Po raz pierwszy wzniósł się „na młodości skrzydłach” w sierpniu 1920 r., kiedy miał 12 lat. Porwany chłopięcą odwagą, poszybował wraz z uratowanym karabinem maszynowym, ścigany przez konnych bolszewików, i cudem ocalał.
Rok później Józef Piłsudski na dawnym Placu Floriańskim w Płocku, przed budynkiem nieistniejącej już cerkwi, odznaczył go Krzyżem Walecznych. Był wtedy uczniem II Gimnazjum Męskiego, czyli słynnej Małachowianki, i jednym z sześciu najmłodszych obrońców miasta w wojnie polsko-bolszewickiej, czyli słynnych Płockich Orląt, jak trafnie nazwał ich dr Grzegorz Gołębiewski. Po raz ostatni w życiu Tadeusz Jeziorowski wzniósł się w powietrze jako porucznik III Dywizjonu Myśliwskiego we wrześniu 1939 r. nad Widzewem. Zestrzelony przez niemieckiego Messerschmitta, runął na ziemię jak Ikar, mając niecałe 31 lat. Działo się to w tym samym czasie, kiedy Niemcy, po przerwaniu polskiej obrony pod Mławą, ruszyli na podbój północnego Mazowsza. Krótka historia młodego życia, którą chciałbym dziś przypomnieć, patrząc na zdjęcie z uroczystości w Płocku, które wtedy pojawiło się po raz pierwszy na łamach kilku gazet.
Na zdjęciu uwieczniono moment dekoracji bohaterów wojny 1920 r. przez Marszałka w dniu 10 kwietnia 1921 r. w Płocku, na tle ówczesnego kościoła garnizonowego, dawnej cerkwi/soboru Przemienienia Pańskiego. Wyróżniająca się na zdjęciu modnym kapeluszem kobieta, też wtedy odznaczona, to Marcelina Rościszewska, legenda przedwojennego Płocka, trochę jak Julia Kratowska w Ciechanowie. Absolwentka paryskiej Sorbony, wspierana w latach studenckich przez córkę Adama Mickiewicza, Marię Gorecką, wyszła za mąż za Seweryna Rościszewskiego i trafiła najpierw do Drobina, a w 1905 r. osiadła w Płocku. Przez ćwierć wieku kierowała Gimnazjum Żeńskim im. Reginy Żółkiewskiej, gdzie wprowadzała innowacyjne metody nauczania i wychowania. Podczas wojny polsko-bolszewickiej walczyła w obronie Lwowa, wraz z czterdziestoma ochotnikami zwerbowanymi w Płocku, a potem zaangażowała się w walkach o Płock, organizując między innymi w swojej szkole szpital polowy. Pod ogniem kul rosyjskich, z narażeniem życia, przeprowadziła „tajnymi drogami” pluton żołnierzy, za co przyznano jej Medal Walecznych. Obok niej stoi Tadeusz Świecki, prezes Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Płocku, również odznaczony przez Marszałka, społecznik i jeden z czołowych endeków Północnego Mazowsza, politycznie człowiek „z innej bajki” niż Piłsudski. W czasie wojny 1920 r. stał na czele Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa w Płocku, a także brał udział w walkach, między innymi w budynku Towarzystwa Kredytowego, gdzie zorganizował jeden z punktów ostrzału nieprzyjaciela. Kolejna postać, zasłonięta na zdjęciu przez Marszałka, to Józef Kaczmarski, uczeń II Gimnazjum Męskiego, czyli Małachowianki. W czasie wojny 1920 r. miał 14 lat i nie mógł zgłosić się do służby frontowej, więc zaciągnął się do służby pomocniczej w organizowanym w Płocku ochotniczym pułku piechoty. Ewakuował rannych pod Trzepowem koło Płocka, a próbując przedostać się z meldunkiem do miasta, został w sierpniu 1920 r. ciężko ranny. We wniosku do odznaczenia Krzyżem Walecznych pisano: „Ujęty przez bolszewików, a nie odpowiadając na indagacje, torturowano go w bezlitosny sposób. Został dwukrotnie postrzelony, a to przez twarz i piersi oraz dwukrotnie cięty szablą w głowę i usta; całe zaś ciało zbite kolbami”. Wojnę przeżył z kulą w piersi, która pozostała do końca życia. W 1923 r. zaciągnął się do Szkoły Kadetów, a następnie ukończył Oficerską Szkołę Artylerii w Toruniu. W stopniu kapitana walczył we wrześniu 1939 r. w 1 Pułku Artylerii Motorowej pod Stryjem na Kresach Wschodnich. Ujęty przez Sowietów trafił do obozu w Starobielsku. W 1940 r. został zastrzelony w budynku NKWD w Charkowie i wraz z innymi „ofiarami katyńskimi” pogrzebano go w pobliskim lesie.
