ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Jak Biblia płocka do Płocka wracała

Getynga – studwudziestotysięczne miasto akademickie w środkowych Niemczech, malowniczo położone w dolinie rzeki Lajny, nieopodal przedgórza Harzu, ze słynnym uniwersytetem Jerzego Augusta, uważanym za jeden z wiodących w świecie ośrodków naukowych i kolebkę nowoczesnej nauki uniwersyteckiej.

Otwarty blisko 300 lat temu, w roku 1737, wydał ponad 30 noblistów, a wśród jego absolwentów i profesorów byli uczeni tej miary, co Karl Friedrich Gauss, bracia Wilhelm i Jakob Grimm, Heinrich Heine, Bernhard Riemann, Georg Waitz, Felix Klein, Max Planck, Edmund Husserl, św. Edyta Stein, Werner Heisenberg, Max Born, Enrico Fermi, Julius Robert Oppenheimer, Karl Barth, Wolfhart Pannenberg, ale również wybitni polscy historycy, filozofowie, astronomowie i matematycy XIX i XX wieku – Jan Śniadecki, Stanisław Smolka, Adolf Pawiński, Szymon Askenazy, Roman Ingarden, Władysław i Wacław Dziewulscy, Hugo Steinhaus, Antoni Łomnicki, Wacław Sierpiński, czy związany z „tajemnicą Enigmy” Marian Rajewski. Kiedy większość z wymienionych tu osób leżała już w grobie, a inni, jak wybitny teolog protestancki Wolfhart Pannenberg, właśnie kształtowali w getyńskich murach swoje pasje naukowe, w mieści nad Lajną, położonym tysiąc kilometrów od Płocka, pojawiła się nieoczekiwanie – wraz z innymi zbiorami dawnego Uniwersytetu Albrechta w Królewcu, a także całym archiwum pokrzyżackim – słynna „Biblia płocka”. Było to dokładnie dwa lata od zakończenia wojny oraz przyłączenia Królewca do Związku Radzieckiego. Jak trafił do Getyngi ten najcenniejszy dziś rękopis średniowiecznego Mazowsza? I jak to się stało, że mimo straty kilkuset innych rękopisów płockich, które do dziś uchodzą za zaginione, wspomniana Biblia po latach z Getyngi do Płocka wróciła? 

Biblia z płockimi zapiskami z XII wieku

Zacznę od tego, że tytułowa „Biblia płocka” nie powstała w Mazowszu. Jest to bogato ilustrowany romański rękopis, spisany na 270 pergaminowych kartach, który zawiera łaciński tekst Biblii (Wulgatę), i powstał w pierwszej połowie XII wieku, najprawdopodobniej w kraju Mozy (okolice Liège). Na Mazowsze przywiózł go Aleksander z Malonne, biskup płocki w latach 1129-1156. Właśnie z okresem jego rządów związane są dołączone do rękopisu teksty liturgiczne oraz datowane na 1148 r. zapiski o cudach z płockiej katedry, dopisane na marginesie jednej z kart Biblii. Owe „płockie zapiski” zwróciły już przed wojną uwagę polskich uczonych, a profesor Zofii Kozłowskiej-Budkowej z Uniwersytetu Jagiellońskiego udało się nawet wydać je drukiem w 1930 r., zanim Biblia trafiła w ręce Niemców. Od tej pory wielu badaczy dziejów polskiej kultury wspominało w swoich pracach o cudownym uzdrowieniu dziewczyny o imieniu Wojucha, uratowaniu przez płockiego scholara Zachariasza spadającego spod sufitu katedry jaja strusiego z relikwiami, a także o cudownym odnalezieniu w zakrystii (skarbcu katedralnym) ponad 40 świętych relikwii. Już wtedy pisano na temat iluminacji „Biblii płockiej”, jak ją nazywano, a także o wielu innych kwestiach związanych z historią tego cennego kodeksu, co czyniło go znanym nie tylko w Polsce, ale również wśród uczonych z krajów sąsiednich. Być może z tym związana była właśnie wizyta „niemieckiego uczonego”, który przed wojną – jak zapamiętał jeden ze świadków – przyjechał do Płocka oglądać średniowieczne rękopisy w Archiwum Diecezjalnym i w Muzeum Diecezjalnym, a następnie był widziany w Płocku w 1940 r., wraz z grupą innych uczonych, którzy oceniali wartość zbiorów płockich, zanim wywieziono je do Królewca. 

