Obserwuję politykę z mojego fotela jako zjawisko społeczne, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Trochę jak widowisko sportowe, gdzie zawodnicy przez czas dłuższy walczą ze sobą przy zachowaniu wszelkich reguł walki, po czym niespodziewanie jeden z nich albo obaj przechodzą na wolną amerykankę, pozbawioną jakichkolwiek reguł. Wolno gryźć, kąsać, kopać, walić butem (polskim czy niemieckim), a nawet pozbawić wroga głowy, co się ładnie nazywa dekapitacją.
Tak na przykład rozpoczęła się "ograniczona akcja zbrojna" USA i Izraela w Iranie, gdzie już pierwszego dnia "wyeliminowano" z tego świata przywódcę kraju, potem wielu innych… A jednocześnie 180 młodziutkich dziewcząt w szkole podstawowej w Minab, w wieku 7-12 lat (i 12 nauczycieli). Sprawka aż trzykrotnego trafienia pocisków Tomahawk… I tu już wszelkie analogie do sportu można wyrzucić w kąt. Robi się, jak mówi młodzież, masakra...
Sprawy świata tak poszły "do przodu", że żadna prawda, etyka albo prawo międzynarodowe nie są już potrzebne. Putin napadł na Ukrainę, Trump napadł na Iran, bez jakiejkolwiek prowokacji. Wszystkie doktryny prawne i polityczne dotyczące suwerennych praw narodów "wzięły w łeb". W Stanach resort obrony przemianowano na resort wojny, a sekretarz wojny Pete Hegseth briefing dla dziennikarzy kończy cytatem z Psalmu 144 ("błogosławiony Pan/Opoka moja/On moje ręce zaprawia do walki, moje palce do wojny...), zaś Franklin Graham, główny ewangelicki pastor głosi w Pentagonie, że Bóg nie tylko kocha, ale też nienawidzi. Powołuje się na zmarłego teologa Rushdoony'ego głoszącego, że "Bóg który wyraża się wyłącznie przez łaskę, to współczesny wymysł". To nowa teologia polityczna, żeby nie powiedzieć ekwilibrystyka. Konrad Szymański, były minister w rządzie PiS twierdzi w podobnych sytuacjach, że chiński tancerz w rozkroku (tutaj między prawem a teologią) nie dałby rady. Chociaż, Chińczycy teraz też mają coraz zwinniejszych tancerzy...
Do spraw wojny jeszcze powrócę, teraz będzie o Polsce. Tu też mówimy o wojnie, a jeszcze więcej o wyborach. Partie już teraz próbują "upozycjonować" się na politycznym ringu. PiS wystawił głównego zawodnika. Ma być premierem rządu, jeśli PiS wygra. Zawodnik - kogut, wykreowany przez Kaczyńskiego bez jakiejkolwiek konsultacji z ewentualnymi współ-koalicjantami, to Przemysław Czarnek. Bije w rząd "po całości", także w inne prawicowe partie, by pozyskać elektorat, czym nie zjednał sobie jednak wielu zwolenników. W sondażach większość nie widzi go jako premiera. Wychowanek KUL w Lublinie, kojarzy się z klerykalizacją, religią smoleńską, indoktrynacją dzieci, nową punktacją publikacji naukowych (z czasów, gdy był ministrem edukacji), faworyzującą autorów fundamentalistycznie katolickich, aferą "willa plus" (wille i pieniądze dla znajomków) i przede wszystkim z agresywnym, wykluczającym językiem ("Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym").
To jest humbug i prawna marmolada. Profesor prawa nie zna konstytucji. Zasada równości i godności dotyczy absolutnie wszystkich, nie przewiduje wyjątków. Nawet więźniowie mają swoją godność i prawa. Nie wolno im ubliżać ani fizycznie torturować. Nie zna się Czarnek na gospodarce. Podważa gromko ideę energii odnawialnej, dużo tańszej i bardziej ekologicznej niż węgiel, używa przyziemnego, drażniącego języka (oze-sroze). Po czym wysypuje się, że sam ma od dawna panele fotowoltaiczne na dachu swojego domu. To jest hipokryzja i karykatura własnego "programu" i języka zarazem. Mentzen, lider Konfederacji drwił sobie niemiłosiernie, montując podobne poczwarki: kaucje-srancje, wiatraki - sraki, eko-sreko, elektryki-sryki, panele-srele.… To jest poziom współczesnej "debaty" w prawicowych kręgach. Kreatury medialne i karykatury...
