Za czasów mojej młodości wraz z nastaniem lata zaczynał się tzw. sezon ogórkowy, szkoły zamykały podwoje i niewiele działo się w okresie jego trwania, zarówno w polityce jak i w kulturze. To był czas na odpoczynek, na wyjazd nad morze, czy na Mazury. Zresztą, nikt nie oczekiwał fajerwerków od polityków, ziało od nich nudą na kolejnym plenum przodującej partii.
Teraz są historycznie rekordowe upały, nikt jednak nie sądzi, że życie polityczne zwolni na moment. W Polsce i w świecie kołowrotek się kręci, karuzela wydarzeń przyśpiesza, polaryzacja dotyka wszystkich.
Dopiero co obchodziliśmy dziesiątą rocznicę brexitu. To stało się w końcu czerwca 2016 r. i dotyczy nie tylko Anglików, ale praktycznie wszystkich Europejczyków. Decyzja o wyjściu Brytyjczyków z Unii Europejskiej przeszła, jak mówią, "na zapałki:, czyli minimalną większością głosów. Oglądałem to głosowanie w telewizji BBC do białego rana i gdy kładłem się spać byłem absolutnie przekonany, że przeciwnicy brexitu zwyciężyli, z czego się cieszyłem. Niestety, gdy się obudziłem sytuacja bardzo się zmieniła, ostateczny rezultat oznaczał zwycięstwo tych, co postawili na wyjście. Zarówno wtedy, jak i teraz oceniam ten wynik, będący następstwem decyzji premiera Camerona w sprawie referendum, jako szaleństwo.Zarówno sytuacja gospodarcza jak i polityczna Wielkiej Brytanii znacząco się od tego czasu pogorszyły. Przed kilku dniami do dymisji podał się szósty już premier w tej dekadzie - Keir Starmer. Wkrótce poznamy siódmego, którym najprawdopodniej będzie dotychczasowy burmistrz Manchesteru. Skąd ta destabilizacja w tak zamożnym kraju? Bo Wielka Brytania od brexitu rokrocznie traciła mniej więcej 100 miliardów funtów. To się przekłada na 6-8% PKB. Pogorszyła się też sytuacja rynkowa i handlowa. Kraj nadal wprawdzie handluje głównie z krajami Unii ale na dużo gorszych warunkach, bez prawa głosu co do kierunków unijnej polityki. Do tego dochodzą bariery celne. Spadła produktywność brytyjskiej gospodarki, częściowo dlatego że zabrakło kompetentnych rąk do pracy.
Jednym z argumentow za brexitem było wydalenie uchodźców (w tym Polaków) i faktycznie, wielu wyjechało. W efekcie małe i średnie firmy nie mają kogo zatrudnić na ich miejsce, często plajtują. Imigracja z poza-unijnych krajów wprawdzie trwa, ale nowi uchodźcy nie są w stanie zastąpić starych. W rezultacie eksport skurczył się o 10-15%, poziom inwestycji spadł 12-18%, w zależności od branży. Inflacja zmalała do 3% obecnie, ale przez długi czas utrzymywała się na dużo wyższym poziomie niż przed brexitem, przyczyniając się do zubożenia wielu gospodarstw domowych. Kolejni premierzy, najpierw z Partii Konserwatywnej, później Partii Pracy nie umieli sobie z tą sytuacją poradzić. Zarówno oni sami, jak i ich partie traciły na popularności. Rewolucyjnej zmianie uległ cały system polityczny Wielkiej Brytanii. Największe wzięcie, też pewnie czasowo, ma teraz radykalna partia prawicowa Reform UK, której przywódca Nigel Kennedy, był jednym z większych orędowników wyjścia z UE. I na tym też polega szaleństwo angielskich patriotów. Z jednej strony widzą w jaki zaułek zabrnęła polityka osamotnienia kraju (który i tak jest wyspą), z drugiej pragną więcej takiej polityki, która grozi katastrofą. Tym bardziej, że obiecywane "szczególne relacje" z USA nie przyniosły spodziewanych korzyści. Prezydent Trump wyklina politykę Wielkiej Brytanii, jedyne co mu się tam podoba to ustrój monarchiczny. Wiadomo, że sam chciałby być królem.
Niestety, polscy "patrioci" są na najlepszej drodze by wpaść jeszcze gorzej. Partie prawicowe prowadzą politykę antyunijną, z każdym rokiem coraz większy odsetek Polaków opowiada się za polexitem. Według ostatniego badania IBRIS i Ogólnopolskiej Grupy Badawczej aż jedna czwarta Polaków poparłaby hipotetyczny polexit. W czasach gorącej wojny za wschodnią granicą oraz wojny hybrydowej w kraju, takie nastroje muszą wpływać na stabilność demokracji w Polsce oraz poczucie bezpieczeństwa.
