ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Tajemnice hermy świętego Zygmunta

Po ubiegłotygodniowej wędrówce śladami dawnej Kolei Nadwiślańskiej, dziś wracam do skarbów kultury polskiej północnego Mazowsza. Kiedy ostatnio opisywałem wojenną wędrówkę kielicha i pateny Konrada Mazowieckiego, to wspomniałem, że w wiklinowym koszu Berty Thiergart, w którym zabytki te w styczniu 1945 r. zostały wywiezione z Płocka do Bielefeld, znajdowała się również herma świętego Zygmunta.

Razem z pozostałymi płockimi precjozami trafiła ona w 1949 r. w ręce brytyjskich wojsk okupacyjnych, a następnie została sprowadzona do Polski i była przechowywana do 1980 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie, po czym powróciła do Płocka. Dziś stanowi najcenniejszy skarb katedry płockiej i zarazem jedno z najbardziej tajemniczych dzieł sztuki złotniczej w średniowiecznej Polsce. 

Herma świętego Zygmunta

Przypomnijmy, że w hermie tej przechowywane są relikwie czaszki świętego Zygmunta, które w 1165 r. przywiózł do Płocka biskup Werner w darze od cesarza Fryderyka Barbarossy. Herma wykonana jest ze srebra i przedstawia popiersie mężczyzny, osadzone na owalnym cokole, wokół którego znajduje się łaciński napis fundacyjny: „Kazimierz z Bożej łaski król Polski sprawił tę srebrną głowę na cześć świętego Zygmunta Roku Pańskiego 1370”. Tors, szyja, usta, broda i włosy świętego są pozłacane. Głowę zdobi romański diadem książęcy wykonany ze srebrnej blachy, pozłacany i wysadzany drogocennymi kamieniami i perłami. Na jego wewnętrznej stronie wyryto łaciński napis: „Wykonał mnie Stanisława Zemełka, złotnik płocki, w roku 1601”. Właśnie ten ostatni napis dowodzi, że na początku XVII wieku pierwotny diadem książęcy – pochodzący zapewne z połowy XIII wieku – został przerobiony, co wynikało z konieczności jego naprawy. Dziś historycy sztuki przyjmują, że diadem ten jest pochodzenia węgierskiego lub weneckiego i miał być darem ślubnym króla Beli IV dla jednej z jego córek – Konstancji, żony księcia halickiego Lwa Daniłowicza, ewentualnie dla Jolanty Heleny, żony księcia Bolesława Pobożnego. Natomiast sama herma datowana jest przez nich na połowę XIV wieku, mniej więcej na lata 1351-1356. Wiele kwestii z nią związanych budzi jednak od lat spory i nadaje zabytkowi swoistej tajemniczości. O trzech z nich chciałem wspomnieć, próbując znaleźć odpowiedź na pytania: czyje oblicze przedstawia herma, gdzie została ona wykonana i w jakich okolicznościach trafiła do Płocka?
W sztuce średniowiecznej złote i srebrne popiersia, również te używane jako relikwiarze, przedstawiały zazwyczaj ich fundatora, jako jedna z przyjętych wówczas form upamiętnienia. Czy więc ów mężczyzna z płockiej hermy, o szczupłej twarzy, z wystającymi kośćmi policzkowymi, długim i nieco zgarbionym nosem, z szeroko otwartymi oczami z kaligraficznie zaznaczoną tęczówką, prostymi brwiami, ze starannie ufryzowaną brodą i wąsami, wysokim czołem, częściowo zasłoniętym koroną, spod której spływają długie i miękko sfalowane włosy to król Kazimierz Wielki? Wielu historyków tak uważa, biorąc pod uwagę fakt podobieństwa wyrazu twarzy z hermy świętego Zygmunta do wizerunku króla Kazimierza utrwalonego na jednej z tarcz herbowych na jego nagrobku w katedrze wawelskiej. Podobieństwo widać, choć wizerunek fundatora z hermy płockiej jest wyraźnie wystylizowany (jest to twarz człowieka młodego), zgodnie z prawidłami sztuki gotyckiej, ale jednak niepozbawiony pewnych cech indywidualnych, które widać w obu modelunkach. Być może herma płocka jest więc jednym z najlepiej zachowanych wyobrażeń władcy.

