ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Pożegnanie z Barceloną.  „To był sen, piękny sen... W Barcelonie, bliżej gwiazd...”

Fot. FC Barcelona

„Przybył jako gwiazda, odchodzi jako legenda…” . Tak w mediach społecznościowych pożegnała Roberta Lewandowskiego społeczność FC Barcelony. Celniej chyba nie można. 

Przyszedł do sławnego katalońskiego klubu cztery lata temu z Bayernu Monachium. Po tym, jak w niemieckim klubie zdobył ogromną ilość bramek, jak zyskał podziw i uznanie kibiców, jak przyczynił się do sukcesów bawarskiego klubu zamarzył o grze w Hiszpanii, w FC Barcelona. 
Dołączył do niego kiedy, po odejściu  Leo Messiego, klubowi nie wiodło się najlepiej. Były problemy finansowe i organizacyjne, poszukiwano profesjonalnego i oddanego drużynie napastnika, kapitana, który poprowadzi do zwycięstw, stanie się symbolem odrodzenia. 
I tą misję Polak wykonał z powodzeniem. „Lewy” w barwach Barcelony ani na chwilę nie zatrzymał się w rozwoju, nie zagubił swojego talentu, pracowitości i umiejętności. Przez cztery lata rozegrał 191 meczów, strzelił 119 goli, sięgnął trzy razy po mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla i trzy Superpuchary Hiszpanii. W miniony weekend nadeszło potwierdzenie informacji, która krążyła już od dłuższego czasu: Robert Lewandowski opuszcza kataloński klub po zakończeniu tego sezonu. 

Nasz piłkarz przeżył już bardzo trudne zadanie – pożegnanie z klubem, kibicami i Barceloną. Kulminacja nastąpiła podczas podczas sobotniego meczu z Realem Betis, w którym wystąpił po raz ostatni w barwach Barcy. Były łzy, ogromne wzruszenie, szczere podziękowania za wspólnie przeżyte chwile. „Nigdy nie zapomnę miłości, którą otrzymałem od fanów od moich pierwszych dni. Katalonia to moje miejsce na ziemi. Dziękuję wszystkim, których poznałem po drodze w tych pięknych czterech latach. Szczególne podziękowania kieruję do prezesa Laporty za to, że dał mi szansę przeżyć najbardziej niesamowity rozdział w mojej karierze. Barca jest z powrotem tam, gdzie należy” – napisał na Instagramie Robert, i dodał: „Po czterech latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy nadszedł czas, aby iść dalej…”
I poszedł... Choć na razie jeszcze nie wiadomo gdzie. Mowa jest o włoskich  drużynach (A.C. Milan i Juventus Turyn), o Chicago Fire z MLS (w Interze Miami gra Leo Messi) oraz o klubach z krajów arabskich. Jedno jest pewne, gdziekolwiek by Lewandowski nie zawitał, wszędzie będzie cieszył swoją grą kibiców, trenerów i właścicieli klubów. Profesjonalizmem na boisku i poza nim. Swoją postawą, sposobem bycia, cechami charakteru. Bo „Lewy” tak już ma…

Poczytajmy zresztą co napisali o nim koledzy z szatni: Gavi (Pablo Martín Páez Gavira), 21 letni pomocnik: „Przybyłeś gdy przeżywaliśmy jeden z najtrudniejszych okresów, ale dzięki twoim bramkom i przywództwie przywróciliśmy klub na miejsce, na które zasługuje...To był zaszczyt grać u twojego boku i bronić cię na boisku. Będę tęsknił za twoimi bramkami, Roberto! Kocham cię, bracie.”

Z kolei inna sława Barcelony, wybitny piłkarz z którym Lewandowski minął się w szatni, Carles Puyol, tak ocenił jego rolę: „Przeszedł z drużyną przez trudne chwile i pomógł przywrócić Barcelonę do walki o najważniejsze trofea. Ludzie kwestionowali jego wiek, gdy podpisywał kontrakt, ale on rozwiał wszelkie wątpliwości swoim przywództwem, golami, profesjonalizmem i wielkimi występami.”

Wielkie emocje towarzyszyły Polakom, wiernym kibicom Barcy, którzy zjawili się licznie na Camp Nou, na ostatnim meczu Lewandowskiego. Polscy fani opowiadali dziennikarzom po wyjściu ze stadionu o tych przeżyciach, swojej miłości do klubu, o dumie i wdzięczności do „Lewego”.
Chyba nie trzeba dodawać, że również w Polsce szanujemy Roberta Lewandowskiego za wkład w rozwój rodzimej piłki nożnej, za jej popularyzację wśród młodzieży, za to, co zrobił (i nadal robi) dla polskiej reprezentacji narodowej. Jak wiele przez te lata dostarczył nam, wraz z kolegami, pozytywnych emocji. Owszem, bywały huśtawki nastrojów, ale taka jest piłka nożna…Za to ją też kochamy.
A panu, panie Robercie, życzymy oczywiście dalszych sukcesów na nowych boiskach (w tym na polskich również), w karierze i w ogóle – w życiu. I dedykujemy słowa z pewnej piosenki zespołu Pectus: „To był sen, piękny sen... W Barcelonie, bliżej gwiazd...".

Ryszard Marut

Komentarze obsługiwane przez CComment