Dobrze pamiętamy tę scenę z „Lalki”, kiedy Wokulski trafia do paryskiej pracowni profesora Geista. Gospodarz, samotny naukowiec przez akademików uznany za szaleńca, marzy, że pewnego dnia stworzy metal lżejszy od powietrza, który odmieni świat. Pokazuje też gościowi próbki już otrzymanych substancji: „Wokulski oglądał po kolei ów metal cięższy od platyny, drugi metal przeźroczysty, trzeci lżejszy od puchu…
Dopóki trzymał je w rękach, wydawały mu się rzeczami najnaturalniejszymi pod Słońcem: cóż jest bowiem naturalniejszego aniżeli przedmiot, który oddziaływa na zmysły? Lecz gdy oddał próbki Geistowi, ogarniało go zdziwienie i niedowierzanie, zdziwienie i obawa. Więc znowu oglądał je, kręcił głową, wierzył i wątpił na przemian”. Kiedy Wokulski dziwi się, że chemicy wciąż nie zbadali odkryć Geista, ten odpowiada: „Obejrzeli, pokiwali głowami i powiedzieli, że to blaga i kuglarstwo, którym poważna nauka zajmować się nie może”. Co więcej, „niektórzy z nich wprost mówili, że mając do wyboru między pogwałceniem praw natury, a złudzeniami własnych zmysłów, wolą nie dowierzać zmysłom”.
Polak rozważa, czy nie porzucić dotychczasowego życia i nie przenieść się do Paryża, by dla dobra ludzkości pracować dalej nad rewolucyjnym wynalazkiem Geista. W realizacji tego planu mógłby mu pomóc Julian Ochocki – ekscentryczny kuzyn Izabeli Łęckiej, zafascynowany nauką wynalazca, który pragnie zbudować machinę latającą. Ochocki już wcześniej dzieli się z Wokulskim swoją wizją: „Wszakże pan myślał kiedyś o machinach latających?... Nie o kierowaniu balonami, które są lżejsze od powietrza, bo to błazeństwo, ale o locie machiny ciężkiej, napełnionej i obwarowanej jak pancernik?... Czy pan rozumie, jaki nastąpiłby przewrót w świecie po podobnym wynalazku? Nie ma fortec, armii, granic… Znikają narody […]”.
Prus przedstawił tu scjentystyczną wiarę w ogromne możliwości nauki; przekonanie, że dzięki rozumowi, doświadczeniu i obserwacji można poznawać świat, rozwiązywać problemy i przyczyniać się do postępu społeczeństwa. Tymczasem opisane w „Lalce” elementy naukowej utopii wcale nie były tak fantastyczne, jak mogło się wydawać, a Aleksander Głowacki w prawdziwym życiu doświadczył rzeczy równie niezwykłych jak „metal lżejszy od powietrza”.
Kim był Ochocki?
Badacze literatury wskazują, że pierwowzorem postaci Juliana Ochockiego był Julian Ochorowicz (1850–1917), wieloletni przyjaciel pisarza i jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiego pozytywizmu. Prus i Ochorowicz poznali się w 1864 roku w lubelskim gimnazjum. Następnie obaj studiowali w warszawskiej Szkole Głównej. Prus rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym, jednak po dwóch latach przerwał naukę i z czasem poświęcił się dziennikarstwu i literaturze. Z kolei Ochorowicz kontynuował studia na Wydziale Fizyko-Chemicznym już po przekształceniu uczelni w rosyjski Cesarski Uniwersytet Warszawski. W 1872 roku uzyskał tam stopień kandydata nauk przyrodniczych. Wyjechał następnie do Lipska, gdzie studiował filozofię, psychologię i nauki przyrodnicze. W 1874 roku uzyskał na tamtejszym uniwersytecie doktorat z filozofii. Był również autorem pracy „Wstęp i pogląd ogólny na filozofię pozytywną” (1872) i uchodził za jednego z ważniejszych teoretyków pozytywizmu warszawskiego, obok m.in. Aleksandra Świętochowskiego. Ochorowicz interesował się także naukami ścisłymi i techniką. Prowadził badania nad elektrycznością i elektromagnetyzmem, a także pracował nad rozwiązaniami z zakresu telefonii i przesyłania obrazów na odległość. W 1877 roku przedstawił pionierską koncepcję telewizji monochromatycznej, a jego prace nad telefonem i mikrofonem przyniosły mu międzynarodowe uznanie. W Paryżu, gdzie przebywał od 1882 roku, rozwijał swoje wynalazki, w tym dwumembranowy telefon magnetyczny. Do Warszawy powrócił w 1892 roku.
