ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Maszynista Czarnek i kierownik Kaczyński

No to elektorat pisowski dostał prezent na Dzień Kobiet i Mężczyzn... Ma swojego, partyjnego premiera rządu, który władzę obejmie, albo nie... za półtora roku.

Nominował go sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, a wybrańcem jest nie kto inny, tylko sam Przemysław Czarnek: były minister edukacji w byłym rządzie Morawieckiego, wcześniej wojewoda lubelski, poseł, profesor uczelniany KUL, wiceprezes PiS.

Namaszczenie Czarnka nastąpiło w Krakowie, w sali Sokoła, w której już prezes wyciągał, niczym króliki z kapelusza  Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego. Zaraz po tym przyszły premier, przyszłego rządu, przyszłej koalicji rządzącej zaskarbił sobie dwa przydomki: Maszynista oraz "OZE-sroze" (ale o tym później).

Rysunek satyryczny

Prezes PiS wymyślił sobie, że wskaże swojego człowieka na to (przyszłe) stanowisko, żeby zapobiec rozprzężeniu w partii i walkom frakcyjnym, a także rosnącemu niezadowoleniu szeregowych członków. A również po to, żeby było o czym (kim) mówić w przestrzeni medialnej, żeby był przekaz dnia.

Pamiętacie państwo, że ten pomysł „na premiera” już był przed laty stosowany? Wtedy był to „techniczny premier z tabletu”, Piotr Gliński. I trzeba przyznać, że ostatecznie, w dwa lata później, kiedy został sformułowany rząd PiS po wygranych wyborach w 2015 roku, Gliński został "kulturalnym" wicepremierem.

Teraz znów prezes sięga po ten manewr, bo od pewnego czasu PiS traci wyraźnie w sondażach. Coraz więcej przestępstw finansowych, jawnej i ukrytej korupcji, nepotyzmu i przypadków łamania prawa przez poprzednią ekipę wyłazi na wierzch i poważnie osłabia sympatie wyborcze do tej formacji. Mamy już pierwsze zarzuty prokuratorskie i sprawy w sądzie wysokich funkcjonariuszy tej partii. Są ucieczki winnych na Węgry. A to podobno dopiero początek...

Spory i kłótnie, które rozpoczęły się w politycznych gabinetach PiS przestraszyły i zirytowały Kaczyńskiego. Walczą bowiem obozy harcerzy” skupieni wokół Mateusza Morawieckiego oraz „maślarzy” Tobiasza Bocheńskiego i Jacka Sasina (nie licząc „sierot” po Zbigniewie Ziobrze). Liderzy tych frakcji nie szczędzą sobie publicznych uszczypliwości, mają inne pomysły, różnie też oceniają minione kadencje rządów PiS. Były premier Morawiecki zastosował „ucieczkę do przodu”, postawił na  budowanie swojego poparcia w terenie, objeżdża kraj kreśląc świetlany program swojego przyszłego rządu. Nie pomagały apele, prośby i groźby prezesa o opamiętanie się. Musiał sięgnąć po swój sprawdzony sposób – metodę dziel, rządź i nominuj. 

Osobiście i publicznie wskazał na kogo stawia. Nie jest to jednak Mateusz Morawiecki, który bardzo na to liczył, ani żaden z młodych, aktywnych pisowskich samorządowców: prezydentów Stalowej Woli czy Chełma. Wybrał Przemysława Czarnka. Twardego, wygadanego, bezczelnego. Gotowego do konfrontacji z rządem Donalda Tuska. Równocześnie (podobno) skłonnego do porozumienia się z grupą Morawieckiego i do łagodzenia nastrojów zwaśnionych środowisk. A także mile widzianego w mediach ojca Rydzyka oraz pałacu prezydenckim ( Czarnek był kandydatem na szefa kancelarii Karola Nawrockiego).

Nie wiem czy wymieniłem już wszystkie zalety przyszłego premiera... Aha, świetnego męża, ojca, dziadka oraz ...rzecznika i przyjaciela wszystkich polskich kobiet (tak chwaliły go posłanki PiS w telewizyjnym spocie).

Takiego kandydata na premiera podarował prezes PiS swojemu elektoratowi. Bo właśnie taką rolę - nieustraszonego, walecznego dowódcy, lidera i ...pędzącej lokomotywy na zderzenie z rządem Donalda Tuska i koalicją 15 października ma przed sobą Przemysław Czarnek. „Słyszałem, że mam być maszynistą w tym pociągu, ale kierownikiem pociągu zawsze będzie prezes Jarosław Kaczyński, a miejsca w nim mają wszyscy, całe PiS, ale na pierwszych miejscach muszą siedzieć najbardziej doświadczeni, nasi premierzy Beata Szydło i Mateusz Morawiecki...” - wypalił zaraz po nominacji "przyszły premier".

A kto będzie dosypywał węgiel do kotła w tym pociągu? Bo przecież nie będzie to lokomotywa na żadne "OZE-sroze" (tak o alternatywnych źródłach energii wypowiada się Przemysław Czarnek), tylko na nasz polski węgiel, nasze czarne złoto.

Stoi na stacji lokomotywa...Maszynista Czarnek wita was, ale w kuszetce przycupnął kierownik Kaczyński. Kto chce, niech wsiada do tego pociągu, ja poczekam na następny...

Komentarze obsługiwane przez CComment