ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Wichury i trąby powietrzne na dawnym Mazowszu

Ostatni tydzień nie rozpieszczał tych, którzy są na urlopach, a zwłaszcza wczasowiczów na nadmorskich plażach, gdzie dał się wyjątkowo we znaki cyklon Bernadette. Również nad Mazowszem, a także nad Mazurami i Warmią, silnie wiało, przy czym podmuchy były tu słabsze.

Jeszcze nie zdążono naprawić szkód, jakie wyrządziły ubiegłoroczne wichury w okolicach Raciąża i Drobina, a tu nowe zniszczenia na północnym Mazowszu, choć – całe szczęście – nie tak odczuwalne w skutkach, jak te po nawałnicy z czerwca 2025 r. Co by więc nie mówić, znowu powiało. Zawsze jednak można spojrzeć w przeszłość i przekonać się kolejny raz, że tak naprawdę „nic nowego pod słońcem”, bo przecież takie zjawiska, jak silne wichury i trąby powietrzne nad Mazowszem opisywano już w średniowieczu, a od końca XIX wieku prowadzi się nawet ich dokładny rejestr. Jest więc gdzie zajrzeć i trochę powspominać.

Na początek chciałem zatrzymać się na roku 1335, w którym, jak w kilku rocznikach polskich i śląskich oraz w zapiskach na marginesach kalendarzy liturgicznych, w tym mazowieckich, zanotowano, był „wielki wiatr, a nazajutrz po św. Szymonie [29 października] wichura obalała lasy”. Na Śląsku nie tylko drzewa padły ofiarą nawałnicy, ale i domy mieszkalne. Z kolei po rokiem 1362 Jan Długosz zapisał, że w całym Królestwie Polskim wielki wiatr postrącał pąki z drzew i tym wywołał wielki głód. Również 28 stycznia 1386 r. kronikarze odnotowali wichurę, która w wielu regionach czyniła spustoszenie w lasach, a w miastach zrywała dachy z domów i powalała na ziemię dzwonnice. O wielkiej nawałnicy, która przeszła przez cały kraj w dniach 5-7 marca 1459 r., czyniąc olbrzymie szkody, pisano w kilku kronikach oraz w kalendarzu katedry krakowskiej. Również w 1474 r. Jan Długosza wspominał o pożarach i gwałtownych wiatrach, które w miastach Królestwa Polskiego dokonały wielkich zniszczeń i wielu uśmierciły. Że było coś na rzeczy, i to w naszych okolicach także, można wnosić z zapisek włocławskich, w których pod datą 7 października 1474 r. zapisano, że w godzinach wieczornych zerwała się silna wichura, połączona z gwałtowną ulewą, błyskawicami i grzmotami. 

W XVI wieku najwięcej informacji o wichurach odnotowano na Śląsku. Nie znaczy to jednak, że tylko tam wtedy wiało. Również i na Mazowszu źródła odnotowywały gwałtowne wichury. Jedna z nich, która poza Mazowszem dotknęła też Litwę, Prusy i Inflanty, miała miejsce 10 listopada 1550 r. Z kolei w XVII wieku do chyba najsłynniejszych należały dwie wichury, a właściwie to huragany, które boleśnie zapisały się w dziejach Warszawy i okolic. Pierwszy z nich w 1602 r. zawalił gotycką wieżę kolegiaty św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście, najwyższą wówczas w Warszawie budowlę. Upadła wieża uszkodziła sklepienie kolegiaty – dzisiejszej archikatedry – co spowodowało konieczność przebudowy całej świątyni, której nadano wówczas barokowy wygląd. Kolejna wielka nawałnica przeszła nad stolicą w 1680 r. Dokładnie około godziny pierwszej po południu 29 kwietnia 1680 r. zerwała się gwałtowna wichura, połączona z ulewą i grzmotami, która największe zniszczenia poczyniła w Wilnowie. Nie dość, że obaliła kilka stajen królewskich i powyrywała drzewa z korzeniami w królewskich ogrodach, to jeszcze pozrywała dachy okolicznych domów, natomiast w samej Warszawie zerwała dach z kościoła karmelitów przy Krakowskim Przedmieściu (dzisiejszy kościół seminaryjny).

Ciekawy opis trąby powietrznej, która przeszła w 1899 r. nad płockim Radziwiem odnotowano w jednym z numerów „Ech Płockich i Łomżyński”. Owo nietypowe zjawisko miało miejsce 11 maja 1899 r., między godziną piątą a szóstą po południu, i było widziane przez wiele osób przechadzających się na Wzgórzu Tumskim po drugiej stronie Wisły. Tak relacjonował jeden ze świadków tego zdarzenia: „Niebo było zasłonięte chmurami, w powietrzu parno. Jedna z chmur koloru ciemno-niebieskawego wydawała się znacznie niżej położoną niż inne. Nagle chmura zaczęła się wydłużać i ściągać ku ziemi tak, że w końcu utworzyła wyraźny zupełnie lejek, który niższą podstawą sięgał powierzchni ziemi. Lejek ów przez pewien czas toczył się po polach, aż w końcu gdzieś, czego widzowie nie spostrzegli, zniknął około lasku łąckiego. Słyszano następnie silny huk, jakby uderzenie pioruna, ale błyskawicy przy tym nie zauważono”.

Co prawda płockie tornado, bo tak je potem nazwano, nie umywało się swoją skalą do największego tego rodzaju zjawiska w Polsce, za jakie uznano w okresie międzywojennym trąbę powietrzną w okolicach Lublina z 20 lipca 1931 r., która przyniosła śmierć sześciu osób i poraniła sto innych, ale jednak położone nad Wisłą Radziwie różne kataklizmy co pewien czas przyciąga. Przecież to właśnie tam, pomijając powódź z 1982 r., odnotowano kolejną trąbę powietrzną, która 25 czerwca 2018 r. zerwała dach supermarketu, zniszczyła wiele domów, a ponadto zepchnęła do Wisły blaszany kontener, wraz ze stróżem, który w nim przebywał. Uratowano go dzięki natychmiastowej interwencji, niezawodnych jak zawsze, strażaków. 

Gdyby trzymać się Mazowsza w jego szerokich granicach, to chciałbym też przypomnieć o trąbie powietrznej z 1958 r., która pojawiła się 15-16 maja w okolicach Rawy Mazowieckiej oraz Nowego Miasta nad Pilicą. Według szacunków zniszczyła ona około 40% zabudowy Rawy Mazowieckiej, czyli niemal połowę miasta. Całe szczęście o takich zniszczeniach spowodowanych wichurami w żadnym z miast północnego Mazowsza nie pisano, ale jednak i tu gwałtowne wichury, huragany i trąby powietrzne się zdarzają, i warto być na nie odpowiednio przygotowanym. Bo jak to chętnie nasi krajanie mawiają: „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”.

Komentarze obsługiwane przez CComment