Maciej Tomczykiewicz, poseł KO, zaskoczył wielu, gdy w niedawnej debacie sejmowej na temat wyboru sędziów do KRS zacytował Albusa Dambledor'a z Harry Pottera: „Nadejdzie czas, gdy będziemy musieli wybierać między tym co łatwe, a tym co słuszne".
W pierwszej chwili żachnąłem się bardzo na taki wybór autorytetu. Książka urocza, postać ciekawa, ale czy musimy się jeszcze bardziej infantylizować? Potem przyszła refleksja.
Polityka jest szczególnym reality show, gdzie mity, iluzje i spiskowe teorie dziejów królują od dawna. Nie brak czarodziejów, niewinnych, winnych i tych co budują zamki na lodzie. Są nawet tacy co powołują się na misję od samego Boga. Dotyczy to głównie przywódców Rosji i Stanów Zjednoczonych.
Ale nie tylko. Politycy są często dobrymi aktorami. Próbują organizować performance, czarować swój realny lub domniemany elektorat. Harry Potter czułby się pewnie na właściwym miejscu.
Dzieje Polski, ale i całej ludzkości, są jak stara, zła baśń. Osadzone od zawsze w obszarze mesmeryzmu i mitów. Od króla Popiela, którego myszy zjadły, począwszy. Ostatnie sto lat to potwierdzają. Właśnie minęła stuletnia rocznica zamachu majowego, przez niektórych zwanego przewrotem, żeby zmiękczyć niechcianą prawdę, która z trudem dociera, że to był zamach na polską, bardzo jeszcze niedoskonałą, ząbkującą demokrację. Zginęło prawie czterysta osób, wojskowi i cywile, około tysiąca było rannych. Demokracja została zdemolowana, unicestwiona. Demokratycznie wybrane władze z premierem, marszałkiem Sejmu i prezydentem Wojciechowskim na czele, człowiekiem pod każdym względem solidnym, obalone. Kilka lat wcześniej prezydent Gabriel Narutowicz w warszawskiej Zachęcie zginął od kuli prawicowego zamachowca (Eligiusza Niewiadomskiego), zaś nasz główny bohater narodowy, którego imię noszą najważniejsze arterie polskich miast i miasteczek, sławiony w niezliczonych panegirykach, rozwalił demokratyczne państwo. Zamiast doskonalić polską demokrację, wprowadził protofaszystowską dyktaturę, piętnującą opozycję w mediach, sądach i obozach koncentracyjnych. Prześladowania dotknęły opozycjonistów, takich jak Witos czy Korfanty, jak i mniejszości etniczne (Litwini, Ukraińcy). Piłsudski stał się demiurgiem historii dla późniejszych polityków, pomimo, że armia polska, rzekomo mocarna, uległa szybko niemieckiej nawale. Jej wódz, (Rydz -Śmigły), śmigły był głównie w wyprowadzce swoich mebli i obrazów za granicę, po to żeby samemu później salwować się ucieczką. Piłsudski miał przewagę nad nim, że szybciej odszedł z tego świata, dzięki czemu legiony (nomen omen) jego wielbicieli, zmamione oficjalną propagandą, wierzyły że „gdyby tylko "dziadek" żył...".To ho, ho, byłoby cudnie.
Piłsudski otoczony był legendą legionów i „cudu nad Wisłą", w obu przypadkach zasługi zostały zmitologizowane. Ale jakieś były. Późniejsi kandydaci na cokoły, jak Jarosław Kaczyński, nie mając żadnych wojskowych zasług, ani nawet błahego internowania na koncie (bo bohatersko spał 13 grudnia), muszą czepiać się groteskowych mitów, jak tzw. zamach smoleński. I organizować równie groteskowe „miesięcznice".
Tak snuje się najnowsza historia Polski, od realnego zamachu na demokrację, pudrowanego przez wielu na ołtarzu polskości, do nieistniejącego zamachu, będącego „jedynie" katastrofą lotniczą. Ale Macierewicz i czarodzieje smoleńscy sprawili, że nadal jedna piąta Polaków wierzy w zamach, pomimo braku jakichkolwiek dowodów.
Podobnie w Stanach. Więcej niż jedna piąta Amerykanów wierzy, że Donald Trump ma misję od Boga. On sam, poprzez gesty, słowa i grafiki wzmacnia ten przekaz jak może, bojąc się impeachmentu, w przypadku gdyby Demokraci zdobyli większość w obu izbach Kongresu, w listopadowych wyborach połówkowych. Republikanie, zwłaszcza z ruchu MAGA, robią wszystko, żeby zreformować okręgi wyborcze, tak żeby to ich reprezentanci mieli przewagę. W telewizji Fox często występują duchowni, dowodzący, że w sporze z papieżem Leonem XIV to Trump ma rację, bo to on lepiej odczytuje Biblię i właściwie się nią kieruje. Trump zna Biblię lepiej niż papież! Nawet wtedy (albo szczególnie wtedy) gdy napada na suwerenne państwo, takie jak Iran. Tego jeszcze w historii nie grali.
