W ubiegły piątek Donald Tusk, występując na corocznej olsztyńskiej imprezie Campus Polska Przyszłości, poruszył problem zła, szczególnie zła w życiu publicznym, próbował je nazwać, przyznał się też samokrytycznie do tego, że wbrew składanym obietnicom jego ekipa nie potrafiła, jak dotąd, efektywnie i otwarcie rozliczyć pisowskich afer. Nie ukrywał, że różne afery zdarzają się też w jego obozie. To jest jego rozczarowaniem. Moim także...
Mówiąc o złu, nie odwoływał się Tusk do filozofii i religii, ani wielkiej literatury, do Hioba, Dostojewskiego, Camusa, czy choćby do teodycei. Politycy ślizgają się po powierzchni zjawisk, nazywają to metaanalizą. W ten sposób mogą trafić do umysłów i wyobrażeń ludzi, bo im mądrzej mówią, tym bardziej różni troglodyci ich nie zrozumieją i wyśmieją. Ci reagują tylko na proste hasła, zgodnie z przesłaniem satyryka Jerzego Ludwika Kerna:" Między Bugiem, Odrom a Nysom, to najważniejsze ze wszystkich my som". My, plemię polskie, słowiańskie, wybrane. Mesjańskie, niezawodnie potrzebujące wroga: Żyda, Ukraińca, Niemca, UE… Złożoności i subtelności nie wchodzą w grę.
Jednakże temat zła jest oczywiście głębszy, od zawsze poruszał umysły myślących ludzi, od Epikura i św. Augustyna do dzisiaj. Na początku XVIII w. zajął się nim szczególnie poważnie niemiecki filozof Gottfried Wilhelm Leibniz, który w książce wydanej w 1710 r stworzył termin "teodycea" (źródłosłów grecki, oznacza dosłownie "obrona sprawiedliwości Boga"), chcąc rozprawić się ze złem z religijnego punktu widzenia i jednocześnie filozoficznie je "uprawomocnić". Leibniz twierdził, że Bóg stworzył najlepszy z możliwych światów, zostawił ludziom wolną wolę, mogą więc wybrać dobro albo zło. Jednak, jak na ironię, już kilkadziesiąt lat później, w roku 1755 miało miejsce wielkie trzęsienie ziemi w Lizbonie, w wyniku którego zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, często chowających się przed żywiołem w kościołach, na próżno. Kościoły także ulegały szybkiej destrukcji oraz pożarom. W dodatku działo się to 1 listopada, w dzień Wszystkich Świętych.Pojawiły się pytania, dlaczego Bóg dopuścił do śmierci tysięcy niewinnych ludzi akurat podczas religijnego święta.
W historii ludzkości, zarówno wcześniej jak i później miały miejsce dużo gorsze katastrofy naturalne (nie wywołane przez człowieka), jak choćby wielkie i wielokrotne powodzie i trzęsienia ziemi w Chinach, czy tsunami na Oceanie Indyjskim. Jednak ta lizbońska katastrofa miała wpływ na ludzi Oświecenia i przyczyniła się walnie do krytycznego spojrzenia na Kościół. Szczególnie Voltaire (Wolter) zareagował szyderczo "Poematem o zagładzie Lizbony", a kilka lat później słynnym Kandydem, w którym wyszydził pogląd Leibniza, że żyjemy "w najlepszym z możliwych światów". W moich studenckich latach czytałem tę książkę z ogromną emocją, szczególnie gdy na wykładach z filozofii omawiana była koncepcja "malum per se" (zło samo w sobie), w zestawieniu z "malum prohibitum" (zło zakazane prawnie). Zło jest integralną częścią świata, stąd satanistyczne skłonności wielu ludzi i fascynacja złem zwykłych zjadaczy chleba, tak bardzo lubiących oglądać horrory i czytać kryminały. Kto tego nie doświadczył niech rzuci kamieniem.