Karta Biblii płockiej z zapiską z 1148 r. o cudach (na lewym marginesie)

„Fundstätte alter deutscher Kulturdokumente” – rabunek Biblii

W sobotę 9 grudnia 1939 r. pod budynki płockiego seminarium podjechały samochody z niemieckimi żandarmami i esesmanami, którzy dali klerykom godzinę na spakowanie swoich rzeczy i opuszczenie zajmowanych pokoi. Natomiast profesorom nie pozwolono udać się do ich mieszkań w tzw. budynku profesorskim, tylko budynek ten, wraz z gmachem biblioteki, gdzie mieściło się archiwum, splądrowano i zamknięto. Jeszcze tego samego dnia wszystkie gmachy seminaryjne – wraz z biblioteką – zostały przejęte przez władze okupacyjne, a potem ulokowano w nich jeden z batalionów SS. W tym okresie w Płocku pojawił się między innymi profesor Uniwersytetu Wrocławskiego Dagobert Frey, „dyżurny uczony” z bliskiego otoczenia Hermanna Göringa, specjalizujący się w „naukowych rekonesansach” dóbr kultury na terenach okupowanych, które były w szczególnym zainteresowaniu jego plenipotenta, marszałka Rzeszy, jednego z największych złodziei minionego stulecia. W 1940 r. w Płocku widziany był również dr Carl Diesch, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Królewcu, a także dr Kurt Forstreuter, pracownik Pruskiego Archiwum Państwowego w Królewcu, którzy oglądali zbiory płockie. Drugi z wymienionych, po kolejnej wizycie w Płocku 27 maja 1943 r., zabrał ze skarbca Kasy Miejskiej – wypisał nawet rewers dla urzędniczki magistratu Berty Thiergart – cenny dokument papieski, zapewne bullę płocką papieża Celestyna II z 1161 r., który do dziś uchodzi za zaginiony. Wiadomo też o przekazaniu któregoś z „rękopisów z XII wieku”, jako prezentu dla Reichsführera Heinricha Himmlera, w czasie jego wizyty w Płocku 27 kwietnia 1940 r., o której już kiedyś pisałem.

Biblia płocka - miniatura z wyobrażeniem Estery

Ponad rok później, dokładnie 26 sierpnia 1941 r., na łamach niemieckiego dziennika „Südostpreuβische Tageszeitung” ukazała się sensacyjna informacja zatytułowana: „Schröttersburg – fundstätte alter deutscher Kulturdokumente” (Płock – odnalezienie starych dokumentów/zabytków kultury niemieckiej). Autor tego tekstu oficjalnie donosił o odnalezieniu w „Ostlandzie” i wywiezieniu do Królewca średniowiecznej Biblii z Płocka, spisanej przez niemieckiego mistrza, która miała dowodzić wpływów dawnej kultury niemieckiej na Mazowsze, a także zabezpieczeniu innych cennych dla kultury niemieckiej średniowiecznych rękopisów. Z innych relacji wiemy, że zbiory te zostały już w 1940 r. umieszczone w specjalnych skrzyniach, które Żydzi, spędzeni do gmachu seminarium, ładowali na samochody przez kilka dni. Następnie przewieziono je na stację kolejową w Sierpcu, a stamtąd pociągiem do Królewca, gdzie trafiły do zbiorów Biblioteki Uniwersytetu Albrechta. Wśród nich szczególną pieczą otoczono właśnie „Biblię płocką”, którą oficjalnie ciągle określano jako „zabezpieczone dzieło kultury niemieckiej ze Wschodu”. 

Powojenna odyseja „Biblii płockiej”