Religijność Czarnka... jego fundamentalistyczny katolicyzm przypomina religijność Pet'a Hegseth'a. To stale wojujący Jezus. Miłość bliźniego, pod warunkiem jednak że prawidłowo głosujesz. To symulakrum: rytuał bez ducha, krzyż bez ewangelii, żadnej moralnej treści. Karykatura katolicyzmu. Czarnek wpisuje się w wojny kulturowe, złorzeczy uchodźcom i Ukraińcom ("bezczelność Ukrainy"). Jego religia pozostaje w sprzeczności z etyką chrześcijańską i teologią papieża Leona XIV. Tak jak u Brauna...
Zraża stosunek Czarnka do Unii Europejskiej. Niby, tak jak Kaczyński, opowiada się za naszym członkostwem w UE, a jednocześnie jego retoryka jest mocno antyunijna. Bruksela to tylko zewnętrzna placówka Berlina. Niemcy to Trzecia czy Czwarta Rzesza. Program SAFE to program niemiecki, chociaż od początku to był polski sukces, wygenerowany w czasie polskiej prezydencji. Program niezbędny Polsce i polskiej armii na te trudne czasy, podczas gdy alternatywny pomysł Adama Glapińskiego, lansowany jako prezydencki to pusty sejf i hiperbola. Czarnkowi, podobnie jak Nawrockiemu i Kaczyńskiemu, zależy na wytworzeniu nastrojów antyunijnych. Podobnie było przed laty w Wielkiej Brytanii gdzie premier Cameron grał lekkomyslnie kartą unijną, po czym w referendum wywołał Brexit. Dzisiaj przygniatająca większość Anglików tego żałuje. W Polsce pisowskie media krzyczą na paskach że "prezydent zatrzymał niemiecki przemarsz przez Polskę". A Unia to przecież Niemcy. Premier jest także niemiecki, wiadomo. W propagandzie PiS żadna prawda nie liczy się zupełnie, liczy się tylko kto kogo wymanewruje. Konrad Szymański pisze o drodze do Polexitu. Bo rozziew między oficjalnym stanowiskiem PiS-u i samego Czarnka a ich retoryką jest ogromny. Chiński tancerz w rozkroku nie da rady...
Podobnie dzieje się z wojną w Iranie. Z powodów do końca niewyjaśnionych zaczął ją prezydent Trump. Nie konsultował tego z nikim, nawet z Kongresem, cóż dopiero z sojusznikami. Niedawno głosił, że żadnych sojuszników nie potrzebuje a w Iraku czy w Afganistanie oni trzymali się z tyłu. Wojna w Iranie miała trwać krótko i zakończyć się pełnym zwycięstwem. Reżim w Teheranie trzyma się jednak mocno, w dodatku blokuje cieśninę Ormuz, co sprawia że najpierw paliwo a później wszystko będzie droższe. Teraz Trump się obudził i widzi jednak potrzebę pomocy. Alianci się nie kwapią… Ponad 85% Polaków przeciwnych jest wysyłaniu żołnierzy w rejon Zatoki Perskiej. Trump się złości, pomstuje, sugeruje nawet wyjście z NATO. I znowu jest przepaść między tym, co Trump mówi jednego dnia a tym, co mówi następnego. Żaden chiński tancerz nie da rady…
A przecież chodzi o sprawy najpoważniejsze dla naszego bezpieczeństwa. O to czy utrzyma się dotychczasowy system sojuszy: UE i NATO. A tu wszystko wisi na cyrkowej linie.






Komentarze obsługiwane przez CComment