Jednak najbardziej interesuje nas zło realnie nam grożące, tu i teraz. Jak choćby wojna za naszą granicą, mogąca łatwo rozprzestrzenić się na nasze terytorium, lub innego kraju natowskiego. To może być też wojna hybrydowa... Czarne scenariusze przewidują atak Rosji na jedno z państw bałtyckich. Co wtedy? Czy zadziała art.5 traktatu NATO? Donald Tusk wypowiedział się twardo za zasadą "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Zatem, w razie agresji na Estonię czy Łotwę, będziemy walczyć z Rosją? O tym podobno rozmawiał w tych dniach szef CIA, który odwiedził Moskwę. Podobno przestrzegał Rosję przed takim scenariuszem (na kilka miesięcy przed inwazją Rosji na Ukrainę inny szef CIA także odwiedził Moskwę i ostrzegał). Czy przekonał Putina? Przecież niedawno Trump przyjmował go na czerwonym dywanie, a potem powiesił ich wspólny portret w Białym Domu...Niedawno amerykański prezydent przekonywał, że Rosja nie stanowi zagrożenia. Ani Korea Północna. Przeciwnie, chwalił północnokoreańskiego dyktatora i wycofał oddziały amerykańskie ze wspólnych manewrów z wojskami południowokoreańskimi. Trump chwali dyktatorów, łaje sojuszników, takich jak Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, nawet Włosi (już nie lubi włoskiej konserwatywnej premierki Giorgii Meloni), grozi Wielkiej Brytanii, chce zająć Grenlandię. Ostatnio, wrogiem numer jeden dla Trumpa stała się Kanada, kraj jak dotąd stuprocentowo proamerykański, sąsiedni, teraz po wywołaniu przez Trumpa wojny gospodarczej na cła i brzydkie wyrazy, miłość przeszła w gorącą nienawiść. Kanada nie chce być kolejnym stanem. Trump przezwał wielkie jezioro Ontario (nazwane tak przez plemię Wendetów) jeziorem Ameryka i wielu odetchnęło, że nie użył nazwy Trump. Ale i tak premier kanadyjskiej prowincji Ontario powiedział, żeby Trump pocałował go w d...ę. Kanadyjski premier Mark Carney zyskuje popularność w kraju i w świecie kosztem Trumpa.
Trump wściekły, bo nie wyszła mu wojna z Iranem. I Amerykanie nie popierają jego polityki. W sondażach traci punkty i poparcie. Nawet pośród republikanów. W listopadowych wyborach zapewne stracą wiele mandatów, z uwagi na happeningi Trumpa. Mówią, że to najgorszy prezydent w historii Stanów. Nic to, on stworzył własny ranking prezydentów, w którym jest najlepszy! Co tam Lincoln, Jefferson, Roosevelt czy Kennedy. W dodatku, po śmierci legendy muzyki country Dolly Parton, która nie była jego fanką, przedstawił na swojej platformie (truthsocial) zdjęcie wykreowane przez AI, na którym on i Dolly idą razem świetliście, ona trzyma go pod pachę, najwyraźniej zauroczona chwilą. On patrzy przed siebie... Nie spodobało się to Amerykanom. To "obrzydliwa" zagrywka prezydenta, który rozpaczliwie próbuje dyskontować popularność pieśniarki, w sytuacji gdy grzęźnie we własnym błotku - napisano w mediach. Dolly miała kompletnie inną hierarchię wartości; broniła kobiet, mniejszości, LGBT, wszystkich "kochała". Nie kierowała się nienawiścią jak Trump, który w krótkim czasie zdążył zantagonizować wszystkich w świecie. Na kilka dni przed śmiercią Dolly Parton napisała:" jako obywatelka Stanów Zjednoczonych z urodzenia, nie popieram Donalda Trumpa i nie zgadzam się z jego obłąkańczym, podłym zachowaniem". Moim zdaniem, Dolly Parton pozostanie w Ameryce ikoną w kulturze i tego wszystkiego co dobre, Donald Trump przeciwnie, będzie symbolem patologii amerykańskiej polityki przez pokolenia. Ale na razie ma władzę. I wykorzystuje ją do maksimum. Zarabia miliardy, przyjmując hołdy i drogie prezenty od różnych szejków. A mając pod sobą służby, przeciwników niszczy. Zło wcielone…
My Polacy też nie jesteśmy od niego wolni. Donald Tusk ostrzegał, że brunatniejemy. Partia Brauna, część Konfederacji, część PiS-u… różne przybudówki, typu Zondakrypto, operujące w mrocznej biznesowej przestrzeni alternatywnej giełdy kryptowalut, kompletnie nie uregulowanej prawnie, bo prezydent Nawrocki trzykrotnie zawetował ustawę, czym ucieszył złoczyńców, oszustów, naciągaczy wszelkiej maści. Polska jest wyjątkiem w Europie, pozbawiona regulacji w tej dziedzinie. Prezydent kocha wetować, ma tych wet więcej na koncie niż wszyscy jego poprzednicy razem wzięci. A urzęduje dopiero od roku.Za wszelką cenę on i jego akolici zmierzają do zamordowania demokracji w Polsce i wprowadzenia autokracji. Autokracja jest złem, ponieważ unieważni prawa obywatelskie i przekreśli szanse na wolność. Będzie tak jak w Rosji Putina, gdzie jest system prezydencki i rządzi partia Jedna Rosja. Tak było też u Adolfa... (ein Reich, ein Volk, ein Fuerer). Od nas, od każdego z nas zależy czy dostrzeżemy zło. Jeszcze nie jest za późno. Pamiętajmy o ogrodach i o jedenastym przykazaniu...






Komentarze obsługiwane przez CComment