Na tropie niezwykłych zjawisk
Równocześnie Ochorowicz zajmował się psychologią eksperymentalną i hipnozą (już w 1868 r. postulował wyłączenie psychologii z zespołu nauk filozoficznych i traktowanie jej jako nauki przyrodniczej). Od młodzieńczych lat pasjonował się również magnetyzmem, telepatią i innymi zjawiskami, które współcześnie zaliczamy do parapsychologii. Przesyłanie myśli na odległość, przekazy od duchów, domniemane lewitacje, widma świetlne, pukające i wirujące stoły – co mogło w tym wszystkim zainteresować pozytywistę? W przypadku Ochorowicza, dla którego nauka była bożyszczem, to właśnie scjentystyczna wiara w jej nieograniczone możliwości skłaniała do badania owych fenomenów. Podobnie jak inni dziewiętnastowieczni naukowcy zastanawiał się, czy istnieje „energia psychiczna” wywołująca fenomeny dotąd przypisywane magii, okultyzmowi czy wierzeniom religijnym. Dlaczego sprowadzać je wyłącznie do sfery wiary czy spekulacji metafizycznych? Obrońcy mediumizmu twierdzili, że ludzie drwiący z seansów spirytystycznych zapominają o przykładzie Galvaniego sprzed lat. Wszak i on był wyszydzany, gdy obok jego maszyny elektrycznej podskakiwało udo martwej żaby, a dziś potomkowie tych krytyków jeżdżą tramwajami elektrycznymi.
Ochorowicz uważał, że mediumizm otwiera nowe obszary poznania – nie w jakichś abstrakcyjnych, nadzmysłowych zaświatach, lecz w świecie przyrody. To dlatego we „Wstępie i poglądzie ogólnym na filozofię pozytywną” zalecał „coraz to głębsze wnikanie w istotę dostępnych dla nas zjawisk, a to na podstawie doświadczeń, rozumowań i obliczeń, jednym słowem na podstawie łączności filozofii z naukami spostrzegawczymi”. Uznawał metafizykę, „ale taką, która opiera się na fizyce. Metafizyka od fizyki niezależna jest marzeniem i w skład filozofii wchodzić nie może”. Z kolei w książce „Pierwsze zasady psychologii” twierdził, że „człowiek prawdziwie naukowy, prawdziwy pozytywista, nic z góry nie potępia, tylko wszystko bada i jest szczęśliwy, jeśli nawet nienaukowej wierze innych może oddać sprawiedliwość. Gałąź psychologii zajmującą się takimi z pozoru cudownymi faktami nazywamy metapsychiką. Jest wiele uzasadniona nadzieja, że odegra ona przewrotową, lecz dodatnią rolę w rozwoju psychologii ogólnej”.
