Trwają konsultacje społeczne w sprawie budowy linii kolejowej Zegrze-Przasnysz, która przebiegać będzie między innymi przez Serock, Pułtusk i Maków Mazowiecki. Przejazd całym odcinkiem nowej trasy kolejowej ma wynosić niecałą godzinę. Wielkie plany, nadzieje, środki finansowe i dyskusje, często bardzo burzliwe, o czym można było przekonać się w minionym tygodniu (również na stronie internetowej TC). Wszystko to przypomina trochę historię sprzed półtora wieku, kiedy wytyczano na północnym Mazowszu szlak Kolei Nadwiślańskiej i prowadzono równocześnie pierwsze prace nad kilkoma jej odcinkami.
Przypomnę, bo pisałem już o tym na łamach TC, że Kolej Nadwiślańska, zwana w XIX wieku Drogą Żelazną Nadwiślańską, prowadziła od nadgranicznej Mławy, poprzez Ciechanów, Nowogieorgiewsk (Modlin), Warszawę-Pragę, Iwanogród (Dęblin), Lublin, Chełm aż do Kowla. Jak się szacuje cała linia liczyła w 540 km torów, 181 mostów i wiaduktów (z tego 76 żelaznych) oraz 27 stacji, w tym dwa murowane dworce w Lublinie i w Mławie, które były wybudowane już w chwili otwarcia kolei w 1877 r. Budynek dworcowy w Mławie miał część hotelową, restauracyjną, pocztową itd. Nocował na nim między innymi Bolesław Prus, a przez pewien czas pracował tu również Władysław Reymont. Budowa linii Kolei Nadwiślańskiej i jej późniejsza eksploatacja była jedną z najważniejszych inwestycji znanego warszawskiego potentata finansowego hrabiego Leopolda Kronenberga oraz jego synów i współudziałowców. Przynosiła ogromne zyski i dawała zatrudnienie tysiącom ludzi. Sam tabor kolejowy spółki szacowano na 36 parowozów, 700 wagonów towarowych oraz kilkanaście wagonów pocztowo-pasażerskich. Z funduszy spółki budowano domy dla pracowników kolei, szkoły, budynki użyteczności publicznej, a nawet wspierano budowę kościołów. Wytyczanie szlaków kolejowych, ich budowa i otwarcie było wyjątkowym wydarzeniem, a zarazem kołem zamachowym dla lokalnej i regionalnej gospodarki oraz początkiem procesów społeczno-ekonomicznych, które wkrótce zmieniły oblicze wielu miast, miasteczek i wsi na Mazowszu Północnym. Ale początki, tak jak obecnie, wcale nie były łatwe.

Tak wyglądała kolejowa nowoczesność sprzed blisko 150 lat. Rycina przedstawia stacje i mosty Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej – inwestycji, która zmieniła północne Mazowsze, ale zanim ruszyły pociągi, także budziła spory, opór i wielkie emocje
Zacznę od wytyczania trasy, która od 1873 r. była co najmniej dwa razy zmieniana. Właśnie w tym pierwszym projekcie trasa Kolei Nadwiślańskiej miała prowadzić przez Jabłonnę (Legionowo), Modlin, Serock, Pułtusk i dalej do Mławy. Jednak przez wpływowego współudziałowca spółki kolejowej, warszawskiego bankiera Jana Blocha, ówczesny minister kolei, Konstanty Nikołajewicz Posiet, postanowił trasę zmienić, i w 1874 r. ostatecznie zapadła decyzja, że od Modlina trasa nie będzie prowadzić do Serocka i Pułtuska, ale do Nasielska, leżącego w ówczesnej guberni łomżyńskiej, i dalej przez Ciechanów do Mławy, leżących w guberni płockiej. Z kolei rosyjskie władze wojskowe mocno pilnowały, aby nowa linia kolejowa, która miała również cele strategiczne, przebiegała w pobliżu twierdzy wojskowej Nowogieorgiewsk (Modlin), i dlatego szlak kolejowy zamiast prowadzić prostą drogą z Jabłonnej do Nasielska, przebiegał – i do dziś przebiega – dziwnym łukiem, aby dotrzeć do Modlina, u zbiegu Narwi i Wisły. Dodajmy, że te same rosyjskie władze nie wyraziły zgody na budowę odcinka kolei, który miał prowadzić z Ciechanowa do Płocka, przez Glinojeck, Drobin i Bielsk, co planowano jeszcze przed I wojną światową.
Inną sprawą byłyby lokalne uwarunkowania i opór społeczny, który dawał o sobie znać w wielu miejscowościach, w których wytyczano trasę kolei w połowie lat siedemdziesiątych XIX wieku. Pozostałością tych sporów jest do dziś przez mieszkańców odczuwalne położenie stacji kolejowej Nasielsk z dala od centrum miasta. Nie inaczej było w Mławie, gdzie dworzec kolejowy oraz cała infrastruktura związana ze stacją graniczną, jaką Mława wtedy była, powstały na dobrach Wólki Mławskiej i Woli Łomskiej, ale za pewną cenę. Otóż udziałowcy Kolei Nadwiślańskiej (dopiero w 1896 r. przeszła ona na własność państwa) zobowiązali się wobec mieszkańców Wólki, że z własnych środków wzniosą budynek szkoły elementarnej oraz kaplicę (kościół). W niektórych miejscowościach takie obietnice jednak niewiele dały. W okolicach stacji Pilawa – w odległości koło 5 km – znajdowała się huta szkła Gordliczki. Chciano więc wytyczyć i pobudować bocznicę do niej prowadzącą. Jednak miejscowi chłopi skutecznie to uniemożliwili. Nie udało się również pobudować bocznicy prowadzącej od stacji Nowy Dwór do centrum miasta. Niekiedy samo pojawienie się pierwszych pociągów Kolei Nadwiślańskiej było dla wielu Mazowszan „szokiem cywilizacyjnym”. Najlepiej świadczy o tym fakt zanotowany przez burmistrza Nasielska, Feliksa Rostkowskiego, że gdy 15 lipca 1877 r. o godz. 10.00 wyruszał pierwszy pociąg z Nasielska do Ciechanowa, to z trudem udało się namówić do darmowego przejazdu zaledwie kilku młodych, odważnych młodzieńców, którym obiecano, że na dworcu w Ciechanowie otrzymają syty obiad zakrapiany wódką, co też się stało.
Dziś z korzyści płynących z połączeń kolejowych zdaje sobie sprawę wiele osób, również korzyści ekonomicznych i społecznych. Jednak burzliwe dyskusje nad wytyczaniem nowych tras, a także towarzyszące im emocje, przypominają te sprzed lat. Widać historia lubi się powtarzać, a kolej, tak jak w „wieku pary i elektryczności”, tak i w „wieku smartfonów” ciągle potrafi ludzi fascynować i zarazem budzić sprzeciw.






Komentarze obsługiwane przez CComment