Był cenionym płońskim chirurgiem. Zanim się nim stał, pokonał wszystkie szczeble zawodowej kariery w płońskim szpitalu - począwszy od sanitariusza, pokonując też wszelkie trudności. Był chirurgiem, który operował w piżamie. I chirurgiem, któremu nawet brak palca nie uniemożliwił ratowania ludzkiego życia.
Siekluki...
Karol Wilamski urodził się 5 lipca 1929 roku w Sieklukach w gm. Dzierzążnia. Rodzice - Stanisław Wilamski i Zofia, z domu Traczyk – pobrali się w 1928 roku i zamieszkali tu, w rodzinnej wsi matki. Prowadzili małe gospodarstwo. Ojciec Karola, z zawodu młynarz, dorabiał w okolicznych młynach. Pracował też jako robotnik rolny w pobliskim majątku. Mając 7 lat, Karol Wilamski rozpoczął naukę w czteroklasowej szkole powszechnej w Sarnowie. Przerwał ją wybuch II wojny światowej, dzieci, zamiast uczyć się, były zatrudniane do zbierania kamieni z pól, należących do zajmowanych przez Niemców gospodarstw.
Karol Wilamski tak ten okres wspominał:
- Jako dorastający chłopak, razem z innymi polskimi dziećmi, także byłem wysyłany do takich prac. Początkowo zbierałem kamienie na polach u Niemców, potem kopałem żwir i wykonywałem różne prace polowe, a nawet – razem z innymi Polakami – kopałem koryto rzeki w Sieklukach. Tę ostatnią pracę zapamiętałem szczególnie, bo wykonywaliśmy ją przy trzydziestostopniowym mrozie. Pamiętam, że któregoś dnia, gdy zasypywaliśmy jedno z odgałęzień rzeki, dla żartu, zamiast ziemi, rzuciliśmy kilka gałęzi. Wtedy przechodzący tamtędy Niemiec Gajger stanął na tych gałęziach, wpadł do wody i nieźle się skąpał na tym mrozie. Kiedy się stamtąd wydostał, pojechał do domu, przebrał się w suche ubranie, a potem wrócił i kazał wrzucić do rzeki mnie i dwóch innych młodych chłopców. Byliśmy całkowicie zmoczeni, a po pół godzinie tak zamarznięci, że przy najmniejszym ruchu pękał na nas lód. Mimo tego musieliśmy ciężko pracować jeszcze przez cztery godziny, brodząc przez cały czas w wodzie. (...)
Rodzinie udało się uniknąć wywózki na roboty przymusowe, ale Niemcy zabrali Wilamskim dom i ziemię. Rodzina przeprowadziła się do babci Karola, gdzie dotrwała do końca wojny.
Powojenna szkoła…
Wiosną 1945 roku w dworze w Sieklukach utworzono szkołę. Kierownikiem został Dionizy Chamski, nauczyciel z Kleszewa pod Pułtuskiem. Tak szkołę wspominał Karol Wilamski:
- Nie było też wtedy woźnych, więc każdy z nas, chłopców, miał tygodniowy dyżur, co znaczyło, że musiał przychodzić na godzinę 7 rano, aby rozpalić ogień w piecach we wszystkich klasach. Po lekcjach z kolei zostawaliśmy w szkole, żeby robić ławki i stoliki z desek, które były na strychu we dworze.
Karol przed wojną zdążył ukończyć dwie klasy, ale dużo czytał, więc sztukę czytania opanował biegle i trafił do klasy czwartej. W 1946 roku miał już ukończone siedem klas szkoły podstawowej. Chciał się uczyć dalej...
Z pacjenta sanitariuszem…
Pod koniec 1946 roku Karol Wilamski trafił na oddział chirurgiczny płońskiego szpitala jako pacjent. Pomagał przy chorych, personelu pomocniczego po wojnie brakowało. Obsadę pielęgniarką, jak i administracyjną stanowiły siostry z zakonu pasjonistek. To właśnie siostry zauważyły zainteresowanie Karola szpitalem i siostra przełożona zaproponowała mu pracę sanitariusza.
1 stycznia 1947 roku Karol Wilamski rozpoczął pracę jako sanitariusz w płońskim szpitalu. Zamieszkał na strychu szpitala.
- Część lekarzy również mieszkała w szpitalu: doktor Igor Dziaczkowski – w sali na oddziale chirurgicznym, a doktorzy Wojciech Sawicki i Tadeusz Ginko – na oddziale wewnętrznym, mieszczącym się początkowo na parterze pierwszego budynku, prowadzonym w tym czasie przez doktora Zdzisława Sokólskiego – wspominał.