Prus i medium
Eusapia Palladino była włoskim medium, urodzonym w 1854 roku w Apulii. Wcześnie osierocona przez rodziców, w młodości przeżyła szok psychiczny, który ponoć przyczynił się do rozwoju jej zdolności mediumicznych. Była niewykształconą szwaczką i żoną maszynisty teatralnego z Neapolu. Na co dzień nie wyróżniała się niczym szczególnym, jednak podczas seansów wpadała w głęboki trans. Obserwatorzy przypisywali jej zdolność wywoływania niezwykłych zjawisk: samoistnego przesuwania i lewitacji stołów oraz krzeseł, zmiany masy i temperatury przedmiotów, a także różnorodnych efektów akustycznych – od pukania i kroków po bezdotykowe granie na instrumentach. Świadkowie wspominali też o dotyku niewidzialnych rąk, pojawianiu się świateł i iskier, częściowych materializacjach, piśmie bezpośrednim oraz oddziaływaniu na przyrządy pomiarowe. Palladino twierdziła, że podczas seansów pomaga jej duch opiekuńczy przedstawiający się jako „John King”.
Julian Ochorowicz po raz pierwszy dowiedział się o Włoszce z listu malarza Henryka Siemiradzkiego, który w 1892 roku relacjonował mu z Rzymu tamtejsze seanse. Mimo sprzecznych doniesień prasowych, uczony podjął decyzję o wyjeździe do Włoch, by osobiście przetestować medium. Wpłynęły na to również wcześniejsze eksperymenty prowadzone przez Cesarego Lombrosa i Charlesa Richeta (pierwszy był autorytetem w dziedzinie kryminologii i antropologii, a drugi w 1913 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za badania nad anafilaksją).
Do Rzymu Ochorowicz udał się w maju 1893 roku. Odbył tam szereg posiedzeń z Palladino, podczas których, mimo zachowania kontroli, zaobserwował m.in. lewitację stołu i ruchy przedmiotów bez bezpośredniego dotyku. Doświadczenia te przekonały go o autentyczności obserwowanych fenomenów. W rezultacie badacz wraz z Siemiradzkim postanowili sprowadzić Eusapię do Warszawy. Przebywała tam od 25 listopada 1893 r. do 15 stycznia 1894 roku, wzbudzając duże zainteresowanie mieszkańców. Celem jej pobytu było przeprowadzenie cyklu badań w kontrolowanych warunkach. Ochorowicz uważał bowiem, że zjawiska spirytystyczne nie dowodzą istnienia duchów, ale mogą stanowić wyższy stopień zjawisk hipnotycznych i podlegać nieznanym jeszcze prawom psychofizycznym.
W warszawskich seansach brał udział również Bolesław Prus (według końcowego sprawozdania wziął udział w dwudziestu posiedzeniach z medium). Obaj pozostawili barwne relacje z tych spotkań: Ochorowicz opisał je w pięciotomowym dziele „Zjawiska mediumiczne”, natomiast Prus poświęcił im m.in. serię artykułów publikowanych na łamach petersburskiego „Kraju”.
Jak „duch” zdjął pisarzowi okulary
Bolesław Prus pozostawił dokładne opisy posiedzeń z medium. W artykule „Objawy mediumiczne” ze stycznia 1894 roku, wskazywał, że przygotowania do seansów najpierw obejmowały sprawdzenie niezbędnych sprzętów, po czym lekarze rewidowali medium „do koszuli”. Z prawej strony Eusapii siadał jeden kontroler, z lewej drugi, a ich ręce – od strony medium – dodatkowo związywano z jej rękami za pomocą taśmy. Byli oni również zobowiązani do kontroli własnymi nogami nóg Włoszki. Po dopełnieniu odpowiednich przygotowań, do pokoju wchodzili uczestnicy, w liczbie dwunastu bądź piętnastu: lekarze, prawnicy, literaci, znane osobistości Warszawy. Rozsiadali się wokół stołu, ale na tyle daleko, żeby każdy mógł widzieć, co się dzieje pod stołem i na blacie, a także obserwować medium i samych kontrolerów.
Jeśli wierzyć uczestnikom, medium powodowało świecenie żarówki z odległości jednego metra, ruchy przedmiotów bez dotyku, bliżej nieokreślone dotykania osób, zjawiska dźwiękowe w rodzaju klaskania, uderzeń w stół, dźwięków z fortepianu; ponadto świadkowie widzieli zjawiska świetlne, odczuwali chłodne powiewy etc.
