Zaprawdę powiadam wam, przedewiośnia podmuch we powietrzu czuć. Słonko raźno promieniowaniem superfioletowym lico grzeje, chmurek ci u nas posucha, Celsjusz wzrostu pokaźnego, ptactwo ćwierkać poczyna, kwiecie mrugać, robactwo z wolna wyłazić, z dala boćki słychać się zdaje, znade wschodnich krain napalmu zapach o poranku, machin latających rubaszny stukot, kul armatnich świst frywolny, a pośród odgłosów owych natury ajatollahów bluzgi, fatwy i pomstowanie.
Zaiste, człek u wiosny progu ze naturą we zgodzie żywot swój wieść raczy, jako Pan Bóg przykazał. Człek wszak zwierzem się jawi, i jakoż na zwierza przystało, instynktom swym pierwotnym zadość czynić musi. W porze wszak owej zwierz każden terytoryum swe oznaczyć musi, coby zwierz wtóry wiedzieć raczył, gdzież miedza, wpływy i niewiasty jego. Czas to wszak marcowania, rui i cieczki, przeto waćpan zwierz małpiego rozumu dostaje miesiąca owego trzeciego i ze waćpanami zwierzami zewsząd wojować poczyna. Instynktu zwierza wszak siła większa, niźli mózgowia człeczego, albowiem mocniejszym jest testosteron trunkiem, niźli glutaminian, li insze acetylocholiny.
Kiedy promieniowanie superfioletowe lico prażyć poczyna, czas to nor swych opuszczania, coby na łowy wyruszyć. Na czele watahy owej zawżdy samiec alfa stoi, co najsilniejszym jest, ze przyrodzeniem najpokaźniejszym i ze licem we pomarańczy kolorze soczystej najbardziej. Bywa, iże na udeptanej ścieżce do boju pomiędzy samcami alfa dochodzi i tedy we boju owym straszliwym do łowów wiecznych krainy udać się jeden musi, gdzież hurys kopa i tuzin oczekiwać go raczy w podzięce za czyny jego zacne. Tedy wataha jego, acz głowy pozbawiona, jako kur co czekał niedzieli, flagi białej dobywać ani myśli i ciskawszy zewsząd gromy we kierunkach wszystkich jakoby buhaj rozjuszony pode ścianę zapędzony, żywot watasze agresora uprzykrzawszy, plany jego chyżej operacyi bezczelnie niweczywszy i kosztownym czyniwszy strawę dla dorożkowych koni.
Bój we naturę człeczą wpisan nieodłącznie i ode boju człek uciec nie raczy. I choćby się człek zarzekał, iże pokoju ci on gołąbek i tyluż bojom zapobiec raczył, iże nagrody ci on godzien, bój człeka zawżdy dopadnie. Albowiem lubuje się człek we boju i bój mu miły, przeto wiary po temu nie dawajcie, iże kto prawi, jakoby ci on do rany przyłóż. Ano przyłoży ci on, zaiste, albowiem takaż natura człecza. Zwierzem my, acz naczelnem. I jakoż zwierz jedyny, bój my toczym ku uciesze samej, kiedy zwierz inszy jeno coby przetrwać. I jeno tudzież różnica i jeno owo dictum człekiem nas czyni.
Gdzie nie spojrzeć, kurz bitewny i oręża szczęk. Szczerzą kły ci, co onegdajszych rewolucyi nostalgyę we sobie niosą. Pazury wysuwają ci, co cywilizacyi krużganek podobno dzierżą. Król zwierząt pomarańczowy na watahy wszystkie wokół groźnie łypie. Drapieżnik ze syberyjskiej watahy zawzięcie stado sąsiednie kąsa. We krainie owej, gdzie bursztynowy świerzop, bój odwieczny o tereny łowne trwa pomiędzy watahami dwiema ze starymi samcami na czele, co podgryzani są przeze wilki młode o pozycyę swą we hierarchyi bój toczące. Warczy i na ciechanowskich stepach jeden na drugiego przeze blizny różnorakie we boju drzewiej doznane, rany niezagojone rozdrapywawszy.
Zaprawdę, we zgodzie ze naturą człek żywot swój wiedzie. Ze całem inwentarza owego dobrodziejstwem. Nie od dziś wszak wiadomo, iże to jeno zacne, co naturalne. Ci przetrwać raczą, co najsilniejsi jeno i jeśli twój gatunek przetrwać raczył, we prawice klaszcz.
Selekcya naturalna.






Komentarze obsługiwane przez CComment