Napoleon mawiał, że aby wygrywać bitwy trzeba mieć dużo szczęścia. Umiejętności, wiedza, doświadczenie też się liczyły, ale miały znaczenie podrzędne. Dlatego takich generałów dobierał, którzy w jego mniemaniu cieszyli się opieką Opatrzności. Nikt jednak nie jest dzieckiem szczęścia na wieczność. O tym wielki wódz nie wiedział i niewiele myśląc pognał swoją armię na Moskwę, gdzie szczęście go opuściło. I już nie wróciło.
Podobnie rzecz się ma z politykami. Donald Trump jest dzieckiem Opatrzności (w swoim przekonaniu) i jako równy bogom może absolutnie wszystko. Od innych wymaga lojalności, ale i uwielbienia. Łatwo mu poszło z porwaniem Maduro w Wenezueli i był pewnie przekonany, że podobnie szybko przebiegnie operacja w Iranie. Tymczasem po wielu tygodniach bombardowań, wbrew prawu międzynarodowemu i zabiciu tysięcy ludzi, w tym przywódcy kraju, cele inwazji nie zostały osiągnięte. Trwa rozejm, który sprzyja Iranowi.
Trump jest sprzymierzony z Karolem Nawrockim, któremu - jak dotąd, szczęście sprzyjało. Kampania wyborcza okazała się zwycięska, w dużej mierze dzięki ingerencji Trumpa. Pisowscy paladyni załatwili Nawrockiemu spotkanie z Trumpem w Białym Domu, tam panowie zrobili sobie selfie, puścili w świat i od tej pory ogłoszono maluczkim że są przyjaciółmi. Trump wyczuł, że będzie miał w Nawrockim wasala i sprzymierzeńca w walce z liberalną demokracją. Nie cierpi jej, bo opiera się bezsensownie na prawie, procedurach i kontroli. A to jest dobre dla zwykłych śmiertelników, nie dla wybrańców Boga. On sam ustanawia prawo i moralność dla siebie i innych. Mówił o tym otwarcie wiele razy. Ostatnio pozwał podległy sobie Urząd Skarbowy (IRS) o 10 miliardów dolarów, bo jakiś urzędnik IRS rzekomo ujawnił jego dane (Trump od lat nie ujawniał swoich dochodów i podatków, co jest obowiązkiem osób publicznych w Ameryce.). Jednak pozywając do sądu podległą sobie placówkę, poniekąd ustawił się jednocześnie po obu stronach sporu, jako powód i pozwany, naruszając ważną zasadę w konstytucji (case and controversy). Po fali krytyki, także ze strony republikanów, zmuszony był wycofać pozew, za to podpisał ugodę, sygnowaną przez podległy mu także Departament Sprawiedliwości (DOJ), na mocy której zostanie utworzony specjalny Fundusz, przeznaczony na rekompensaty dla osób poszkodowanych przez administrację Bidena, szczególnie tych którzy atakowali Kongres 6 stycznia, 2021 r., zabijając i raniąc waszyngtońskich policjantów. Ci ludzie zostali prawomocnie skazani, następnie ułaskawieni przez Trumpa pierwszego dnia urzędowania. Teraz mają szansę otrzymać miliony za popełnione (dla Trumpa) przestępstwa. Nawet republikańscy kongresmeni buntują się przeciw temu i twierdzą, że są to gry nieczyste. Fundusz nazwali Slush Fund (lewy, korupcyjny), Trump się tym nie przejmuje, dał do zrozumienia, że on sam też może skorzystać. Częścią tej "ugody" jest też zobowiązanie IRS, że nigdy nie będzie nękać jakimikolwiek audytami samego Trumpa, jego rodziny ani organizacji, które należą do niego. To jest ugoda bez precedensu. Być może oznaczająca koniec demokracji w Ameryce.
Zrobiła się też zawierucha w związku z Polską. Po krytyce polityki USA w Iranie przez kanclerza Merza, Trump ogłosił, że wycofa część wojska z Niemiec. I tak pewnie miał zamiar, ale teraz miał pretekst. Słysząc to szef Pentagonu (minister wojny) Pete Hegseth, zawiesił wyjazd rotacyjnej dywizji pancernej z Fort Hood w Teksasie do Polski. Dla niego Polska i Niemcy to prawie to samo, przecież na mapie leżą koło siebie, w tej przeklętej Europie. Nie dziwi nic. W czasie mojego pobytu w Ameryce niektórzy rozmówcy sytuowali Polskę w pobliżu Danii, czy nawet...Korei Południowej. Inni pytali czy Polska jest w ogóle krajem.W końcu, żeby nie musieć zbyt wiele wyjaśniać, na proste pytanie skąd jestem, odpowiadałem zwykle że ze Żmudzi. To wyjaśnienie zaspokajało ciekawość każdego Amerykanina. Nikt nie wiedział gdzie jest taka kraina a wstydził się pytać.