W czasie jednego z seansów doszło do manifestacji „duchowego sobowtóra” medium, co wywarło duże wrażenie na autorze „Lalki”. Jak zanotował Ochorowicz, „w półcieniu widzieliśmy ją [medium] wszyscy siedzącą i jakby słaniającą się; po chwili wstała i, opierając się na nas zeszła ze stołu, w milczeniu obeszła łańcuch dookoła, dążąc do swego miejsca. Ale proszę sobie wyobrazić nasze zdumienie, gdy bezpośrednio potem cień jakby drugiej Eusapii zsunął się również na ziemię i tą samą drogą, tylko już od wewnętrznej strony łańcucha, w jakiś nieuchwytny sposób wrócił na miejsce, gdzie złączył się w jedno z ciałem medium. – Ależ ona dwa razy przeszła! – zawołał Prus [...]”.
Innym razem „twarz jej zbladła, oczy zaiskrzyły się, głos uległ zmianie, gestykulacja stała się żywa i imponująca – uniosła obie ręce w górę i zawołała: Alza! (podnieś). Jakoż stół uniósł się kilkakrotnie w górę przez nikogo niedotykany”. Nie mniej ciekawy był seans z 12 grudnia, gdy zebranym ukazało się wiele światełek, a w dodatku coś niewidzialnego zdjęło okulary z nosa Bolesława Prusa i wręczyło je żonie Ochorowicza. Zebrani usłyszeli też głosy, które zdawały się dobiegać ze środka stołu.
Innym razem wśród obserwatorów był Sokrat Starynkiewicz (prezydent Warszawy w latach 1875-1892), który był świadkiem ataki histerii u jednej z uczestniczek. W swoim dzienniku zanotował: „Wielu obecnych utrzymywało, iż widzą jakieś światełka; co do mnie, to długo ich nie widziałem, lecz nieco później dojrzałem jasne kółeczko wielkości źrenicy, ze złotą, świecącą się w nim spiralą [...]. Pan Ochorowicz uchylił drzwi do sąsiedniego, dobrze oświetlonego pokoju, blisko tego miejsca, gdzie siedziała Palladino, z jej prawej strony, niemal naprzeciwko mego miejsca. Widziałem wyraźnie: ją, firankę, moje krzesło. Kuzynka pana Ochorowicza, jęcząc i krzycząc, pełzła przez stół do Palladino, usiłował ją zatrzymać pan Głowacki; wyciągnęła konwulsyjnie ręce z rozczapierzonymi palcami ku Palladino”.
1 stycznia 1894 roku Włoszka odwiedziła Prusa, którego bardzo polubiła od czasu swego przyjazdu do Warszawy. Charakter tej relacji przybliża nam inny fragment zapisków Ochorowicza: „Wieczorem poszła z wizytą do Prusa, którego zawsze adorowała. Chociaż rozmowa ich była oryginalna, bo jedno nie umiało po polsku, a drugie po włosku, gdy wchodził Il Prusso skakała z radości i jakoś umieli się ze sobą porozumiewać. Uważała więc sobie za obowiązek złożyć mu wizytę noworoczną”. Pisarz na seansach starał się zachować czujność w razie, gdyby nadarzyła się możliwość wykrycia oszustwa u medium, ale jednocześnie traktował ją z szacunkiem i życzliwością. Obawiał się nawet, że Eusapia mogła zrazić się do niego wskutek jego podejrzliwości. Niedługo po jej wyjeździe napisał: „Jest to kobieta bardzo wrażliwa, dobra, pełna litości, wesoła, prosta, byle… nie zadrasnąc jej dumy [...] nie szykanowałem jej nigdy, ale śledziłem ciągle z nieufnością, nie wykryłem jednak nic, co by upoważniało mnie do uważania jej za kuglarkę”.
