No to elektorat pisowski dostał prezent na Dzień Kobiet i Mężczyzn. Ma swojego premiera rządu, który obejmie je za... półtora roku. Jak dobrze pójdzie...
Nominował sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, a wybrańcem jest Przemysław Czarnek, były minister edukacji w byłym rządzie Morawieckiego, wcześniej wojewoda lubelski, poseł, profesor uczelniany KUL, wiceprezes PiS. Namaszczenie Czarnka nastąpiło w Krakowie, w sali Sokoła, w której już prezes wyciągał, niby króliki z kapelusza, Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego.

Tak to sobie wymyślił prezes. Wskaże na przyszłość swojego wiernego człowieka na to stanowisko, żeby zapobiec rozbiciu partii, walkom podjazdowym oraz kłótniom. A ponadto, żeby przeciwstawić się marazmowi, apatii i rosnącemu niezadowoleniu szeregowych członków. Żeby mieli o czym (kim) mówić. Żeby media ten „news” kupiły i poniosły.
Pamiętacie państwo, że ten pomysł „na premiera” już był stosowany? Wtedy był to „techniczny premier z tabletu” Piotr Gliński. I trzeba przyznać, że ostatecznie, w dwa lata później, kiedy został sformułowany rząd PiS po wygranych wyborach w 2015 roku, Gliński został technicznym wicepremierem.
Teraz znów prezes sięga po ten manewr, bo od pewnego czasu PiS traci wyraźnie w sondażach. Coraz więcej przestępstw finansowych, korupcji, nepotyzmu i przypadków łamania prawa przez poprzednią ekipę wypływa na wierzch i poważnie osłabia sympatie wyborcze do tej formacji. Mamy już pierwsze zarzuty prokuratorskie i sprawy karne w sądzie wysokich funkcjonariuszy tej partii. Są ucieczki winnych na Węgry. A to podobno dopiero początek..
Teraz spory, które rozpoczęły się w politycznych gabinetach PiS, przekroczyły wyobrażenie Kaczyńskiego. Walczą dwa obozy: „harcerze” skupieni wokół Mateusza Morawieckiego oraz „maślarze” Tobiasza Bocheńskiego Jacka Sasina (nie licząc „sierot” po Zbigniewie Ziobrze). Liderzy tych frakcji nie szczędzą sobie publicznych uszczypliwości, mają inne pomysły, różnie też oceniają minione kadencje rządów PiS. Były premier zastosował „ucieczkę do przodu”, postawił na aktywne budowanie swojego poparcia w terenie, objeżdża kraj wzdłuż i wszerz, kreśląc świetlany program swojego przyszłego rządu.
Nie pomogły apele, prośby i groźby prezesa Kaczyńskiego o opamiętanie się. Przestały działać nawet tzw. przekazy dnia płynące z centrali Nowogrodzkiej. Prezes sięgnął więc po swój sprawdzony sposób – metodę dziel i rządź, nominuj, nagradzaj...
Osobiście i publicznie wskazał, na kogo stawia. Nie jest to jednak Mateusz Morawiecki, który bardzo na to liczył, nie będzie też żaden z młodych, aktywnych pisowskich samorządowców: prezydentów Stalowej Woli czy Chełma. Wybrał Przemysława Czarnka. Twardego, walecznego, wygadanego. Gotowego do konfrontacji z rządem Donalda Tuska, akceptowanego do współpracy z obydwoma Konfederacjami, ulubieńca toruńskich mediów Rydzyka. Równocześnie podobno skłonnego do porozumienia z grupą Morawieckiego i do godzenia zwaśnionych środowisk. Mile widzianego w pałacu prezydenckim (był kandydatem na szefa kancelarii Karola Nawrockiego). Słowem - idealnego.
Takiego kandydata na premiera podarował więc prezes PiS swojemu elektoratowi. Polacy mają uwierzyć, że ci, którzy rządzili, robili to świetnie, a obecna koalicja powinna czym prędzej odejść. Zastąpią ich ludzie na czele z Przemysławem Czarnkiem - Maszynistą
Bo właśnie taką rolę widzi „przyszły premier” już za półtora roku: „Słyszałem, że mam być maszynistą w tym pociągu, ale kierownikiem pociągu zawsze będzie prezes Jarosław Kaczyński, a miejsca w nim mają wszyscy, całe PiS, ale na pierwszych miejscach muszą siedzieć najbardziej doświadczeni, nasi premierzy Beata Szydło i Mateusz Morawiecki...” . A kto będzie dosypywał węgiel do kotła w tym pociągu? Bo przecież nie będzie to lokomotywa na żadne "OZE-sroze" (tak o alternatywnych źródłach energii wypowiada się Przemysław Czarnek). Tylko na nasz polski węgiel, nasze czarne złoto...
Stoi na stacji lokomotywa...Maszynista Czarnek wita was! Kto chce, niech wsiada do tego pociągu, ja poczekam na następny...






Komentarze obsługiwane przez CComment