ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Koncert nędzników

W ubiegłą niedzielę wysłuchałem pięknego kazania w radiowej Dwójce pastora Adwentystów Dnia Siódmego, Piotra Stachurskiego, pod wiele mówiącym tytułem: "Silni wobec słabych, słabi wobec silnych". Pastor wielokrotnie powoływał się na Biblię, gdy przywoływał przypadki ludzi postępujących wbrew ewangelicznym zasadom. Wiadomo, słabym należy się pomoc i zrozumienie, wobec silnych trzeba zachować się godnie, bez uniżoności. To, że zazwyczaj jest odwrotnie wiemy dobrze wszyscy z codziennej obserwacji życia. Często zachowujemy się inaczej, niż nakazuje etyka, zwycięża tani pragmatyzm. To uniwersalna przypadłość, dotyczy zarówno zwykłych ludzi jak i ( a może przede wszystkim), polityków.

Przecież w historii świata zwykle zwyciężał taki właśnie pragmatyzm, wyrażany choćby w słynnej zasadzie Cuius regio, eius religio - "Czyja władza tego religia".

Dzisiaj byśmy mogli ekstrapolować tę zasadę na inne obszary życia publicznego, obejmujące media, kulturę, różne relacje między ludźmi. Przecież każde państwo musi dysponować aparatem przemocy, prawem, policją, posłusznymi mediami. 

Na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. powstało Święte Przymierze, sojusz mocarstw okupujących przez długi czas Polskę. Ba, mówiło się wtedy, że jest to "koncert mocarstw" sugerujący dobroduszną grę władców, mających na sercu los uciemiężonych ludów. W rzeczywistości wykorzystywano te ludy bez pardonu. Silni byli bezlitośni wobec biednych i słabych. I gdyby władcom tych chrześcijańskich skądinąd państw przypomnieć zasady Ewangelii, albo przybliżyć kazanie pastora Stachurskiego, śmialiby się w głos. 

Piszę o tym bo i dzisiaj czytam coraz częściej, zwłaszcza w prasie prawicowej, o nowym "koncercie mocarstw", przy czym - jeśli chodzi o Europę, mowa jest nieodmiennie o dwóch mocarstwach: Rosji i Ameryce. Wydawało się dotąd, że oba mocarstwa rywalizują ze sobą, są sobie wrogie. Reprezentowały różne grupy interesów i dwie różne totalne "religie". Rosja była przez 70 lat komunistyczna, zorientowana na pełną egalitaryzację społeczną, Ameryka zaś kapitalistyczna, broniąca wolności i demokracji. To były różne światy. Po upadku komunizmu w Rosji, wygrała nie demokracja, tylko konserwatywny absolutyzm, który obecny władca Kremla doprowadził do zbrodniczej perfekcji. W kraju krwawo rozprawiał się z opozycją, za granicą próbował podbijać sąsiadów: Gruzję, Mołdawię, ostatnio Ukrainę.

