Mówi się, że polityka to kabaret. Ludzie lubią śmiać się z polityków, gdy się pomylą, gdy zdarzy im się powiedzieć coś śmiesznego, a najlepiej niezamierzonego. Politycy to osoby publiczne i publicznie się czasem ośmieszają. To idzie w parze z charakterem tego nietypowego zawodu.
Mówimy przecież o "scenie" politycznej, trochę tylko innej od tej teatralnej. Zresztą, gdzież można znaleźć lepszy teatr absurdu jak nie w polityce…
Aliści, jak mawiał nieodżałowany Jerzy Waldorff, trzeba czasem odróżnić jabłka od pomarańczy, choć jedno i drugie owoce. Śmiejemy się łatwo i jest to wytłumaczalne, z niezamierzonych gaf polityków a uśmiechamy się z niesmakiem gdy widzimy i słyszymy jak politycy w pogoni za popularnością lub mamoną, sami kompromitują siebie lub, co gorsze, nas wszystkich. Wtedy to smutny jest kabaret.
Przykłady? Weźmy na warsztat samego mistrza Trumpa. Ten złości wielu ludzi, ale i rozwesela. Przez lata miażdżył poprzedniego prezydenta Bidena, że jest to "sleepy Joe", ciągle śpi, ma demencję, teraz Trump sam często jest przyłapywany na tym, że "kima" na najważniejszych nawet spotkaniach. Mówi bełkotliwie i bez sensu. W czasie ostatniego szczytu NATO w Ankarze odniósł się do Iranu, że jest to...Islamska Republika Japonii". Ogólnie jednak spisał się dobrze, choć w pewnym momencie pomylił Zełeńskiego z Putinem i zdarzało mu się zmieniać kierunki w czasie przejścia z miejsca na miejsce. A przecież Trump ponoć nigdy w życiu nie tknął alkoholu… Czyżby demencja? Gdy wrócił do Stanów, dowiedział się że Irańczycy szykują na niego poważny zamach. Jeśli to zrobią, jeśli mnie zabiją, każę ich wszystkich unicestwić - miał powiedzieć...
Prezydenci mają to do siebie, że są zawsze w oku cyklonu, kamery i mikrofony wyłapią każdy błąd. W przypadku polskich prezydentów często są to błędy w angielskim. Prezydent Duda na przykład, zwracając się kiedyś do wiceprezydentki USA Kamali Harris pomylił...męski organ (dick) ze słowem "faktycznie" (indeed), na co ona parsknęła perlistym śmiechem. Prezydentowi Nawrockiemu też zdarzają się gafy językowe, na przykład gdy myli korpus (oficerski?) ze zwłokami, w angielskiej wymowie są to dość bliskie słowa, ale… Obaj prezydenci mają angielski opanowany na poziomie "studenckim", co nie ułatwia partycypacji w dyskusjach i pamiętamy jak Andrzej Duda podczas szczytu ekonomicznego w Szwajcarii zacukał się w pewnej chwili, zawiesił słowo i przez długi czas nie mógł wyrwać z marazmu. Ten fragment stał się szybko wiralem i nie wiadomo, czy bardziej śmieszne to czy po prostu żałosne, bo jednak Duda reprezentował Polskę. Prezydent też człowiek. Chociaż… Prezydent Nawrocki w maju 2025 r. miał zostać otruty (według profesora polskiego mesjanizmu Andrzeja Nowaka) i najwyraźniej zmartwychwstał! Może dlatego nikt wtedy w jego otoczeniu nawet nie pomyślał żeby zawiadomić policję, pewnie wiedzieli o jego nadprzyrodzonych właściwościach…
Są sytuacje pośrednie, gdy w pierwszej chwili nie wiemy sami czy śmiać się czy płakać mamy, takich sytuacji jest wiele. Na przykład gdy prezes Jarosław Kaczyński, po przegranych przez jego faworyta (Orbana) wyborach parlamentarnych na Węgrzech, powtarzał z lubością potworną kaczkę (nomen omen) z mediów społecznościowych, że zwycięzca wyborów (Magyar) lubuje się w jedzeniu... pieczonych szczeniaków. Ni mniej ni więcej że zjadł własnego psa - tak zeznawała ponoć jego była żona, szybko to jednak zdementowała jako plotę. Kaczyński tak bardzo chciał "upupić" nielubianego przez siebie "węgierskiego Tuska" że gotów był mu przypisać najgorsze cechy zamiast najpierw sprawdzić czy wiadomość z poczty pantoflowej rzeczywiście trzyma się faktów. Chyba, że dla polityków, podobnie jak dla Józefa Stalina, fakty nie mają znaczenia. Jeżeli ich nie wspierają, tym gorzej dla faktów... Podobne przecież "wtopy" zdarzały się w amerykańskiej kampanii wyborczej, gdy najpierw J.D. Vance a za nim niczym nie zrażony Trump powtarzali w kółko, że imigranci z Haiti mieszkający w Ohio jedzą zwierzęta domowe. To miało napełnić Amerykanów odrazą nie tylko do Haitańczyków, ale do wszystkich imigrantów, bo taka była wtedy potrzeba wyborcza. "To nie są ludzie ci imigranci, to zwierzęta".
