ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Grzybiarze poszli w las...

W oryginale ("Popioły", Stefan Żeromski) jest oczywiście - "Ogary poszły w las...". Mam nadzieję, że wybitny polski pisarz mi wybaczy, że zaczerpnąłem to powiedzenie z jego powieści i skojarzyłem z narodowym hobby - z grzybobraniem.

Wyrażenie "ogary poszły w las" u Żeromskiego ma oczywiście głębsze, kulturowe i symboliczne znaczenie, ale w tym felietonie nie o tym. Niech mi wybaczą grzybiarze to porównanie do myśliwskich psów, które pędzą (co koń wyskoczy?) do lasu za zdobyczą. Szybkie, zwinne, nieustępliwe. Tropią i węszą w poszukiwaniu zdobyczy.

Niech no tylko spadnie trochę deszczyku, a noce wrześniowe są w miarę ciepłe, ogary są już w lesie. Wyposażeni w koziki i koszyki, tyralierą przeczesują lasy i zagajniki. Zajrzą pod każdy krzaczek i paproć, odgarną mchy i porosty, rozwalą każdy mały kopczyk. Wywęszą, wyczują, dojrzą… Żaden grzyb, grzybek i podrzybek nie ukryje się, nie uchowa.

A skąd ogary-grzybiarze wiedzą, że czas wyruszyć w las? Oczywiście - z social mediów. Już od kilku dni fejsbuki pełne są zdjęć i filmików, z których wysypują się borowiki, koźlarze, maślaki. Opatrzone informacją: "Moja zdobycz", "dzisiejszy urobek", "wczorajsze trofeum"... Moja znajoma co roku oznajmia to w ten sam sposób - selfi z najpiękniejszym okazem i podpis "Mam i ja!" I natychmiast lecą lajki, komentarze, emotiki. Słowem - wysyp pochwał.

Ale w tym roku w naszych lasach wśród grzybów pojawił się nowy gość - borowik amerykański. Podobno zawitał do Polski przez Litwę już kilka lat temu. Zagnieździł się na Pomorzu, potem puścił się w głąb kraju, latoś znaleziono go już w woj. Kujawsko-Pomorskim oraz na Mazowszu. 

Uspokójmy od razu zainteresowanych - "Amerykaniec" jest grzybem jadalnym, smakuje podobnie jak nasz rodzimy prawdziwek.

Jak wiadomo, wszystko co amerykańskie jest "great again", więc nie ma się co zastanawiać, trzeba go przyjąć z formułką: "Grzybów ci u nas dostatek, ale i te przyjmiemy...".
Tym bardziej, że teraz prawie wszystko będzie miało przymiotnik "amerykański". Mamy już Zatokę Amerykańską (d. Meksykańską), Cieśninę Amerykańską (d. Ormuz), stan Nowa Ameryka (d. Nowy Meksyk). W kolejce czekają: Grenlandia, Kanada, Islandia... Wszystkie "terytoria amerykańskie". Na razie to oczywiście tylko szalone pomysły Donalda Truma, ogłaszane przez prezydenta USA na jego profilu, najczęściej w nocy. Ale kto wie...

Wróćmy lepiej do naszych borowików… Przybysz z Ameryki ma oficjalną nazwę Aureoboletus projectellus, Złotoborowik wysmukły (prawda, że wdzięczną?). Uwielbia lasy iglaste o podłożu piaszczystym, tworzy mikoryzę, czyli korzystną dla obu stron współpracę, z sosnami. Nie ustalono jednoznacznie, w jaki sposób gatunek z Ameryki Północnej dotarł na nasz kontynent, ale prawdopodobnie z materiałem szkółkarskim, czyli – jak zwykle w przypadku gatunków inwazyjnych – z udziałem człowieka.

Jak wygląda „Amerykanin”? Nie widziałem go na żywo, ale z opisów szczęśliwców, którzy go już spotkali wynika, że Złotoborowik wysmukły może na pierwszy rzut oka przypominać rodzime borowiki. Ma jednak kilka charakterystycznych cech.

Kapelusz jest zwykle brązowy, może osiągać około 4–20 cm średnicy, jego powierzchnia jest sucha i matowa. Szczególnie charakterystyczna jest skórka wystająca poza krawędź kapelusza, tworząca coś w rodzaju delikatnej falbanki. Korzeń jest smukły, stosunkowo długi i mocno bruzdowany. Charakterystyczne żłobkowanie i wydłużony kształt są kolejną wskazówką przy rozpoznawaniu grzyba. Miąższ może mieć lekko różowawy odcień.

Oczywiście, ostrzegam czytelników "TC" żeby nie brali za pewnik przytoczonych tu cech charakterystycznych Złotoborowika. Podstawowa zasada grzybobrania pozostaje niezmienna: zbieramy wyłącznie gatunki, które potrafimy bezbłędnie rozpoznać.

Lepiej z takim podejrzanym osobnikiem udać się do straży granicznej, przepraszam... oczywiście do stacji sanitarno-epidemiologicznej.

Komentarze obsługiwane przez CComment