Ameryka nigdy nie stawiała na równość, od samych swoich początków zapisała w Deklaracji Niepodległości z 1764 r. oraz w Konstytucji z 1789 r. dążenia swoich "ojców założycieli" do pełnej wolności obywateli, ograniczonej prawami innych. Te ideały długo przebijały się w historii, biorąc pod uwagę problem amerykańskiego niewolnictwa, segregacji rasowej, etc. O wolność trzeba było walczyć, zawsze z pozycji siły, a nie słabości. W ostatnich latach, naznaczonych polityką obecnego prezydenta Donalda Trumpa, Ameryka przeżywa regres społeczny, prawny, ideowy. Konstytucja jest wciąż ta sama, ale jest inaczej interpretowana. Prawo służy bogatym, nie biednym, silnym, a nie słabym. Prezydent Trump wyraźnie docenia i podziwia silnych, słabymi gardzi, chyba że zapominają o swojej godności, kłaniają mu się w pas, wychwalają jego rzekome sukcesy, w dodatku potrzebni mu są by zniszczyć innych.
Takie refleksje snują mi się gdy obserwuję stosunek Ameryki do Ukrainy. Jeszcze dwa lata temu, za kadencji prezydenta Bidena, Stany Zjednoczone pomagały Ukrainie najwięcej ze wszystkich państw - ekonomicznie i militarnie. Po zmianie władzy przestały, natomiast stało się widoczne dla wszystkich, którzy interesują się losami świata, jak bardzo Donald Trump zaczął cenić rosyjskiego prezydenta Putina, przyjmując go na czerwonym dywanie, robiąc sobie z nim fotki i umieszczając je w Białym Domu. Z czasem zaczęliśmy się do tego przyzwyczajać, nie widzimy w tych kontaktach nic nadzwyczajnego, szczególnie partie prawicowe, włącznie z prezydentem Nawrockim, który nie widzi, albo nie chce widzieć jak bardzo Trump go rozgrywa, w swoim własnym interesie, bo zależy mu na rozbiciu Unii Europejskiej. I tak, Putin który był wcześniej pariasem w oczach świata, nędznikiem mordującym sąsiedni kraj każdego dnia, stał się dzięki Trumpowi niemal światowym mężem stanu, kimś rangą i znaczeniem górującym nad słabymi, przywiązanymi do zasad prawa międzynarodowego, że granic nie zmienia się siłą i że zobowiązania, które Rosja podpisała, między innymi odnoszące się do suwerenności Ukrainy, muszą być respektowane. Trump stał się poniekąd pomocnikiem Putina. Wydobył go z ostracyzmu, obdarzył uznaniem, swoistym podziwem, natomiast Zełeńskiego zbeształ w Białym Domu na oczach całej międzynarodowej opinii publicznej. Nie dość, że od prawie dwóch lat nie pomaga w obronie przed agresorem, zażądał żeby Ukraina przestała atakować rosyjskie rafinerie, bo na skutek tych ataków rosną ceny oleju napędowego i w ogóle paliw. Trump bezczelnie oszukuje świat i własnych obywateli, bo przecież wiadomo, że wbrew składanym deklaracjom w kampanii prezydenckiej, pomimo protestów ze strony własnego wywiadu zdecydował się zaatakować Iran. Tę wojnę przegrywa, a Iran uaktywnił swoje działania, blokuje cieśninę Ormuz i statki z ropą nie mogą tamtędy przepływać, co powoduje chaos na rynkach paliw. W dodatku partyzanci Huti, uzbrojeni i finansowani przez Iran, blokują porty w Jemenie, co dodatkowo pogarsza sytuację. Trump już wielokrotnie ogłaszał zwycięstwo w tej wojnie, za każdym razem  kłamał. Bo kłamstwo to jego drugie imię. Kłamał już tysiące razy, według wyliczeń "Washington Post". Jest patologicznym kłamcą, takim samym nędznikiem jak Putin. Obiecuje że zainstaluje w Polsce stałą bazę amerykańskiej armii. Niedawno obiecywał, że powiększy liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce i nie zrobił tego. Choć tym razem, w świetle zapowiadanych redukcji US Army w Niemczech, Hiszpanii i we Włoszech przemieszczenie części żołnierzy do Europy Wschodniej nie byłoby trudne. Stała baza w Polsce mogłaby mu służyć do monitorowania nie tylko ruchów rosyjskich, ale także rozwoju sytuacji w zachodniej Europie.

Tymczasem, Rosja staje się coraz większym zagrożeniem, używając dronów odrzutowych i rakiet balistycznych tuż przy polskiej granicy. Jest coraz więcej groźnych incydentów. Wszelkie pojęcia i definicje wojny i pokoju stały się chwiejne. Już nie potrzeba wojny konwencjonalnej, żeby siać zniszczenia. Wystarczy wojna hybrydowa, kognitywna, nastawiona na sabotaż, dywersję, zamachy terrorystyczne i dezinformację, żeby waliły się społeczne struktury. Żeby nasilić polaryzację i spowodować utratę zaufania do własnych przywódców.
Rosja wydaje miliardy na dezinformację i propagandę. Każdy epizod, może jak iskra przekształcić się w płomień. Światem rządzi tandem nędzników, wszystko może się zdarzyć. 
Alexix de Toqueville już na początku XIX wieku zauważył, że świat przypomina galerię obrazów, w której przeważają kopie, oryginałów mało. Przeważają więc nędznicy, posługujący się siłą. Tak jak przed wiekami, tak i teraz. Mają tylko do dyspozycji znacznie groźniejsze narzędzia. Dobrze, że są też pastorzy, pokazujący nam jak pięknie mogłoby być, gdybyśmy uwierzyli w siłę słabych, bo tych jest więcej. Zamiast zgranego koncertu nędzników, byłaby radosna symfonia. Jak u Bethovena... 

Komentarze obsługiwane przez CComment