Pamiętamy Kaczyńskiego z poprzedniej kampanii gdy głosił na Mazowszu że imigranci przywożą nam pasożyty w darze… Ach, czegóż to się nie robi dla kochanej władzy i związanych z nią fruktów!
Tu wchodzimy w bardzo smutny kabaret i jeżeli się śmiejemy to często przez łzy. Bo zawsze, nieodwołalnie, w opinii polityków schlebiających najgorszym gustom i emocjom, najgorsi są ci "inni". Oni są obcy, mają wobec nas złe zamiary. My jesteśmy czyści, niewinni, bez najmniejszej skazy. Tak jest nie tylko gdy chodzi o Azjatów czy islamistów, tak jest przede wszystkim z Niemcami, Żydami, Ukraińcami. Polska prezentowana jest jako enklawa dobra na oceanie zła.
Ale zacznijmy ten "smutny kabaret" ponownie od mistrza Trumpa. Dwa przykłady, dla mnie rażące. Najpierw spotkanie na szczycie G7. Był tam Trump i była też premier Włoch Giorgia Meloni. Wydawałoby się, że Trump ją lubi, chwalił ją, chętnie z nią rozmawiał. Nawet zrobił sobie z nią zdjęcie. Jakież było zdziwienie Włoch i całego świata gdy Trump obwieścił w jednym z wywiadów, że ona go "błagała" o to jedno zdjęcie a jemu się zrobiło jej żal, więc się zgodził...Nie mogłem uwierzyć, gdy przeczytałem to dictum. Tego się nie robi żadnej kobiecie, nawet gdyby tak było. Ale nikt kto choć minimalnie rozumie "scenę polityczną" w takie bajki nie wierzy. Zresztą, ona sama temu zaprzeczyła, albowiem "ani ja ani Włochy o nic nie błagają". Trump stracił popularność we Włoszech, potem się skarżył że europejscy alianci go nie popierają...
Wracając na nasze podwórko. Ostatnio prezydent Nawrocki zebrał punkty poparcia... za Ukrainę. A dokładnie za to, że odebrał order Zełeńskiemu (choć jest przysłowie:"kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera", spokojnie tam też ma chody...).
Smutny i śmieszny zaprawdę jest fakt, gdy politycy po obu stronach barykady okładają się cepami za...pomoc Ukrainie. Licytują się, kto dał mniej. Kiedyś PiS chwalił się pomocą i wygarniał Niemcom że dają za mało. Dziś były premier Morawiecki chwali się w drugą stronę, że dał tylko "żelastwo" i to była świetna transakcja bo Ukraińcy "dawali krew". Nie myślałem, że upadniemy tak nisko.
Zaczęły się wakacje, ludzie będą zapewne interesowali się mniej polityką, także "wpadkami" na scenie politycznej. Być może politycy też nam tych wpadek oszczędzą, oby. Bo jak zauważył Bismarck "głupota jest darem bożym, lecz nie należy jej nadużywać". I to dotyczy każdej dziedziny życia.






Komentarze obsługiwane przez CComment