ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Między "Lalką" a "Lalką"

W ubiegłym tygodniu można było obejrzeć 6-odcinkowy serial "Lalka", oczekiwany z niecierpliwością przez miłośników twórczości Bolesława Prusa. Zrealizowany został przez Netfiksa wg. scenariusza Pawła Demirskiego, Jagody Dutkiewicz oraz Pawła Maślony, który również jest reżyserem. W Stanisława Wokulskiego wcielił się Tomasz Schuchardt, a Izabelę Łęcką zagrała Sandra Drzymalska. 

Najpierw były przecieki, a w miarę zbliżania się premiery serialu, coraz bardziej wiarygodne doniesienia, że będzie on odbiegał od powieściowego oryginału, od treści i intencji naszego wybitnego pisarza, który, jak wiadomo pisał swoją powieść (najpierw w odcinkach w prasie) w końcu XIX wieku. Oczekiwano więc, że będzie to "Lalka" godna naszych czasów.
Nie mniej, to co obejrzałem przerosło moje oczekiwania. Pozytywnie! Na taką "Lalkę" liczyłem (sorry, panie Bolesławie), takich bohaterów chciałem zobaczyć, choć oczywiście nie miałem pojęcia, w którą stronę autorzy filmu mają zamiar się udać.

Jestem zachwycony, podobnie jak wtedy gdy oglądałem pierwszą ekranizację książki wg. scenariusza i w reżyserii Wojciecha Hasa z 1968 r., a po 10 latach latach drugą - serial telewizyjny w reż. Ryszarda Bera. Można powiedzieć - dojrzewamy razem z "Lalkami".

Jak wiadomo dzieło Bolesława Prusa to portret społeczno-obyczajowy Warszawy ostatniego ćwierćwiecza XIX w. Przedstawia obraz polskiego społeczeństwo, jego warstw społeczno-zawodowych, ich hierachie wartości, problemy, zwyczaje, konwenanse, przywary i zalety. Na przykładzie głównych bohaterów i ich środowisk: kupca Stanisława Wokulskiego i arystokratki Izabeli Łęckiej. Historię ich obsesyjnej miłości, niespełnionego romansu. 

Teraz ostrzeżenie do uczniów szkół średnich - uważajcie jak będziecie przy lekturze szkolnej korzystać z gotowców i róznych ściąg. Póki co nie korzystajcie z serialu Netfliksa, bo o ile dwie poprzednie ekranizacje przystają jakoś do fabuły "Lalki" Prusa, to wersja Pawła Maślony jest… zupełnym odjazdem. I klasyczna pani polonistka może się zdziwić.

Mamy tę samą XIX-wieczną Warszawę, pałace i sklepy, powozy i ulice, suknie, surduty, rekwizyty, ale postaci, ich postępki, język i sposób bycia są zupełnie współczesne. Łącznie z przekleństwami, obelgami i powiedzonkami, których nader często zdarza się im używać. 

Ze starego Prusa zostało niewiele. Niektórzy bohaterowie otrzymali bardziej rozbudowane role, innych nie ma wcale. Za to są całkiem nowe wątki i bohaterzy (m.in Eliza Orzeszkowa i jej emancypacyjne środowisko z redakcji "Bluszcza"). Serial płynnie zmienia konwencje, od kina obyczajowego do kryminału i thrillera, jest też trochę kina akcji. W dwóch ostatnich odcinkach zwroty akcji są tak dynamiczne, że trudno przewidzieć dokąd to wszystko zmierza i jak się skończy. Bela nie jest już tą mdławą arystokratryczną lalką i przekracza swoje klasowe ograniczenia, Wokulski gruboskórnym prostakiem, subiekt Rzecki, rówieśnik i prawdziwy druch Stacha, wcale nie wygląda na poczciwego, stetryczałego kombatanta... Czarne charaktery: hrabia Starski i baron Krzeszowski zachowują się jeszcze paskudniej, niż w książce i poprzednich ekranizacjach. A księżna Zasławska, która w książce i poprzednich wersjach filmowych była sprzymierzeńcem Stacha i pozytywną, ciepłą postacią, tu jest jego wrogiem, betonem arystokratycznym i ezgemplifikacją poglądów całej tej sfery na porządek społeczny i jakiejkolwiek próby jego zmian. I tak dalej...

Ale dość już o tej "Lalce". Bo z niecierpliwością czekam na nową wersję powieści B. Prusa. Będzie to film kinowy w reżyserii Macieja Kawalskiego, a role główne zagrają Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska. Premiera 30 września...

Komentarze obsługiwane przez CComment