No i wreszcie główny bohater mojej opowieści, na zdjęciu odznaczany właśnie przez Marszałka, trzynastoletni wtedy Tadeusz Jeziorowski. Urodzony w 1908 r. koło Nowego Miasta nad Pilicą, wiosną 1920 r. wraz z rodzicami trafił do Płocka. Jego ojciec nabył młyn i olejarnię w pobliskim Cierszewie nad Skrwą. Tadek został zapisany do Małachowianki i jako uczeń gimnazjum trafił do punktu sanitarno-amunicyjnego wspomnianego już pułku ochotniczego. Na wszelki wypadek na stole mieszkania przy Misjonarskiej zostawił rodzicom pożegnalny liścik: „Kochani rodzice! Z własnej woli wychodzę co chwila na ulicę. Proszę nie mieć żadnej pretensji do nikogo. Tadek”. Jak pisano w jego wniosku odznaczeniowym, przechowywanym w Centralnym Archiwum Wojskowym, dodawał otuchy nadzwyczajnym swym zachowaniem przy poszczególnych barykadach w sierpniu 1920 r. Kiedy przy jednej z nich, koło poczty, „ranni ostatni żołnierze, gradem kul i niezwykle śmiałym napadem kozaków zmuszeni, opuścili barykadę, pozostawiając karabin maszynowy”, wówczas Tadzio Jeziorowski porwał ów karabin i wyniósł z barykady. „Pędzony był przez konnych bolszewików i w ostatnim momencie ciałem swym przykrył karabin”. Bohaterskim czynem zmusił oddalających się żołnierzy do powrotu na linię bojową, zaś karabin maszynowy uratował. Jeśli spojrzeć na zdjęcie i sylwetkę młodego chłopca, który Marszałkowi nie sięga nawet do piersi, to można sobie wyobrazić grozę opisanej sceny, która rozegrała się w Płocku rok wcześniej.
Nikogo więc nie dziwiło, że kilkunastoletni Tadek, jako najmłodszy z wszystkich wyróżnionych w latach 1918-1921 Krzyżem Walecznych, zaraz po skończeniu III klasy gimnazjum przeniósł się do Szkoły Kadetów w Modlinie, a potem podjął naukę w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. W jego formularzu maturalnym z 1929 r. pisano: „Bardzo dobry, wartościowy aspirant oficerski. Ma za sobą walki w obronie Płocka. Ocena ogólna – bardzo dobry”. Mianowany w 1931 r. przez prezydenta Ignacego Mościckiego podporucznikiem, służył w Poznaniu, Grudziądzu, Lwowie, a 31 sierpnia 1939 r. wylądował wraz III Dywizjonem Myśliwskim na lotnisku polowym Widzew-Ksawerów pod Łodzią. Kiedy 4 września koło godziny 15.00 nad Widzew nadleciał pierwszy niemiecki samolot rozpoznawczy, natychmiast wzbił się w powietrze. Za nim nadleciały kolejne samoloty niemieckie i rozpoczęła się nierówna walka. Jak zapisano w meldunku dowódcy dywizjonu: „Po krótkiej zawziętej walce podchodzi do lądowania, prawdopodobnie ranny. W tym momencie zostaje zaatakowany z tyłu i w powietrzu zapalony. Bezpośrednio po tym spada na ziemię i ponosi śmierć”. Wraz z innymi trzema polskimi pilotami, którzy wtedy zginęli, pozostał na ziemi łódzkiej. Do dziś spoczywa w grobie na łódzkim cmentarzu na Dołach. Niedawno pojawiło się w sieci zdjęcie jego płonącego samolotu. Patrząc na nie, i na to z 1920 r., komentarz nasuwa się sam: „Tadzio Jeziorowski padł!”. Dopiero co skończył 30 lat…






Komentarze obsługiwane przez CComment