Dyrektor szpitala zgodził się, by Karol mógł wychodzić wcześniej z pracy na zajęcia w wieczorowym gimnazjum. Przerabiano dwie klasy w ciągu roku, więc uczył się nocami, nosząc też notatki do pracy.
Szpital po wojnie
Pierwszym dyrektorem i zarazem ordynatorem oddziału chirurgicznego w latach powojennych był doktor Eustachy Słobodzian, a jego asystentami na oddziale chirurgicznym lekarze Igor Dziaczkowski i Wojciech Sawicki.
- Pionierem w tym czasie był doktor Igor Dziaczkowski, ponieważ znał dobrze język angielski, czytał zagraniczną literaturę medyczną i stale wprowadzał nowe metody leczenia, głównie na chirurgii. Był również pionierem rehabilitacji, bo w tamtych czasach pacjenci po operacjach wyrostka robaczkowego musieli leżeć przez tydzień, tymczasem on wprowadził metodę wczesnego wstawania po operacjach, zgodnie z którą pacjent musiał wstawać z łóżka już następnego dnia – wspominał Wilamski.
Pracę w płońskim szpitalu podjął potem doktor Tadeusz Ginko. Był świetnym chirurgiem, ale też rysownikiem karykaturzystą. Prowadził w ramach oddziału chirurgicznego oddział położniczo-ginekologiczny. Wówczas w szpitalu nie było ani odrębnego oddziału położniczo-ginekologicznego, ani dziecięcego. Dzieci leczyli lekarze interniści, a położnictwo i ginekologia były prowadzone przez chirurgów. Zmieniło się to, gdy wyremontowano drugi pawilon szpitalny. Powstał w nim oddział wewnętrzny i oddział położniczy i noworodkowy.
Gdy w 1948 roku doktor Ginko został powołany do wojska, pracę na oddziale chirurgicznym rozpoczął doktor Antoni Łączyński. Za oddział położniczy odpowiadała jedyna w szpitalu świecka pielęgniarka, Julia Konopka, która odbierała wszystkie porody pod nadzorem lekarzy.
W pierwszym pawilonie szpitalnym, mieszczącym wcześniej oddział wewnętrzny, utworzono oddział dziecięcy. Jego ordynatorem została doktor Helena Fiećko, prowadząca wcześniej oddział zakaźny.
- Początkowo na chirurgii wykonywano tylko proste operacje np. przepuklin, wyrostków robaczkowych i inne drobne urazowe. To się zmieniło, kiedy w 1948 roku dyrektor Słobodzian nawiązał kontakt z kliniką chirurgiczną Akademii Medycznej w Warszawie. Wówczas do szpitala w Płońsku zaczął przyjeżdżać późniejszy profesor, wtedy jeszcze tylko doktor medycyny – Jan Nielubowicz. W Płońsku przygotowywano pacjentów, a on przyjeżdżał raz w tygodniu i operował wrzody oraz nowotwory żołądka. Przyjeżdżali również inni lekarze z klinik Akademii Medycznej w Warszawie – wspominał Karol Wilamski, dodając, że poziom leczenia chirurgicznego w Płońsku wzniósł się na najwyższy stopień w województwie warszawskim, a płoński szpital zaczęto nazywać „filią Akademii Medycznej”.
W 1948 roku z ordynatury zrezygnował doktor Zdzisław Sokólski. Na jego miejsce przybył doktor Tadeusz Garlej z Bodzanowa, który zarządzał oddziałem wewnętrznym. Doktor Sokólski rozpoczął pracę w nowo otwartym Powiatowym Ośrodku Zdrowia w Płońsku, który powstał dzięki doktor Helenie Fiećko.
Pierwsza w Polsce operacja
W 1949 r. doktorzy: Słobodzian i Dziaczkowski przeprowadzili w płońskim szpitalu pierwszą w Polsce, udaną operację usunięcia zatoru aorty brzusznej. Tak to zdarzenie wspominał Karol Wilamski:
- Byłem wtedy na sali operacyjnej, ale dopiero dzisiaj, pisząc te wspomnienia jako lekarz chirurg, w pełni zdaję sobie sprawę, jak trudno było wówczas przeprowadzić taką operację. Nie było przecież odpowiednich narzędzi i leków: klemów zaciskających aortę, krążenia pozaustrojowego, specjalistycznych nici, ogólnodostępnej heparyny, a narkoza była tylko eterowa kapana. Pamiętam, że w czasie nacinania aorty, usuwania z niej zatoru, potem zszywania jej lnianym szwem doktor Dziaczkowski przez cały czas zaciskał aortę palcami. W tamtych czasach była to bardzo trudna operacja, było to więc wydarzenie na skalę światową, o którym pisała prasa.
