ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 44 96 sekretariat@tygodnikciechanowski.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 15.00

Zabawa w berka  i inne fikołki

W szybkim, dystopijnym świecie w którym żyjemy wydaje się, że nic nas już nie powinno zdziwić. A jednak... Zbyt łatwo poddajemy się ekwilibrystyce ludzi, którzy z racji nie tyle wieku i urzędu ile zwykłej przyzwoitości, powinni traktować nas poważniej. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z wyższymi urzędnikami lub politykami.

Na pierwszy plan wysuwa się "zabawa w Berka". Zabawa z lat szkolnych dobrze się kojarzy, przełożona na grunt polityki już niekoniecznie. O co tu chodzi? Polski Trybunał Konstytucyjny praktycznie nie działa. Jest upolityczniony głównie poprzez prezesa Bogdana Święczkowskiego oraz  dublerów (powołanych na miejsca zajęte przez prawidłowo wybranych sędziów), orzeka wyłącznie w sprawach małej wagi i to bardzo rzadko, w porównaniu do poprzednich lat, zaś jego "wyroki" nie są przez rząd publikowane, nie obowiązują. W dodatku TK, jako że nie jest obiektywny i niezależny, nie jest uznawany przez unijne trybunały. Rząd Tuska postanowił TK odpolitycznić. Między innymi poprzez wysunięcie kandydatury Macieja Berka na sędziego, który ma tam zrobić porządek. Rzecz w tym, że Maciej Berek jest ministrem w rządzie, ponoć prawą ręką Tuska, zatem osobą de facto polityczną. A przecież Donald Tusk obiecywał przywrócić praworządność, wysuwać jedynie kandydatury sędziów nie związanych z żadną formacją.  Wokół tej sprawy zrobiła się wrzawa i cała "zabawa" wygląda na arcypoważną. Jak zwykle nie wszyscy grają czysto.

Na przykład poseł PO Maciej Tomczykiewicz wprawdzie stwierdził, że ta kandydatura to zły pomysł, ale okazało się, że na liście posłów którzy zgłosili tę kandydaturę jest i... jego nazwisko. "Niezły fikołek", stwierdziła posłanka Paulina Matysiak (która sama znana jest z politycznych fikołków). Jak by powiedział Lech Wałęsa - poseł jest "za, a nawet przeciw". Zawsze twierdziłem, że polityk deklarujący dwie przeciwstawne opinie jest po bezpiecznej stronie. Na przykład Paulina Matusiak deklaruje poglądy od lewa do prawa (od Zandberga do Brauna), taki szpagat zapewnia jej stałą obecność w mediach i coraz większą popularność. Politycy trzymający się stałych zasad są po prostu nudni. Pewnym kuriozum są posłowie nowego Stowarzyszenia Rozwój Plus, którzy z hukiem wypisali się z partii PiS, tylko po to, by w nowej formacji głosić te same poglądy jak poprzednio, zarazem odcinając się od przeszłości, którą aktywnie współtworzyli. Ale to jest fenomen politologiczny na skalę światową. I nie jest to błahy fikołek, tylko całkiem niezły fikoł.

Podobnie z Berkiem. Tusk i jego ludzie wysunęli tę kandydaturę sugerując, że mają jakiś ukryty plan, i że tej jesieni sprawa się wyjaśni, a TK zacznie działać. Przypomnę, że czterech sędziów tego trybunału, prawidłowo wybranych przez Sejm, nie może w ogóle orzekać, albowiem prezydent Nawrocki uzurpuje sobie prerogatywy, których nie posiada. Tych czterech nie zaprzysiągł, a ich przysięga, złożona w Sejmie "wobec prezydenta" nie została uznana przez prezesa Święczkowskiego. Jeśli TK nie działa, nie funkcjonuje też konstytucja, w każdym razie nie tak, jak zgodnie z preambułą działać powinna. Zatem czeka nas ciekawa jesień. Moim zdaniem, jeśli nawet Maciej Berek zostanie wybrany przez Sejm (co wcale nie jest pewne), prawdopodobnie Karol Nawrocki nie zechce go zaprzysiąc i będziemy mieli już pięciu sędziów siedzących w korytarzu trybunału. I jaki wtedy Tusk zrobi fikołek? Siłą tych sędziów przecież nie wprowadzi, pomimo zaklęć że preferuje "demokrację walczącą". Gdyby tak było, już dawno mógłby ostro interweniować, bo wszyscy poważni eksperci prawa twierdzą, że Bogdan Święczkowski rażąco narusza prawo. Cokolwiek Tusk zrobi, opozycja i tak nie zostawi na nim suchej nitki. Jeżeli plan nie wypali, albo okaże się że żadnego nie było, zmiażdżą go też dotychczasowi zwolennicy. Bo dzisiaj mało kto docenia "ciepłą wodę w kranie", ludzie nie lubią miękiszonów, domagają się twardej akcji.

PiS już krytykuje, podobnie jak cała prawica, co jest o tyle zabawne, że odpowiednia ustawa, autorstwa Koalicji Obywatelskiej, przewidywała czteroletni okres karencji dla aktywnych polityków, zanim mogliby kandydować na stanowiska sędziowskie. Tę ustawę zawetował prezydent Andrzej Duda, ku zadowoleniu PiS bo przecież ta partia wybrała na sędziów swoich aktywnych posłów, jak Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Piotrowicz. Zatem PiS nie ma tytułu do krytyki w tej sprawie, ale "wina Tuska" jest chyba u nich na sztandarach.

PiS ma ogromny problem z tym jaki fikołek zrobił ich poseł Marcin Romanowski. Oskarżony o malwersację w zakresie dysponowania tzw. Funduszem Sprawiedliwości, uciekł (najpierw on, później Zbigniew Ziobro) na Węgry. Po upadku Orbana na Węgrzech Ziobro przeniósł się do USA, zaś Romanowski dryfuje po Europie, odnajdując się ostatnio w...Nadniestrzu, maleńkim rosyjskim protektoracie, wydzielonym z Mołdawii. W każdym razie Romanowski wysłał stamtąd list do polskiego sądu, wnosząc o "list żelazny", aby mógł wrócić do Polski, i z wolnej stopy odpowiadać przed sądem. Tylko że...Romanowski do tej pory twierdził, że nie może wrócić do kraju, bo sądy są niesprawiedliwe, polityczne, dyskryminujące opozycję. Teraz chce od polskich sądów uzyskać list żelazny, wierząc, że taki list zapewni mu immunitet. Skąd ten nagły przypływ zaufania? Romanowski, członek Ordo Iuris, organizacji katolickiej, powinien pamiętać przypadek Jana Husa, człowieka wielkiej pobożności, który został spalony żywcem na stosie 6 lipca 1415 roku, pomimo tego że miał list żelazny od króla. Wcześniej na głowę nałożono mu koronę z wizerunkiem trzech diabłów i wydano wyrok śmierci. Tak zadecydował sobór w Konstancji i najwyraźniej sam papież. 

Romanowski, podobnie jak cała prawica, skłania się do współpracy z Rosją, nie bacząc na Ukrainę i całą przeszłość. Ale Polacy wciąż są i chcą być częścią Zachodu. Tłumaczenia Karola Karskiego, rzecznika dyscyplinarnego PiS, że Nadniestrze, to przecież teren dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i "miejsce tradycyjnych wyjazdów" nadają się do kabaretu politycznego. Niestety, ten gatunek satyry praktycznie wymarł, bo wszelkie ekwilibrystyczne fikołki polityków przebiły inwencję twórców. Nie znaczy to, że damy się na nie nabrać. 

Komentarze obsługiwane przez CComment