Ludzie coraz częściej rozmawiają o wojnie. Słyszą, że Trump grozi Iranowi atakiem nuklearnym. Słyszą, że Putin albo jego przyboczni grożą Europie kolejną "specjalną operacją wojskową", co jest oczywiście eufemizmem takim samym jak inwazja na Ukrainę ponad cztery lata temu. W dodatku, Rosja próbuje odciąć Ukrainę od dostaw, atakuje infrastrukturę, centra komunikacyjne i logistyczne, dokonuje aktów dywersji, próbuje zastraszyć wszelkimi sposobami, często przekraczając granice państw, eskalując napięcia. W przypadku Polski grożą nawet, że nas "zniszczą w mgnieniu oka".
Nic dziwnego, że rząd musi reagować na prowokacje, wojna w Ukrainie bowiem rozgrywa się również w pobliżu granicy z Polską. Nasze samoloty, czołgi, radary muszą być w nieustannym pogotowiu. Premier Tusk nieustannie ostrzega, opozycja zaś postrzega jego słowa jako straszenie i krytykuje. Ale gdyby nie ostrzegał, gdyby tylko z patosem zapewniał, że jesteśmy "zwarci i gotowi" byłoby lepiej? Zwłaszcza gdyby (odpukać w niemalowane) doszło do najgorszego? Minister Sikorski dodaje, że Rosja przygotowuje "coś dużego", co prawdopodobnie wyjaśni się do końca roku. To enigmatyczna, złowroga przepowiednia, dzwon na trwogę.
Ale dziś nie zamierzam weń uderzać. Jest piękna jesień, tam gdzie odpoczywam (w Busku-Zdroju) i za mało mam wiedzy o tym, co zamierzają wielcy tego świata. Dziś bardziej interesują mnie sprawy rozgrywające się na polskim podwórku, mające wpływ na nasze życie, niezależnie od tego, jak rozstrzygają się konflikty bliskie i dalekie, choć reperkusje tych konfliktów i tak odczuwamy każdego dnia, płacąc np. za paliwo. Świat jest systemem naczyń połączonych. Podobno trzepot polskich motyli odczuwają w brazylijskiej dżungli, świetny temat dla kogoś kto chciałby uzyskać Antynobla (tyle że już chyba zbadany). W ubiegłym roku, jedną z nagród przyznanych podczas 35 gali w Bostonie, w gronie laureatów znalazł się polski naukowiec, Marcin Zajenkowski z UW, za pracę nad narcyzmem i inteligencją. Moim zdaniem, im kto bardziej inteligentny, tym mniej narcystyczny i vice versa. Ale co ja tam wiem... To jednak temat aktualny, w kontekście fenomenu popularności Donalda Trumpa. No i prezydent Nawrocki świetnie by się odnalazł w tak skrojonym temacie.
Tematem zapalnym w polskim pejzażu politycznym jest kwestia Trybunału Konstytucyjnego. Jedni mówią, że jest Trybunał i działa, inni mówią, że go nie ma, że to tylko wydmuszka. I zdaje się, wzorem żydowskiego rabina, trzeba wszystkim przyznać rację, jakkolwiek częściową. Trybunał jest bo stoi ciągle budynek w Alei Szucha. A nie ma go, bo są tam nadal dublerzy, nie mający atrybutów sędziowskich i w związku z tym, rząd nie publikuje wyroków. Jeśli nie publikuje to nie wchodzą w życie, nie mają mocy. Jednakże jest też wydmuszką Trybunału, bo są tam jacyś sędziowie, czasem się zbierają i udają że deliberują. Nie ma pełnego składu, koniecznego choćby do przygotowania planu budżetu. Pan prezydent, w tych stosunkowo rzadkich przypadkach gdy nie chce całkowicie wetować rządowych ustaw a zarazem nie chce, aby rząd rejestrował sukcesy, odsyła legislację do takiego Trybunału jaki jest, żeby tam sobie spokojnie przeleżała. Taka sytuacja prezydentowi odpowiada. Dla obywateli jednak to nieszczęście, ich sprawy nie będą w ogóle załatwiane.