Przebieg i wiarygodność warszawskich seansów szybko stały się osią ostrych sporów prasowych. Sceptycy zarzucali Palladino kuglarstwo, a badaczom uleganie złudzeniom, dopatrując się w prezentowanych fenomenach zwykłej zręczności rąk i sztuczek iluzjonistycznych (miała na przykład uwalniać rękę lub stopę pomimo kontroli, bądź dopomagać „lewitacjom” za pomocą szpilki lub włosa). Z kolei obrońcy autentyczności zjawisk, w tym sam Ochorowicz oraz wspierający go publicyści, argumentowali, że pochopne odrzucanie faktów bez rzetelnego, naukowego zbadania sprawy wynika z czystej zarozumiałości i uprzedzeń, i że wiele fenomenów obserwowano w warunkach wykluczających oszustwo. Pozytywistyczne dążenie do racjonalnego poznania przyrody zderzyło się tu z charakterystyczną dla końca XIX wieku fascynacją zjawiskami paranormalnymi.
Lewitujące nożyczki
Na tym zainteresowanie pisarza spirytyzmem się nie skończyło, bo piętnaście lat później wziął udział w seansach z nowym medium Ochorowicza – Stanisławą Tomczyk. Przyjaciel Prusa poznał Stanisławę dzięki inż. Piotrowi Lebiedzińskiemu, który eksperymentował z nią pierwszy. Niezwykłe zdolności miały się u niej ujawnić w czasie rewolucji 1905 roku, gdy podczas tłumienia manifestacji aresztowano ją na ulicy w Warszawie. Pobyt w areszcie wywołał u niej ponoć wstrząs nerwowy, który miał objawiać się fizycznie w postaci spontanicznej psychokinezy. W 1909 r. Ochorowicz pisał na łamach „Annales des Sciences Psychiques”: „Tym medium [...] jest młoda panna z Warszawy, ładna, prosta, skromna, inteligentna, jakkolwiek bez wykształcenia i nadzwyczajnie uzdolniona pod względem mediumicznym. Przebywa od dwóch miesięcy w mojej willi w Wiśle, gdzie staram się o poprawę stanu jej wątłego zdrowia i kieruję rozwojem jej zdolności medialnych”. Ochorowicz przygotował swoje medium tak, by zjawiska prezentowało nie w sposób chaotyczny i dowolny, ale na życzenie eksperymentatora i po uprzednim zapowiedzeniu. Udało mu się też wyeliminować samorzutny trans, konieczność prowadzenia badań w ciemności, a doświadczenia prowadził przy blasku czerwonej lampy, albo nawet w świetle dziennym. Seanse organizowano nie tylko w Wiśle, gdzie uczony mieszkał i miał pracownię od kilku lat, ale także w Paryżu (brała w nich udział m.in. Maria Skłodowska-Curie) i Warszawie. Wśród uczestników był też Prus, który w 1910 roku w „Tygodniku Ilustrowanym” ogłosił artykuł pt. Zjawiska mediumiczne. Opisał w nim szczegółowo niezwykłe zdarzenia, których był świadkiem:
„Znalazłszy niezwykłe medium, pannę Stanisławę Tomczykównę, [Ochorowicz] wykształcił ją tak, iż podnosi ona – bez dotykania – drobne przedmioty, przy takim świetle, że np. można doskonale czytać grubszy druk. Miałem szczęście być na jednym z posiedzeń, przy oświetleniu jak wyżej. W pokoju znajdowały się trzy osoby: Ochorowicz, medium i ja. Badacz uśpił medium, które samo zawinęło sobie rękawy sukni, nakazało wytrzeć stół ręcznikiem, podało palce do rewizji i ani na jedną chwilę nie ukrywało rąk, nie zdejmując ich ze stołu. Z kilku doświadczeń, jakie widziałem, wymienię dwa:
Położyłem na stoliku długi ołówek i srebrnego rubla. Medium umieściło ręce w odległości kilku cali od powyższych przedmiotów i zaczęło wykonywać z daleka niezbyt prędkie ruchy. Po upływie minuty, może dwu, rubel podniósł się jednym brzegiem, ołówek drgnął i potoczył się na rubla, czyniąc to po kilka razy. Na moją prośbę, ażeby wszedł mi na rękę, ołówek podniósł się lekko jednym końcem i drgającym ruchem wpełzł mi, niby sztywna jaszczurka, na nadstawione dłonie. Uderzyła mnie powolność ruchów medium i szybkie, niespokojne drganie ołówka: nie było tu zmian równoczesnych, lecz różnoczesne, co, moim zdaniem, zasługuje na szczególną uwagę. To samo spostrzeżenie zanotowali uczeni badacze w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa.
