ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Okupacyjne dowcipy i powiedzonka klukowskiego proboszcza 

W jednym z ostatnich numerów TC ukazał się artykuł Pawła Słupskiego o narodzinach socjalizmu na Mazowszu widzianych oczami ks. Marcelego Przedpełskiego, który od 1917 r. przez 30 lat był proboszczem w Klukowie, leżącym na skraju powiatu pułtuskiego. Prowadzona przez księdza kronika, nieraz już przeze mnie w felietonach przywoływana, zawiera między innymi wiele informacji i obserwacji z okresu okupacji niemieckiej na północnym Mazowszu.

Wśród opisu walk, zbrodni popełnianych przez Niemców i Rosjan, zapisów dotyczących eksterminacji ludności polskiej i żydowskiej z terenu rejencji ciechanowskiej oraz zwykłej okupacyjnej codzienności, czy nietypowych zjawisk atmosferycznych, proboszcz chętnie odnotowywał też różne zasłyszane w radiu (jego słuchanie było zabronione), a także przeczytane w prasie, doniesienia. Od czasu do czasu lubił również notować „ku pamięci” zasłyszane wśród miejscowej ludności dowcipy, powiedzonka oraz przyśpiewki. Niektóre z nich, wyrwane z kontekstu, mogą być nie do końca zrozumiałe, inne śmieszą, bo przypominają znane z historii, choć traktowane z przymrużeniem oka, wydarzenia i postaci. Podobnie jak okupacyjne piosenki śpiewane na ulicach okupowanej Warszawy, tak i one miały przede wszystkim podnosić na duchu miejscową ludność, niekiedy bawić, a kiedy indziej wlewać nadzieję w serca tych, których okupacyjna rzeczywistość wyjątkowo doświadczyła.

W zapisce z 1940 r. – zapewne jeszcze jako echo wydarzeń z 1939 r. – ksiądz Przedpełski odnotował krążącą wśród miejscowych przyśpiewkę/powiedzonko: „Hitler wziął Hachę pod pachę, a to z tej uciechy, że wziął Polskę i Czechy”. Kanwą było berlińskie spotkanie Adolfa Hitlera z prezydentem Czechosłowacji Emilem Háchą w nocy z 14 na 15 marca 1939 r., po którym Hácha podpisał dokument, w którym powierzył w „opiekę” Hitlera tereny swego państwa i losy narodu czeskiego. W dłuższej wersji zdanie to stanowiło werset okupacyjnej piosenki: „Hitler Hachę wziął pod pachę, poszli sobie na kiełbachę. Hacha z wielkiej tej uciechy, Hitlerowi oddał Czechy. Protektorat poczuł biedę, Hitler krzyczy: Chcę Kłajpedę. Litwa mówi: Chcę spokoju, masz Kłajpedę, głupi gnoju. Hitler tak się rozochocił, że i nas o Gdańsk poprosił. Potem przybrał groźną minę i wziął Rusom Ukrainę. Wziął Białoruś, i bez żalu, chciał wziąć Rosję do Uralu. A gdy spotkał się z odmową, dostał kopa lewą nogą”.

Po ultimatum Hitlera wobec Wielkiej Brytanii w lipcu 1940 r. i niezłomnej postawie Churchilla na Mazowszu zaczął krążyć pewien dowcip. Przypłynęły do Niemiec z Ameryki dwa okręty z młotkami. Na to pyta jeden drugiego: „Na co to?” „A to widzisz na to – odpowiada pytany – aby sobie Niemcy myśli z głowy wybili o swoim zwycięstwie”. Po zaatakowaniu Grecji przez faszystowskie Włochy pojawiło się powiedzonko: „Mówi Hitler – słuchaj Benito, podobno cię obito? Na to Mussolini: Nie udawaj Greka, bo i ciebie to czeka”. Z kolei po zawiązaniu koalicji Berlin – Rzym – Tokio, a także trwającej już od roku okupacji Mazowsza, ułożono następującą rymowankę: 
„Ile ma drabina szczebli, ile Niemcy skradli mebli,
ile dzieci jest bez ojców, ilu nowych jest folksdojczów,
ilu chłopów ciągnie pasek, ilu Żydów bez opasek,
ile maku jest w makówce, ile kłamstw jest w gadzinówce,
tyle szczęścia i zdobyczy Polska koalicji życzy”.
Kolejne żarty pojawiły się po samolotowej ucieczce Rudolfa Hessa do Wielkiej Brytanii w maju 1941 r. Jeden z nich opowiadał o napisach, które miały pojawić się w Rzeszy: „Zginął pies, nazywa się Hess. Kto znajdzie sk…syna niech go odstawi do Berlina”. Natomiast jeden z dowcipów głosił, że Hitler miał wobec Hessa tylko jedną pretensję: „Słuchaj no Hess, czemuś ty mnie ze sobą nie zabrał, jak uciekałeś do Londynu?”. 