Swoją drogą, obie wojny, ta Rosji z Ukrainą oraz ta Ameryki z Iranem odsłoniły nową rzeczywistość, z którą wielu komentatorów i historyków nie potrafi sobie poradzić. Bo poruszają się we mgle i iluzjach kruszejących paradygmatów. Oba mocarstwa, Rosja i Ameryka, okazały się mniej „mocarne" niż im się wydawało. Rosja najechała na Ukrainę i miała w tydzień się z nią rozprawić. Przecież w 2014 r. Krym opanowała bez wystrzału. Tym razem już piąty rok prowadzi wojnę, nie mogąc zdobyć w całości nawet Donbasu. Z drugiej strony, Ukraina, mierząc się z wielką Rosją, potrafiła wzmocnić armię, nie tyle żołnierzami, bo ich nie ma tak dużo, ile nową technologią, zwłaszcza wielozadaniowymi dronami. W tej dziedzinie stała się światową potęgą i to Rosjanie starają się imitować ukraiński sprzęt bojowy. Sami ponoszą ogromne straty, także na swoim terytorium. Płoną rosyjskie fabryki i rafinerie. Wraz z tym jak słabnie rosyjska gospodarka, pogarszają się też nastroje pośród Rosjan.
Trochę podobnie z Ameryką. Atak na Iran miał być kilkudniowym blitzkriegiem, zapewniającym „zmianę reżimu" oraz zniszczenie materiałów do rozwoju sił nuklearnych. To się nie udało. Sytuacja jest znacznie gorsza niż przed inwazją, aczkolwiek Donald Trump tego nie przyzna. On zawsze ponosi...tylko sukcesy. Jednak nawet Trump zmuszony był spuścić z tonu i - dążąc do porozumienia żeby wyjść z twarzą - zgodzić się na 20-letnie moratorium w kwestii broni nuklearnych. O zmianie irańskiego reżimu nie może być mowy. Konflikt z Iranem wykazał, że amerykańska baza przemysłowa i zbrojeniowa nie nadąża za ambicjami militarnymi. Krótko mówiąc, wydano dziesiątki miliardów dolarów i „wystrzelano się" szybko z amunicji, nie uzyskując niczego konkretnego. Przeciwnie, Ameryka wpędziła świat w nowy kryzys, nowe zawirowania. Trump, rozsierdzony że Europejczycy nie poparli entuzjastycznie jego awantury irańskiej, zamierza wycofać część wojsk amerykańskich z Europy, szczególnie z Niemiec. Ale dotyczy to też Polski, skoro czterotysięczna, rotacyjna dywizja pancerna została w ostatniej chwili odwołana. I cóż z tego że Trump chwali protekcjonalnie Nawrockiego i chwali nasz kraj jako wzór w Europie, skoro sprawia nam takie niespodzianki. Jego wsparcie dla Orbana na Węgrzech spektakularnie zawiodło. Będzie teraz próbował wykorzystać polską prawicę do degradującej go walki z Unią Europejską. Temu służyć ma także wsparcie i ochrona dla Zbigniewa Ziobro, który zmuszony był uchodzić z Węgier. Stany Zjednoczone, rzekoma kolebka demokracji i wolności, stawia teraz na radykalną prawicę, dążącą do zbudowania tyranii w Europie. Stany same burzą mit, iluzję ucieleśnioną w Statui Wolności, że Ameryka chroni prostych ludzi, prześladowanych i upokarzanych. Teraz chroni głównie miliarderów, tyranów i ich popleczników.
Czy taki sojusznik jest wiarygodny? Słynny art. 5 traktatu natowskiego może okazać się jeszcze jednym mitem, iluzją, rozczarowaniem. Rząd polski nie może, nie powinien stawiać tylko na jednego sojusznika, choćby tak mocarnego jak USA. Ten sojusznik jest dziś nieobliczalny. Rząd Polski nie jest Harry Potterem, ma obowiązki polskie, które muszą być traktowane poważnie i odpowiedzialnie. Podpisując europejski SAFE pokazał, że preferuje rozwiązania słuszne. Pomimo wszelkich obstrukcji. Łatwe rozwiązania już były i się nie sprawdziły.






Komentarze obsługiwane przez CComment