nne zjawisko. Ochorowicz położył na stoliku spore nożyczki, nad którymi medium wykonało z daleka zwykłe ruchy. Po paru minutach, może prędzej, nożyczki poruszyły się, dźwignęły się ostrzem do góry i … uniosły się w powietrze, może na łokieć albo półtora nad stolik!... Po kilku sekundach upadły z brzękiem na podłogę. [...] Uroczyście zapewniam czytelnika, że na ruchy i podnoszenia się tych przedmiotów patrzyłem może z półłokciowej odległości, że widziałem wszystko wyraźnie i jestem bezwzględnie pewny, iż medium działało na owe przedmioty z daleka, bez żadnych nitek itp.”.
Dwie nauki
Mediumizm niezmiennie budził spory wśród uczonych i publicystów. Na przykład Aleksander Świętochowski (choć sam nie brał udziału w seansach) nawiązując do pobytu Eusapii Palladino w Warszawie złośliwie podsumował, że „nigdy chyba nasz kraj nie oglądał tak komicznego i gorszącego widowiska, żeby jedna prosta baba okpiwała przez kilka tygodni aeropag uczonych mężów, którzy z jej dość ordynarnych sztuk wydobywali dla ludzkości nowe prawdy”. Z kolei Ochorowicz, który badaniom mediumicznym poświęcił wiele lat, wierzył w istnienie psychokinezy i starał się wyjaśniać mediumizm przy pomocy swojej oryginalnej teorii ideoplastii i ciała eterycznego. Co się zaś tyczy poglądów Bolesława Prusa na naukę i jej związek z mediumizmem, uważał on, że tak jak dawniej starły się dwie poezje: klasyczna i romantyczna, tak teraz ścierają się dwie nauki: akademicka i wynalazcza. Ta pierwsza jest czcigodna i wielka, rodzi się z cywilizacji i tworzy cywilizację, wszystko w niej ma swoje miejsce, zmierzone i uporządkowane, ale „jak poza granicami państw ucywilizowanych leżą gdzieś niezbadane terytoria, tak poza akademicką nauką ciągną się nieskończone obszary prawd nieznanych, które dopiero zdobywać muszą odkrywcy”. Za takiego odkrywcę, reprezentanta „nauki wynalazczej” uważał oczywiście Juliana Ochorowicza.
Ochorowicz zmarł w maju 1917 roku, a jego badania do II wojny światowej kontynuowali inni badacze zrzeszeni w polskich organizacjach metapsychicznych. Jednocześnie zaczęła się zaznaczać na świecie zmiana metodologiczna w traktowaniu zjawisk mediumicznych. W latach 30. XX wieku badania parapsychologiczne nad psychokinezą przeszły od makropsychokinezy, czyli prób wywoływania widocznych ruchów przedmiotów, do mikropsychokinezy, polegającej na badaniu bardzo małych zmian w układach losowych. Chodziło o sprawdzenie, czy badany może siłą woli wpłynąć na przypadkowe wyniki, np. rzuty kostką. Z czasem zaczęto stosować generatory liczb losowych i inne urządzenia, co pozwalało dokładniej badać ewentualny wpływ intencji badanego na efekty. Dobrze podsumował tę zmianę angielski psycholog Hans Eysenck (1916-1997): „Zbladły pełne pasji dyskusje na temat wiarygodności tych opowiadań oraz roli przypadku. Zniknęli poważni brodaci panowie z okresu wiktoriańskiego, którzy gromadzili się w małych pokoikach, aby oglądać ektoplazmę [...]. Zamiast tego barwnego, atrakcyjnego i pełnego uroku widowiska mamy obecnie gładko wygolonych młodych naukowców, którzy setki tysięcy razy, do znudzenia, powtarzają nieskomplikowane doświadczenia z odgadywaniem kart. Mamy maszyny do liczenia, które pracowicie wystukują skomplikowane formuły prawdopodobieństwa [...]”. Do dziś opinie na temat tych badań pozostają podzielone. Parapsychologia często określana jest jako paranauka czy też dziedzina będąca na pograniczu nauki, a ocena jej dorobku zależy w dużej mierze od indywidualnego światopoglądu oceniającego.