Społeczeństwo nasze jest podzielone między (z grubsza) dwoma obozami: tzw. patriotycznym (Konfederacje i PiS) oraz demokratycznym (Koalicja i inne partie rządzące). Obóz demokratyczny prowadzi konsekwentną politykę pro-unijną, obóz patriotyczny jest euroesceptyczny, często wyraźnie anty-unijny. Dotyczy to zwłaszcza Konfederacji Grzegorza Brauna, który obrzuca Unię wszystkimi możliwymi wyzwiskami, typu Eurokołchoz, etc., twierdzi że w UE nie ma swobody, nawet takiej jaka była w PRL. Wielu prawicowych polityków widzi wszelkie zło na Zachodzie. Na Wschodzie, tzn, w Rosji, widzi zapewne jutrzenkę wspaniałej przyszłości. To jest szaleństwo, któremu trzeba się przeciwstawić!
W Polsce rozhulały się nastroje anty-ukraińskie. Wzmogły sie po tym, gdy prezydent Ukrainy nadał nazwę jednostce bojowej "bohaterów UPA". Zrobił to zapewne w intencji wielce patriotycznej, nie zamierzając obrazić Polaków. Ale była to decyzja głupia, nie licząca się z wrażliwością sojuszniczego kraju. Polacy nie mogą zapomnieć o piekle jakim była tzw. Rzeź Wołyńska. Trudno się dziwić polskiej reakcji. Taką decyzję ukraińskiego prezydenta należało z całą pewnością potępić. Ale, jak mawiał Stendhal, tylko głupcy unoszą się gniewem. W najlepszym polskim interesie jest, aby relacje polsko-ukraińskie były jak najlepsze. Tak sobie życzył już dawno temu Jerzy Giedroyć, autor polskiej polityki wschodniej i w takim duchu wypowiadał się 25 lat temu we Lwowie papież Jan Paweł II. Silna, niepodległa Ukraina to bufor bezpieczeństwa, to możliwość korzystnej, gospodarczej współpracy, a teraz wielka szansa na partycypację polskich firm i przedsiębiorców w odbudowie sąsiada. Decyzja prezydenta Nawrockiego, bazowana na impulsach i silnych emocjach, przyczyni się tylko do zniszczenia tych szans i może pozbawić Polskę dobrego sojusznika. O przeszłości należy zawsze pamiętać, ale w taki sposób aby zła przeszłość się nie powtórzyła.
Wrogość wobec Ukrainy lansowana przez tzw. "patriotów" stawia nasz kraj w gorszej sytuacji. Nie tylko ja tak myślę. I nie zamierzam powoływać się na liberalne media czy autorytety. Również po prawej stronie są ludzie, którzy myślą podobnie. Na przykład Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta Andrzeja Dudy, czy Marek Magierowski, b. ambasador w Izraelu oraz w Stanach Zjednoczonych, albo profesor Jacek Czaputowicz, b. minister spraw zagranicznych w rządzie PiS. Wszyscy oni, teraz już niezależni, mogą się wypowiadać swobodnie i wszyscy są krytyczni co do decyzji Karola Nawrockiego. Szczególnie profesor Czaputowicz odniósł się ostro do decyzji odbierającej order, podkreślając jej nieracjonalność, także brak po stronie Nawrockiego oraz osób zatrudnionych w jego kancelarii dyplomatycznego doświadczenia i obycia. Osobiście uważam, że zarówno prezydent Zełeński, jak również prezydent Nawrocki powołują się na patriotyczną motywację, ale w istocie dbają wyłącznie o własną pozycję i popularność. Jeden drugiemu przysparza władzy i popularności a zarazem rujnują stosunki polsko-ukraińskie, prawdziwe interesy swoich krajów. Jest to obłędna polityka.
Polska jest dzisiaj w stanie wojny (kognitywnej), prawie ze wszystkimi sąsiadami. Profesor Marek Migalski zwraca uwagę, że z Czechami też mamy porachunki. Pamiętamy najazd na Polskę Brzetysława w roku 1038, gdy Czesi złupili Wielkopolskę, ukradli zwłoki św. Wojciecha i zagarnęli Śląsk. A i całkiem niedawno, kłóciliśmy się z nimi o toksyczność elektrowni Turów. Czy nie trzeba by tam też wysłać "bąkiewiczów", którzy taż odważnie wyruszyli do Berlina z krzyżem... A co ze Szwedami? Ileż skarbów złupili w czasie Potopu… Nie zapominajmy o Rosji, rozbiorach i Sybirakach! Bijmy się o swoje!
W ten sposób, profesor Jan Zielonka twierdzi, Polska przekształca się w samotną wyspę, odgrodzoną (już wkrótce) od sąsiadów drutem kolczastym i bojówkami Bakiewicza. Zaś profesor Antoni Dudek przewiduje, że po latach świetnej koniunktury, my sami, patriotyczni Polacy jesteśmy w stanie zniszczyć do reszty demokrację oraz praworządne państwo.
Bo jak już szaleć, to na całego...






Komentarze obsługiwane przez CComment