem palnie i nim się ze wody człek obetrzeć raczy, ode potu mokry. Nie czynić nic człek pragnie, jeno i tudzież ratunku brak, albowiem i nie czyniwszy nic, człek umęczon. Zaprawdę, nie przyzwyczajon sarmacki lud, coby takiż żywot wieść.
A cóż, jeśli po temu duchota takowa, gdyż we piekle my zaprawdę? Zali czasy ostateczne przyjść raczyły i na ostatecznem sądzie wyrok takiż zaocznie zapadł, iże oto we piekle my, coby pokucie za grzechy nasze doczesne zadość uczynić? Po prawdzie, gdybyż rozejrzeć się wokół, zdawać się zdaje, iże wiele na dictum takowe wskazywać raczy. Zali nie przybyli już apokalipsy jeźdźcy czterej? Boju wszak, śmierci i głodu ci u nas dostatek, a i zaraza oszczędzić nas nie raczyła. Zali proroków fałszywych zewsząd nie widzim, co niezawisłej kontemplacyi inicyacyi uswiadczyli? Ku Antychrysta mianu niejeden kandydat, wszak na zachodzie pokoju gołąbek, a na wschodzie denazyfikator. A duchota owa, zali nie plaga to, przeze trąb siedem wieszczona? Trąbili wszak o tem we wihajstrze, co się telewizorem zowie i natenczas ziemię ci ona nawiedziła, coby ode zła oczyścić, jako potop onegdaj.
Gdzież Noe i arka jego, co przede żarem owym schronieniem? Gdzież Mojżesz, co nas wyprowadzić zdoła z ziemi spalonej, domu niewoli ku chłodnej ziemi obiecanej? Gdzież Abraham, co ofiarę ofiaruje, co nas ocali i nagrodzi? Gdzież Hiob, co niezłomności nauczy?
Gdzież Salomon, co z próżnego naleje? Gdzież Samarytanin, co poda?
Obacz Panie w niebiesiech, iże ode słońca owego mózgowie się przegrzewa i tedy refleksyj przedziwnych nie szczędzi. Ratować się tedy muszę i cyrulikom wbrew ku machinie chłodzącej się udać, coby karafkę miodu pitnego zażyć. Zaprawdę powiadam wam, sarmata wie, cóż dla niego najlepsze.
Potop my przetrwali, wojny, dzielnicowe rozbicie, rozbiory, komunę, ruskich, Germanów, to i duchotę przetrwamy. Na






Komentarze obsługiwane przez CComment