Kiedy miesiąc później wybuchła wojna niemiecko-rosyjska natychmiast zdominowała ona wszelkie żarty i dowcipy. Jeden z nich opowiadał o spotkaniu Führera z Napoleonem Bonaparte. Hitler wyciąga do Napoleona rękę na powitanie. Napoleon pyta: „Kto to jest?” Hitler: „Jestem wodzem Niemiec, idę obecnie na Moskwę”. Napoleon na to: „Podam ci rękę, ale jak wrócisz z Moskwy”. Kolejny z żartów głosił, że Niemcy zabrali ostatnie dwa miasta na drodze do Moskwy. Jakie? „Halt” i „Zurück”. Natomiast sylwestrowy dowcip z 1941 r. promował powinszowania wodzów: „Hitler – Duce! Ja już pewnie spod Moskwy nie wrócę; Führerze! Ja już na obie łopatki leżę!”. Rok później wierszyk ten krążył w nieco rozbudowanej formie. Hitler do Mussoliniego: „Słuchaj Duce, ja spod Stalingradu pewnie już nie wrócę”. „Führerze – odpowiada Mussolini – mnie Anglik już ostatnią kolonię bierze”. Na to papież: „O Baranku Boży, będzie jeszcze gorzej”. Do tego powstała też ludowa przyśpiewka z początku 1942 r.:
„Czemu ty Hitlerze tam pod Moskwą stoisz,
czy na Włocha czekasz, czy się mrozu boisz?
Na Włocha nie czekam, mrozu się nie boję, 
«Oś» mi nawaliła i dlatego stoję. Oj dana, dana”.
Natomiast jeden z ówczesnych dowcipów głosił, jak to Hitler pojawił się u wróżki. A ta do niego: „W styczniu kicha ci nawali, w lutym Oś ci pęknie, w marcu utracisz prawo jazdy”.

Wśród miejscowych krążyły ponadto historyjki o znanych przed wojną gwiazdach kina i radia. Jedna z takich opowieści dotyczyła Adolfa Dymszy, który w czasie występu w Warszawie, biorąc się za klapy tużurka mówił: „Klapa na wschodzie, klapa na zachodzie”, dotykając się klatki piersiowej mówił dalej: „A z wiktorii nic! W żołądku zaś – guzik! A wiecie państwo kto to jest? – To ja, Adolf!”. Podobno miał być za ten dowcip aresztowany. Kolejna historyjka dotyczyła Szczepcia i Tońcia, czyli gwiazd lwowskiego radia. Raz mówi Tońcio: „Słuchaj Szczepciu! Mnie się każdy Niemiec ukłoni i spełni czego żądam”. Szczepcio: „Idź ty durny, Niemiec by spełnił twoje żądanie?”. Tońcio: „Chodź na ulicę, to zobaczysz”. Wyszli na ulicę. Tońcio kłania się uprzejmie napotkanemu Niemcowi: „Morgen! Całuj mnie w dupę”. Niemiec: „Was? Was?”. Tońcio: „Tak. Możesz nas obydwóch pocałować”, po czym mówi do Szczepcia: „A widzisz”. I poszli dalej śmiejąc się z Niemca.
 
Nie brakowało również lokalnych powiedzonek i przyśpiewek. Jeden z volksdeutschów spod Makowa mawiał podobno: „Pszenicy nie mieleta, a mąkę pszenną mata; radia nie mata, a wszystko wieta; wojska nie mata, a wojnę wygrata”. Z kolei po przełamaniu linii frontu na Wschodzie oraz na Zachodzie, coraz częściej wśród miejscowych powtarzano: „Powiem ci na ucho, że z Niemcami bardzo krucho”. Natomiast jeden z ostatnich okupacyjnych dowcipów opowiadał o pobycie Hitlera w restauracji w Wiedniu. Hitler pyta lokaja: „Co tu ludzie mówią o mnie i moim zwycięstwie?”. Lokaj: „Pssyt! Tu nie można! Później”. Führer nie ustępuje: „No co?” Lokaj: „Pssyt! Teraz nie można, słuchają”. Ten znowu: „No co?” „Teraz nie można, chyba jak wyjdziemy na ulicę” – odpowiada lokaj. Wyszli. Hitler: „Więc gadajże! Dużo ludzi wierzy w moje zwycięstwo?” Lokaj odpowiada: „Teraz ja jeden wierzę, poza tym nikt”. 

Nawet wtedy, kiedy już Niemców przegnano, humor okupacyjny pozostał. I znowu ksiądz Przedpełski zanotował, że wśród jego parafian opowiadana jest rozmowa dwóch przedwojennych dowcipnisiów z Radia Lwowskiego, którzy tak charakteryzowali nowe położenie Polski. Tońcio pyta Szczepka: „Słuchaj Szczepciu miły, gdzie my teraz jesteśmy”. Na to Szczepcio: „Ty durny Tońciu, ty dotąd nie wiesz, gdzie my jesteśmy. W Betlejem bracie, w Betlejem!” Tońcio: „Wytłumacz mi, miły Szczepciu, jak to może być?” Szczepcio: „Patrz, durny, świeci nam gwiazda teraz, są bydlęta i wiele innych oznak betlejemskich”. „Ach! Teraz kochany Szczepciu, rozumiem, gdzie my jesteśmy” – mówi uspokojony Tońcio. Nie brakowało jednak i takich mieszkańców północnego Mazowsza, którzy wcale nie dla żartów, w imieniny Stalina (19 marca) oraz w święto 1 maja 1945 r. śpiewali hymn Polski z takim refrenem: „Marsz, marsz za nami, nie chcem żyć z panami, faszystów wydusim, a zwyciężyć musim”. Ale to już zupełnie inna historia.

Komentarze obsługiwane przez CComment