Za tę operację płońscy lekarze – doktor Słobodzian i doktor Dziaczkowski – odznaczeni zostali złotymi krzyżami, a szpital płoński zyskał rozgłos w całej Polsce, a nawet za granicą.
Chirurg i ordynator…
W 1949 roku Karol ukończył z dobrym wynikiem cztery klasy gimnazjum, co wówczas było równoznaczne z tzw. małą maturą. W tajemnicy złożył dokumenty do Studium Przygotowawczego do Szkół Wyższych w Warszawie. I w tajemnicy zdał egzaminy.
Został zakwalifikowany na studia techniczne do Związku Radzieckiego, gdzie miał studiować chemię. Udało mu się przekonać decydentów, że chce leczyć ludzi i został przyjęty do Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.
Do płońskiego szpitala powracał – najpierw na praktyki, potem na staż, chciał tu też pracować po studiach. Nie było jednak to proste, obowiązywały nakazy pracy, a w związku z brakiem lekarzy w województwie szczecińskim absolwentów Pomorskiej Akademii Medycznej kierowano do pracy na jego terenie. Wyznaczono już nawet miejscowość, w której Karol Wilamski miał pracować. Pomógł Karolowi dyrektor szpitala Tadeusz Garlej, interweniując w Ministerstwie Zdrowia.
1 października 1957 roku Karol Wilamski rozpoczął pracę jako asystent oddziału chirurgicznego. Potem był pierwszy i drugi stopień specjalizacji z chirurgii, a Karol został pełnoprawnym zastępcą ordynatora oddziału chirurgicznego.
Dodajmy, że nie tylko urzędowe trudności musiał pokonać Karol Wilamski, by zostać chirurgiem. W dzieciństwie stracił palec u lewej ręki, miał więc problemy z wiązaniem nitki z uwagi na brak palca. Ćwiczył, wiążąc nitki, setki metrów nici, aż wyćwiczył…
I dyrektor szpitala...
Gdy na początku 1969 r. odszedł do Płocka dotychczasowy dyrektor płońskiego szpitala, doktor Tadeusz Garlej, a do Wołomina ordynator oddziału chirurgicznego, doktor Jan Gomułka, w szpitalu został ogłoszony konkurs na oba stanowiska. Wygrał je Karol Wilamski.
- Praca w oddziale układała się bardzo dobrze przez cały okres mojej ordynatury. Wprowadziłem dużo nowoczesnych metod leczenia chirurgicznego. Zacząłem wykonywać operacje, których do tej pory w płońskim szpitalu nie wykonywano. Z chwilą wprowadzenia reformy i powstania ZOZ-ów zrezygnowałem ze stanowiska dyrektora, mimo że władze proponowały mi to stanowisko. Dyrektorem Zespołu Opieki Zdrowotnej w Płońsku został doktor Jerzy Pawłowski – wspominał.
Operował nawet w piżamie
Karol Wilamski był wielokrotnie odznaczany za swoją pracę. Jesienią 1972 roku stał się znany w całej Polsce - ówczesna prasa pisała o płońskim chirurgu, który uratował życie człowieka, operując w piżamie.
Niedaleko Raciąża doszło do bójki, na skutek której młody mężczyzna doznał groźnych obrażeń. Był bliski wykrwawienia, na granicy śmierci. O tym, czy przeżyje, decydowały sekundy, więc nie było czasu. Dopiero po udanej operacji Karol Wilamski zorientował się, że pod fartuchem ma piżamę. Uratował młodego człowieka.
Mając 65 lat, Karol Wilamski przeszedł na emeryturę, ale pracował nadal w lecznictwie otwartym. I nadal płoński szpital był mu bliski, często tu przychodził, by przekazywać swoje doświadczenie.
Odszedł na swojej chirurgii
Ostatnie dni swojego życia Karol Wilamski spędził na oddziale chirurgicznym płońskiego szpitala, w którym jako lekarz przepracował 55 lat.
Zmarł 30 kwietnia 2011 roku w wieku 82 lat.
- Karol był człowiekiem wielkiego serca, uczynnym w stosunku dorodziny, bliskich i pacjentów. Wiele razy przyszło mu się zmierzyć z bardzo trudnymi przypadkami, które wymagały od Niego wręcz heroizmu, by ratować życie ludzkie – wspominała męża Anna Wilamska.
* Artykuł powstał na podstawie zeszytu „Karol Jerzy Wilamski 1929-2011. Zostać lekarzem i pomagać chorym”, wydanego przez Pracownię Dokumentacji Dziejów Miasta im. Mirosławy Krysiak w Płońsku.






Komentarze obsługiwane przez CComment