W marcu 1945 r., krótko przed ofensywą Armii Czerwonej, „Biblia płocka” pod specjalną opieką dra Carla Diescha, wraz ze zbiorami królewieckimi, została ewakuowana drogą kolejową do miejscowości Piława, a następnie drogą morską dotarła do portu w Kilonii. Stamtąd samochodami księgozbiór i archiwalia królewieckie przewieziono do Rendsburga, gdzie mieściła się tymczasowa siedziba Uniwersytetu Królewieckiego. Natomiast w 1947 r., wraz z całym księgozbiorem królewieckim, Biblia trafiła do Getyngi, gdzie umieszczono ją w opancerzonym skarbcu w głównej auli uniwersyteckiej przy Wilhelmsplatz, jako wyjątkowej wartości zabytek, o którym wiedzieli nieliczni. Co prawda miał ciągle na nią oko dr Kurt Forstreuter, który po wojnie kierował Składnicą Archiwalną w Getyndze (tu znajdowało się między innymi całe archiwum pokrzyżackie), ale sprawa cennego „rękopisu ze Wschodu” niepokoiła władze uniwersytetu, które coraz bardziej odżegnywały się od wydarzeń z okresu narodowego socjalizmu. Dlatego pod koniec lat pięćdziesiątych kontaktowano się z Wydziałem Kultury Ministerstwa Spraw Zagranicznych RFN, co zrobić w tej „delikatnej sprawie”, gdyż dobrze wiedziano, w jakich okolicznościach Biblia trafiła w ręce Niemców. W odpowiedzi polecono rektorowi Uniwersytetu Getyńskiego, profesorowi Otto Weberowi, notabene protestanckiemu teologowi „z przeszłością”, otoczyć zabytek specjalną ochroną i czekać na oficjalne nawiązanie stosunków dyplomatycznych miedzy RFN i PRL, kiedy wreszcie dojrzeje sprawa rewindykacji polskich dóbr kultury w Niemczech i niemieckich dóbr kultury w Polsce. Czas jednak mijał, a coraz bardziej ożywione kontakty naukowe i kościelne polsko-niemieckie, nie pozwalały nadal kwestii tej pozostawić samej sobie, zwłaszcza po słynnym liście polskich biskupów do biskupów niemieckich. Pamiętano jednak o zwrocie do Polski kielicha i pateny Konrada oraz hermy św. Zygmunta, które zamiast do prawowitych ich właścicieli, czyli do władz diecezji płockiej, zostały przejęte przez państwo i od 1949 r. ciągle były przechowywane w Muzeum Narodowym w Warszawie. Tym razem postanowiono więc nie korzystać z pośrednictwa władz państwowych, tylko bezpośrednio przekazać zabytek władzom kościelnym. I tak w 1977 r. ówczesny rektor Uniwersytetu Getyńskiego, profesor Hans Jürgen Beug, w poufnym piśmie otrzymał zgodę władz na zwrot „Biblii płockiej” do Polski. Rok później, wtedy już jako prorektor, samochodem dyplomatycznym przewiózł ją przez NRD do Warszawy, do Ambasady RFN, po czym 13 września 1978 r. przekazał ją bezpośrednio do rąk biskupa płockiego Bogdana Sikorskiego. Co prawda polski wywiad – jak wynika z dokumentów IPN – wiedział o tej podróży, ale oficjalnie nie ingerowano, choć „aniołowie stróżowie” operacyjnie czuwali nad rektorską wyprawą, a osobowe źródła informacji z otoczenia biskupa Sikorskiego w porę dały znać swoim oficerom prowadzącym, co się święci. Natomiast warto dodać, że o mały włos „Biblia płocka” nie trafiła do mariawitów, gdyż samochód niemieckiej ambasady zamiast na Wzgórze Tumskie zajechał najpierw do katedry mariawitów w Płocku przy ówczesnej ulicy Wieczorka (dziś Kazimierza Wielkiego), i dopiero po wyjaśnieniu pomyłki, rektor Beug, jak raz niezbyt zorientowany w zawiłościach historii płockiego Kościoła, zajechał z cennym skarbem na ulicę Tumską. Biblia trafiła do skarbca Muzeum Diecezjalnego w Płocku, ale z oficjalną wiadomością o odzyskaniu średniowiecznego skarbu postanowiono poczekać. Kiedy w październiku 1978 r. wybrano polskiego papieża sprawa wydawała się już bezpieczna. Oficjalnie „Biblia płocka” została udostępniona zwiedzającym Muzeum Diecezjalne w Płocku w 1979 r. i od tamtej pory stanowi jeden z najcenniejszych jego zabytków. Nie zmienia to faktu, że o losie większości średniowiecznych rękopisów płockich, zrabowanych przez Niemców w czasie ostatniej wojny, do dziś nic pewnego nie wiemy.


Karta Biblii płockiej z zapiską z 1148 r. o cudach (na lewym marginesie)

Komentarze obsługiwane przez CComment