Ale sprawa z dywizją pancerną nie przeszła niezauważona. Rząd w Polsce podniósł wielkie larum, zainteresował się Kongres i zarówno demokraci jak i republikanie opowiedzieli się po stronie wiernego sojusznika. Trump wyczuł pewnie, że może niepotrzebnie stracić następne punkty w oczach opinii publicznej (miliony Polonusów głosują zwykle na republikanów) i szybko spowodował zwrot akcji. Ogłosił, że wyśle do Polski "dodatkowe" 5 tysięcy żołnierzy, cokolwiek to znaczy, bo nic nie jest na piśmie, a w świecie Trumpa sprawy wyglądają każdego dnia inaczej. W krótkim wpisie na platformie Social Truth powołał się na Nawrockiego, jako zwycięzcę wyborów prezydenckich w Polsce (a on go przecież poparł) i wyglądało tak, jak gdyby zmienił zdanie pod wpływem polskiego prezydenta. W rzeczywistości, najpewniej w ogóle o tym nie rozmawiali, bo w całej tej zawierusze Nawrocki był pasywny. Trump lubi grać nieczysto, skoro nie udało mu się na Węgrzech z poparciem Orbana, może uda się w Polsce obalić liberalny rząd.
Trump (i jego akolici) głoszą publicznie, że Europa powinna więcej łożyć na zbrojenia i bardziej się uniezależnić. A jednocześnie robią wszystko żeby uzależnić europejskie kraje od Ameryki. Liczą na to, że populistyczno-nacjonalistyczne rządy w Polsce, Niemczech czy Francji, będą bardziej skłonne płacić dziesiątki miliardów dolarów za amerykańskie uzbrojenie. I Polska płaci...nie można więc osłabiać kury co złote jajka znosi i jest przykładem dla innych. Podobno Trump się wściekł na Hegsetha i mocno go ofuknął przy świadkach.
Tak czy inaczej, Polska musi stawiać na bezpieczeństwo jako priorytet, mając tak niespokojną sytuację za swoją wschodnią granicą. Wprawdzie Ukraina broni się dzielnie i Rosja wydaje się osłabiona, ale słabnący dyktatorzy potrafią być niebezpieczni. Potrzebne są dobre relacje, zarówno z USA jak i z Unią Europejską. A tego Nawrocki i strona prawicowa nie rozumieją. Z Unią grają nieczysto.
Na przykład, Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Polska naruszyła Konwencję Praw Człowieka, gdy polski prezydent nie mianował konkretnych sędziów i nie uzasadnił decyzji. W tej konkretnej sprawie chodziło o sytuację z roku 2008, zatem z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Ale podobne sytuacje zdarzały się w czasie kadencji Dudy i zdarzają się teraz. Prezydent w demokratycznym kraju nie jest królem. Skarżącym sędziom trzeba będzie wypłacić znaczne odszkodowania. Decyzje prezydenta mają być przedmiotem kontroli sądów, będzie się można odwołać. Ale polska prawica nie wyciąga wniosków z faktu że jesteśmy częścią Unii i to dobrowolnie. Każdy wyrok europejskich trybunałów kontestuje. Jeśli dąży do Polexitu to dąży do katastrofy.
Prezydent Nawrocki zaproponował referendum w sprawie Zielonego Ładu. Zostało ono odrzucone przez Senat, głównie z powodu pytania zredagowanego z tezą. Za Zielony Ład obwiniany jest obecny rząd. Ale to pisowski komisarz Wojciechowski lansował w mediach, a premier Morawiecki zaakceptował Zielony Ład w 2019 r., na szczycie Rady Europejskiej, to PiS zaczął zamykać kopalnie i importował rosyjski węgiel na wielką skalę. Polski węgiel jest droższy od zagranicznego, do polskich kopalń trzeba dokładać wielkie pieniądze, to jest powszechna wiedza. Politycy prawicy grają nieczysto, insynuując obecnemu rządowi złe intencje i rzekomą podległość Berlinowi.
Ameryka jest naszym sojusznikiem od dawna i mam nadzieję, że będzie tak w przyszłości. Ale triumfalizm polityków prawicy jest nie na miejscu. Szczególnie tych z Pałacu Prezydenckiego. Zbigniew Bogucki, szef prezydenckiej kancelarii sugeruje wprost, że przed Karolem Nawrockim nie było żadnych relacji polsko-amerykańskich. Nie było wspólnych walk w Iraku i Afganistanie, wymiany handlowej, kontraktów na zakup sprzętu, spotkań na szczycie, odwiedzin amerykańskich prezydentów w Polsce? W ten sposób buduje się alternatywną rzeczywistość. Coś w rodzaju fan - fiction. Komu, czemu to służy? Tylko dalszej polaryzacji. Napoleon powiedział kiedyś, że od wzniosłości do śmieszności jest tylko jeden krok. A może nawet do zguby. A potem będziemy znowu nieszczęśliwi...+






Komentarze obsługiwane przez CComment