Problemów z Trybunałem jest coraz więcej. To już nie tylko dublerzy z pisowskiego nadania, nie tylko niekompetentni, upolitycznieni sędziowie, zawsze ferujący wyroki korzystne tylko dla jednej partii (tj. PiS), to przede wszystkim osoba jego prezesa, Bogdana Święczkowskiego, wybranego także głosami dublerów (a więc nieuznawanego przez konstytucjonalistów oraz europejskie trybunały). Fakt, że nie dopuszcza on do orzekania kilkoro prawidłowo wybranych sędziów to sytuacja bez precedensu. Sejm (organ powołany przez konstytucję, m.in. w tym celu),wybrał w ostatnich tygodniach ośmioro sędziów, spośród których prezydent Nawrocki dopuścił do złożenia przysięgi tylko troje. Włącznie z ostatnio powołanym sędzią Maciejem Berkiem, pięcioro sędziów nie zostało przez niego uznanych za godnych złożenia takiej przysięgi. Rzecz w tym, że konstytucja RP nie daje prezydentowi takiej kompetencji (prerogatywy), aby mógł sobie wybierać, który sędzia mu się podoba, a który nie. Najwyraźniej w grę w chodzą kryteria polityczne, ale niezależnie od tego jakie są przesłanki jego odmowy, wszystkie są niezgodne z konstytucją. Konstytucja nie przyznaje mu żadnej uznaniowości w tym względzie. Sędziowie składają przysięgę jako ostatni etap procesu nominacyjnego, prezydent winien im to umożliwić niezwłocznie, podać termin i miejsce złożenia przysięgi.
Ale prezydent najwyraźniej odmawia zaprzysiężenia pięciorga sędziów w kolejnej odsłonie jego wojny z rządem. To poważna sprawa. Bo to jest aż jedna trzecia nominalnego składu TK (15 sędziów). Tego jeszcze nie było w historii polskiego konstytucjonalizmu.
Co będzie dalej? Dotychczas czworo sędziów, nie dopuszczonych do orzekania, siedziało w korytarzu, albo w bibliotece. Sędzia Berek jest zdeterminowany nie pójść w ich ślady. Ale co może zrobić? Scenariuszy jest wiele, żaden nie jest idealny i na tym bazuje prezydent Nawrocki. On nie przyjmuje przysięgi, prezes Święczkowski ma pretekst żeby sędziów nie dopuścić, może więc manipulować składami jak chce (tak jak to robiła poprzednia prezes Julia Przyłębska) i wszyscy w PiS-ie są zadowoleni. Jasne jest, że zarówno prezydent Nawrocki jak i prezes Święczkowski naruszają prawo. Nic im nie można zrobić bo mają immunitety. W przypadku prezydenta koalicja rządząca nie ma większości kwalifikowanej żeby go postawić przed Trybunałem Stanu, gdyby zaś zatrzymać Święczkowskiego, trzeba by wystąpić o zgodę do ...prezesa TK, którym właśnie on jest, albo do jego zastępcy sędziego Sochańskiego, także z nadania PiS. To zatem nie przejdzie. Wariant siłowy, z użyciem policji i służb byłby karkołomny, biorąc pod uwagę ewentualną reakcję pisowskiego elektoratu a także międzynarodowej opinii publicznej. Ale taki wariant nie jest wykluczony. Opowiadają się za nim niektórzy prawnicy (jak na przykład profesor Wojciech Sadurski), natomiast sam premier powiedział, że już nie będzie "grzeczny" i gdy zasiada do gry w szachy a ktoś wymachuje nad nim kijem bejsbolowym, nie będzie grzecznie czekał aż go uderzą. Niecierpliwi się także nowo powołana Krajowa Rada Sądownictwa. Cały wymiar sprawiedliwości cierpi z uwagi na uwiąd głównego organu polskiego wymiaru sprawiedliwości. A rząd, jak dotąd, nie umie sobie z tym wszystkim poradzić. Czy czeka nas jakiś przełom w tym zakresie?
Ostatnio zostały wysunięte zarzuty wobec pracowników TK, między innymi kierowniczki kancelarii z tytułu niewpuszczenia sędziów na salę obrad. Zobaczymy, czy to przyniesie zmianę ich zachowania.
Trybunał stracił autorytet i jest jasne, że długo go nie odzyska. W mojej opinii, powinniśmy postawić na tzw. rozproszoną kontrolę konstytucyjności, co oznacza że sędziowie sądów powszechnych, a także Sądu Najwyższego winni mieć większą możliwość niż obecnie badać zasadność unormowań poszczególnych ustaw, pod kątem ich zgodności z konstytucją. W tej chwili obowiązuje zasada, że ustawa jest konstytucyjna, dopóki Trybunał Konstytucyjny nie uzna że jest inaczej. To daje ogromną przewagę politykom, którzy mają przecież wpływ zarówno na stanowienie prawa jak i na wybór sędziów Trybunału.
Sprawa jest gorąca, żeby nie powiedzieć wybuchowa, zapalna. O ile Trybunał miał być w założeniu bezpiecznikiem konstytucyjności ustaw, o tyle na obecną chwilę bezpiecznik jest przepalony. Jeśli się go zapali i wybuchnie, iskry mogą objąć pożarem państwo. Nie ma dobrego wyjścia. Ale jednak jakieś jest lepsze, niż żadne.






Komentarze obsługiwane przez CComment