ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Konstantego Kociszewskiego ostatnia droga

Pamięć żołnierzy niezłomnych z terenu północnego Mazowsza ciągle nie słabnie, czego dowodzą między innymi uroczyste obchody Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy wyklętych” w różnych miejscowościach naszego regionu w miniony weekend. Jednym z tych, którego nazwisko w tych dniach przypomniano był Konstanty Kociszewski, nauczyciel szkoły w Prusinowicach i Świerczach, w czasie wojny żołnierz Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej oraz członek Tajnej Organizacji Nauczycielskiej,

po wojnie kierownik szkoły w Świerczach, a zarazem komendant obwodu pułtuskiego Ruchu Oporu Armii Krajowej, aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, skazany na śmierć i stracony w więzieniu na Pradze. Spoczywa w rodzinnej mogile na cmentarzu w Górze Kalwarii. Na jego grobie czytamy: „Konstanty Kociszewski, nauczyciel, porucznik Armii Krajowej, ps. Górka, komendant ROAK Obwodu Pułtuskiego, rozstrzelany przez władze komunistyczne 15 lipca 1946 r. Zginął za wolną Polskę”. Przez starszych mieszkańców Prusinowic i Świercz pamiętany był, razem z jego żoną, również nauczycielką, jako człowiek powszechnie szanowany, oddany szkole i uczniom, prawdziwy nauczyciel z powołania. Dlaczego więc zginął i jakie były jego losy zanim – jako jeden z nielicznych żołnierzy wyklętych tamtych lat straconych w komunistycznym więzieniu – spoczął w rodzinnym grobie? 

Urodził się 22 maja 1905 r. w Otwocku Wielkim w chłopskiej rodzinie Jana i Julianny Kociszewskich. W dzieciństwie razem z rodzicami przeniósł się do Góry Kalwarii, gdzie ukończył szkołę powszechną, po czym wstąpił do seminarium nauczycielskiego na Ursynowie. Następnie ukończył szkołę podchorążych i od 1929 r. rozpoczął pracę jako nauczyciel. Pracował w szkole w Prusinowicach, a od 1934 r. w Świerczach. Podczas okupacji związał się z Armią Krajową, w której służył pod pseudonimem „Plon”. Szczęśliwie wojnę przeżył, a po jej zakończeniu od razu rzucił się w wir pracy pedagogicznej. To właśnie jemu mieszkańcy Świercz i okolicznych miejscowości zawdzięczają zorganizowanie na nowo szkoły podstawowej, w której do 1946 r. był kierownikiem i nauczycielem. W tym okresie związał się z ROAK i we wrześniu 1945 r. został mianowany komendantem Obwodu Pułtusk, przyjmując pseudonim „Górka”. Aresztowany 15 lutego 1946 r. w Prusinowicach, mimo próby ucieczki, trafił do więzienia śledczego na Pradze. Wraz z szesnastoma innymi osobami 17 maja 1946 r. stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, na sesji wyjazdowej w Pułtusku. Mimo wielkich zasług na polu pedagogicznym i wychowawczym, działalności konspiracyjnej podczas wojny oraz zasług dla odbudowy polskiego szkolnictwa na terenie północnego Mazowsza po wojnie, został przez sąd jak najsurowiej ukarany i skazany na karę śmierci. Wyrok na nim wykonano 15 lipca 1946 r. w Warszawie, po czym jego ciało zostało wydane rodzinie i pochowane w Górze Kalwarii. Ale z okolicznościami „wydania” jego ciała związane są pewne wątpliwości, czy nieścisłości.

Według relacji rodziny, a także opartych na niej ustaleniach doktora Krzysztofa Kacprzaka, specjalizującego się w dziejach podziemia zbrojnego na Północnym Mazowszu w okresie powojennym, ciało porucznika Konstantego Kociszewskiego po wykonaniu na nim wyroku śmierci zostało odarte z ubrań i pochowane w papierowym worku na cmentarzu na Bródnie. Krewnym zabitego – jego siostrze i szwagrowi – udało się jednak ciało wykupić i po ekshumacji zostało ono w metalowej trumnie przewiezione do Góry Kalwarii i tam pochowane. Poza tą relacją okazuje się, że również w kronice parafii w Klukowie ks. Marceli Przedpełski pisał o okolicznościach tego pogrzebu. W kronice czytamy: „Ciało Kociszewskiego było wydane żonie, tutejszej nauczycielce. Miał na sobie koszulę tę samą, w której był aresztowany w lutym, mimo że paczki bieliźniane były mu posyłane. Na oczach miał przepaskę, ale strzelany był w tył głowy, kula wyszła przez bok ust, rozrywając je. Pogrzeb odbył się w jego mieście rodzinnym Górze Kalwarii”. Szczegóły opisu ciała porucznika Kociszewskiego wydają się pochodzić z autopsji, której zapewne dokonała żona zabitego. Ale kiedy i w jakich okolicznościach? Jak powiązać ową koszulę na jego ciele z odarciem z ubrań i pochowaniem w worku papierowym, o którym wspomina relacja rodzinna? Trumna miała być zaplombowana. A owa opaska na oczach? Nikt jej po śmierci nie zdejmował? Trudno zapewne te różne nieścisłości wyjaśnić dziś, po 80 latach. Ale ciekawie brzmi kolejne zdanie, które ksiądz Przedpełski zapisał w kronice na temat pogrzebu Konstantego Kociszewskiego: „Tam [w Górze Kalwarii] i tutaj [w parafii Klukowo] towarzyszyły mu powszechny żal i smutek”. Tak więc, mimo wielu niejasności co do ostatniej, pośmiertnej drogi Konstantego Kociszewskiego, mimo powojennej propagandy, która próbowała jego śmierć, a także śmierć wielu innych niezłomnych, ukazywać w barwach „walki z bandytyzmem”, pozostał po nim powszechny żal i smutek, ale również pamięć, po wielu latach przywracana w Narodowym Dniu Pamięci „Żołnierzy wyklętych”. O nim, o innych bohaterach tamtych dni polskiej i mazowieckiej historii.

Komentarze obsługiwane przez CComment