Na koniec wróćmy jeszcze do „Lalki” i spotkania Wokulskiego z Geistem. Ten ostatni w pewnym momencie stwierdza: „Albo metal o jakie dziesięć procent lżejszy od powietrza, co…? [...] Ciężar gatunkowy obalony… prawa natury podkopane, co?... Cha! Cha! Nic z tego wszystkiego. Prawa natury, o ile je znamy, nawet przy moich metalach pozostaną nietknięte. Rozszerzą się tylko nasze pojęcia o własnościach ciał i ich budowie wewnętrznej, no i rozszerzą się granice ludzkiej techniki”. Znamienna jest bliskość tego wywodu do słów samego Ochorowicza, który twierdził, że „niemożliwe jest tylko, żeby 2 razy 2 było 5; niemożliwe jest sprzeciwianie się tak zwanym prawom przyrody. Ale ponieważ wszystkich praw przyrody wzajemnie się ograniczających nie znamy, bezpiecznie jest najpierw zbadać fakty, a potem dopiero zastanawiać się nad ich możliwością”. Może więc rację miał francuski matematyk i astronom François Arago, który twierdził, że nieroztropny jest człowiek, który poza czystą matematyką wymawia słowo: niemożliwe…
LITERATURA
Eysenck Hans, „Sens i nonsens w psychologii”, Warszawa 1965; Ochorowicz Julian, „Zjawiska mediumiczne”, cz. I-V, Warszawa [1913-1914]; Miękina-Pindur Jadwiga, Dojrzewanie w czasie. Wokół przyjaźni Bolesława Prusa z Julianem Ochorowiczem, „Konteksty Kultury” 2012, t. 9, s. 82-99.; Prus Bolesław, „Kroniki tygodniowe”, t. XIV, Warszawa 1964; Prus Bolesław, „Zjawiska medyumiczne”, „Tygodnik Ilustrowany” 1910, nr 8, s. 149-150; „Sprawozdanie uczestników posiedzeń z Eusapią Palladino, odbytych w Warszawie w okresie czasu od 25-go listopada 1893-go r. do 15-go stycznia 1894-go r.”, Warszawa 1894; Stachelski Marcin, „Duchy czy nieznana siła? Julian Ochorowicz w sporze wokół spirytyzmu i mediumizmu w Polsce w II połowie XIX i na początku XX wieku”, Warszawa 2017; Stachura-Lupa Renata, „Prus o działalności naukowej Ochorowicz”, [w:] „Bolesław Prus. Pisarz nowoczesny”, Jakub A. Malik (red.), Lublin 2009, s. 211-221.; Tomkowski Jan, „Mój pozytywizm”, Warszawa 1993
Julian Ochorowicz. Pierwowzór postaci Juliana Ochockiego z „Lalki”
Eusapia Palladino
Lewitacja stołu na seansie z Eusapią Palladino w Instytucie Psychologii Ogólnej w Paryżu. Ochorowicz pierwszy od prawej
Stanisława Tomczyk prezentuje lewitację dzwonka w pracowni Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie
Zjawiska mediumiczne






Komentarze obsługiwane przez CComment