Diadem z hermy płockiej

Wyraźne podobieństwo wizerunku władcy z hermy z płockiej katedry i nagrobka z katedry wawelskiej dla wielu historyków było ważnym argumentem za wykonaniem hermy w Krakowie. Ich zdaniem hermę i postać na nagrobku mógł wykonać tylko artysta, który znał z autopsji rysy twarzy ostatniego z Piastów na tronie polskim. O krakowskim pochodzeniu hermy pisało również wielu historyków badających dzieje Płocka i dzieje sztuki na dawnym Mazowszu. Jednak już przed wojną nie brakowało znawców sztuki średniowiecznej, którzy pisali o wykonaniu płockiej hermy nie w Krakowie, ale w Akwizgranie, dawnej stolicy imperium Karola Wielkiego. Zwracali oni uwagę na wiele analogicznych rozwiązań w plastyce złotniczej tego miasta, gdzie – dodajmy – do dziś zachowała się złota herma Karola Wielkiego, pochodząca z około 1350 r., a więc mniej więcej z tego samego okresu jak zabytek płocki. Za Akwizgranem jako miejscem powstania relikwiarza hermowego świętego Zygmunta opowiedział się również ks. profesor Ryszard Knapiński, wybitny znawca sztuki kościelnej na Mazowszu. Pewnym przełomem w dyskusji na temat miejsca pochodzenia hermy okazały się jednak badania czeskiego historyka sztuki Emmanuela Poche, który zwrócił uwagę na działalność artystyczną z kręgu cesarza Karola IV Luksemburskiego, wielkiego czciciela świętego Zygmunta, a także na działalność fundacyjną jego (czwartej) żony, Elżbiety Pomorskiej, wnuczki króla Kazimierza Wielkiego. To właśnie królowa Elżbieta w 1371 r. ufundowała dla praskiej katedry nową, wykonaną ze złota hermę, na relikwie świętego Zygmunta, które wcześniej przechowywane były w srebrnej hermie z około 1355 r., i przyozdobionej złotą koroną Św. Wacława. O ile koronę – najważniejsze insygnium czeskie – po ufundowaniu nowej hermy nałożono na złote popiersie, o tyle srebrną hermę Elżbieta miała przekazać w darze swemu dziadkowi, królowi Kazimierzowi Wielkiemu, jeszcze przed śmiercią? (król zmarł w 1370 r.). Ten zaś ofiarował ją katedrze płockiej, gdzie od dwóch stulecie święty król Burgundii (Zygmunt) cieszył się wielkim kultem, również jako patron miasta i współpatron miejscowej katedry. A więc Kraków, Akwizgran czy Praga? Gdzie powstała płocka herma? To jedna z najbardziej zawiłych zagadek związana z tym skarbem.

Jeżeli wiemy, że to nie na Mazowszu wykonano hermę świętego Zygmunta, rodzi się pytanie, dlaczego król Kazimierz nie umieścił jej w katedrze wawelskiej, ale przekazał ją do płockiej katedry? Może po prostu dlatego, że w Krakowie nie było relikwii czaszki świętego męczennika z Burgundii, a te z Pragi pozostały w katedrze na Hradczanach. Nieco więcej szczegółów na ten temat okoliczności, które można z tym darem łączyć, przekazał nam, blisko związany z dworem Kazimierza Wielkiego, podkanclerzy Janek z Czarnkowa, która w swojej kronice opisał następujące zdarzenie. Otóż we wrześniu 1370 r. król Kazimierz w czasie polowania na jelenia spadł z konia i złamał nogę. Kiedy wyruszył w drogę powrotną do Krakowa, wbrew zaleceniom swoich medyków, dojechawszy do Sandomierza, zażył ciepłej łaźni, przez co dostał wysokiej gorączki i ciężko zapadł na zdrowiu. Przewieziony do klasztoru cystersów w Koprzywnicy, walczył przez tydzień o życie i „ślubował Bogu i świętemu Zygmuntowi, że chce podźwignąć z ruin katedrę płocką, w której ze czcią przechowywane są relikwie Zygmunta króla i męczennika”. Kiedy rano oznajmił o tym ślubie Jankowi z Czarnkowa i innym obecnym, poczuł się lepiej, co uznano za cud, i wtedy polecił swemu kapelanowi, Janowi ze Skrzynna, aby niezwłocznie pojechał do Płocka i na własne oczy przekonał się o stanie płockiej katedry oraz liczbie wikariuszy katedralnych, którzy sprawowali w niej liturgię. Na tym kronikarz kończy swoją relację z Płockiem związaną, po czym opisuje śmierć i pogrzeb króla w listopadzie 1370 r. Większość historyków jest zgodna, że to właśnie wtedy, zgodnie z wolą króla, została przekazana do Płocka herma, w której umieszczono relikwie świętego Zygmunta. Dowodzi tego również inskrypcja fundacyjna na hermie pochodząca właśnie z 1370 r. O ile więc nie do końca wiemy, w jakim warsztacie złotniczym herma płocka została wykonana, to raczej nie powinniśmy mieć wątpliwości, że w roku śmierci króla Kazimierza, trafiła ona do Płocka, i od ponad sześciu stuleci, z 35-letnią przerwą, kiedy z Płocka zniknęła, cieszy ona oczy przybywających na ważne uroczystości do płockiej katedry.



Figura króla Kazimierza z jego sarkofagu

Komentarze obsługiwane przez CComment