ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Kampanija wrześniowa

I stało się jako było napisane. Nastał kres wakacyj.

I tedy dziatki nasze ku izbie nauk pobierania chyżo pobieżyli, jako Germanie ku Westerplatte roku pańskiego tamtego, a kiedy nie masz dziatków we izbie, refleksyj wszelakich i nostalgij dostatek. Tęsknić tedy człek poczyna do owych rajskich plaż bałtyckich, gdzież we wodzie zimnej przeze minut mendel jako ciul postać raczył, do owych słońca promieni superfioletowych, co lica piekły, do kiełby tłustej, co wesoło na ruszcie skwierczała, do jarmarków kolorowych i pierzastych kogucików, paskudy we krubińskich odmętach i bestyi czworonożnej spode gołymińskich włości. 

Dzień ów pierwszy miesiąca dziewiątego roku pańskiego każdego dniem jest symbolicznem, kres to wszak jednego, a wtórego początek. Kres to wakacyj, ode pańszczyzny odrabiania przepustek, zabawy beztroskiej kres. Jesieni to złotej sarmackiej początek, zaległości we pańszczyzny odrabianiu i nauk pobierania na powrót zarania. Inszymi słowy czas to ku prawdziwemu światu powrotu. Czas, coby siekiery obuch na mózgowie przyjąć, iże nie dane nam po wieki wiekuiste beztroski uświadczać, a na powrót na barki swe uciemiężone żywota troski i obligatorya nałożyć. Takież tam ode opatrzności napomnienie, coby nam przypadkiem we rzyci się poprzewracać nie raczyło ode dobrostanu owego, com go sobie sami uczynili. Onegdaj Germanów nam zesłano, cobym po wsze czasy pamiętać o tem raczyli, natenczas jeno we kalendarzu papirus napomina, iże wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija. Wstawać waćpan racz, sfajdałeś się waść.

Lecz tedy obuch ów otrzeźwienie przynosić raczy niespodzianie, albowiem kiedy człek za sobą ostawia, przede nim zawżdy nowych moc wrażeń. I tedy we dzikie leśne ostępy człek wojaż uczynić pragnie, coby pośród gęstwiny nieprzebytej i zajęczych ślepi łypiących groźnie, grzyba obaczyć. Bicykla człek tedy dosiąść raczy, w pogardzie mając rzyci o łaskę wołanie, hemoroidy i zakwasy. Ostatnie słońca podrygi człek ułapić pragnie, jabłko spożyć, kasztana zebrać, ogóra zakisić, dożynki i kartofla dzień święcić, nim jesienna pora nadobne swe oblicze przede nami rozpostrzeć raczy.

Jesień nadchodzi. Jeno spozierać, kiedy boćków zbraknie, liście opadać poczną, mrozu szpony tnące bursztynowy świerzop szronu srebrnego dywanem pokryją, a jankeski pokoju gołąbek bój kolejny uczyni. Jeno spozierać, kiedy wiater lico smagać pocznie, nieboskłon łzy ronić zimne, a Grześko gaśnicę li inszy wihajster we prawicy dzierżyć pocznie. Jeno spozierać, kiedy bryka jako śnieg biała, Mikołaj Ś. rydwan odpali, a na ciechanowskiej ziemi dary sobie darować będą mięsiwem się obrzucawszy. Jesień, jesień jesień. Żółte liście spadają w dół. Jesień, jesień, jesień. Maciek znalazł tylko liścia pół. Jako i ja, pół grzyba.

Lecz jeszcze tylko wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i wakacye. Na powrót wakacye być raczą. Na pewno mam rację. Odwołać chyba nie raczą, nieprawdaż? Nieprawdaż…?

A cóż, kiedy raczą? Cóż, kiedy nie nadejdzie wakacyj czas? Cóż, kiedy zbraknie wakacyj upragnionych?

Tedy wojna.

Komentarze obsługiwane przez CComment