W tym roku mija 175 lat od urodzenia i 100 lat od śmierci znanej, nie tylko na północnym Mazowszu, postaci – Aleksandry Bąkowskiej. Choć doczekała się ona już wielu opracowań, wśród których szczególne miejsce zajmuje opowieść biograficzna autorstwa Lucyny Janikowej „Z buntem przez życie”, to jednak nieustannie postać „czerwonej hrabianki” przyciąga uwagę kolejnych autorów i badaczy. Napisać więc o niej coś nowego nie jest łatwo, ale przypomnieć jej postać warto, bo niewątpliwie należy do najwybitniejszych polskich i mazowieckich emancypantek drugiej połowy XIX i pierwszej ćwierci XX wieku.
Urodzona 15 maja 1851 r. – w niektórych jej biogramach podawana jest również data 29 kwietnia – w Ślubowie, w rodzinie ziemiańskiej Sędzimirów, porwana ideami pozytywizmu i „pracy u podstaw”, większość życia poświęciła na szerzenie oświaty wśród młodzieży wiejskiej i pracę społeczną, łącząc swoje losy przez blisko pół wieku z podciechanowską Gołotczyzną, gdzie umarła 9 maja 1926 r. Dlaczego Gołotczyzna? Po nieudanym małżeństwie z Kazimierzem Bąkowskim, właścicielem majątku w Ożarowie koło Wielunia, a dzięki koneksjom doktora Franciszka Rajkowskiego, Aleksandra Bąkowska nabyła 29 września 1880 r. Gołotczyznę z rąk dotychczasowego jej właściciela, Stefana Czarneckiego, za sumę ponad 65 tysięcy rubli. Tak oto stała się panią na majątku wynoszącym blisko 300 ha gruntu, wraz z pięknym parkiem dworskim, zniszczonym nieco, ale umeblowanym drewnianym dworem, z zabudową gospodarczą, zapasami zboża, inwentarzem żywy i martwym oraz… z długami po ich poprzednim właścicielu. W tym czasie pani na Gołotczyźnie poznała Aleksandra Świętochowskiego, za którego radą siadła do tłumaczenia artykułów i książek z języka francuskiego i angielskiego. Karol Darwin, Lewis Henri Morgan, Edward Burnett Tylor to – poza oczywiście Aleksandrem Świętochowskim – ówcześni mężczyźni jej życia, których twórczość zgłębiała i tłumaczyła. Ponadto w kręgu jej znajomych znalazł się pochodzący z Płocka, Ludwik Krzywicki, prekursor polskiej socjologii, czy Bolesław Prus, niedościgły kronikarz życia Warszawy tamtej epoki, którego sceny z „Lalki” mogła na własne oczy konfrontować z codziennością Powiśla, gdzie przez pewien czas mieszkała, ale również pisarki i działaczki tej miary, co Cecylia Plater-Zyberkówna, Stefania Sempołowska czy Władysława Weychert-Szymanowska. Do tego wszystkiego dochodził wyjątkowy w swoim rodzaju klimat polityczny wydarzeń z lat 1905-1907, a także marzenie jej życia – chęć stworzenia własnej szkoły gospodarczej dla dziewcząt wiejskich. Pierwsze prace i starania w tym zakresie podjęła już w 1907 r., ale los jej początkowo nie sprzyjał.
Po tragicznym pożarze z 1908 r., którego pastwą padł dwór w Gołotczyźnie, już rok później jej marzenie wreszcie stało się faktem. W odbudowanym dworku i przynależnym do niego gospodarstwie zostaje otwarta w 1909 r. pierwsza na Mazowszu, a druga w Królestwie Polskim (po Kruszynku na Kujawach), szkoła rolnicza dla dziewcząt, pod oficjalną nazwą Ferma Praktyczna Gospodarstwa dla Dziewcząt Wiejskich. Mimo dwóch wojen światowych i różnych dziejowych zawirowań szkoła ta przetrwała aż do lat pięćdziesiątych XX wieku. Zgodnie z myślą założycielki realizowano w niej program nauczania typowy dla żeńskich szkół rolniczych, ale również uczono przedmiotów ogólnych, wykładanych na uniwersytetach ludowych. Pięć godzin teorii i trzy godziny praktyki dziennie. Nauka gotowania, przygotowywania przetworów mięsnych, mlecznych, warzywnych i owocowych, nauka kroju i szycia, prania, chowu inwentarza, warzywnictwa, pszczelarstwa, ale również nauka języka ojczystego, historii, rachunków, higieny i etyki. Krótko mówiąc – teoria połączona z praktyką, typowy pozytywistyczny ideał wychowawczy. W 1913 r., wraz z Aleksandrem Świętochowskim, nasza bohaterka otwiera słynne „Bratne”, szkołę rolniczą dla wiejskich chłopców. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości obie placówki przeszły w ręce państwa polskiego. Wtedy tak naprawdę działały już trzy placówki: szkoła dla dziewcząt w Gołotczyźnie, „Bratne” dla chłopców oraz szkoła ogrodnicza „Krzewnie” (koedukacyjna).
Niestety, dość leciwa już wówczas Aleksandra Bąkowska, uległa w 1924 r. wypadkowi i na dwa lata została przykuta do łóżka. Przeprowadzka do Warszawy niewiele pomogła. Umarła w 1926 r., na kilka dni przed przewrotem majowym, w wieku 75 lat. Jak głosi napis na jej tablicy nagrobnej na cmentarzu w Klukowie, którego autorem był Aleksander Świętochowski, „żyła w zacności, umarła w chwale, zmartwychwstanie w czci serc wdzięcznych”. To on również, w poświęconej jej dedykacji na kartach swego monumentalnego dzieła, które wtedy wydał, czyli „Historii chłopów polskich”, napisał: „Tej, która szczerze, głęboko i bezinteresownie ukochała lud wiejski, (..) która oddała mu wszystko, co oddać mogła, która nie pozwoliła nigdy ujawnić publicznie swych szlachetnych czynów i ofiar, (…) ze czcią poświęcam owoc mojej pracy”.
PS. Miejmy nadzieję, że zaplanowana na 8 maja br. konferencja popularno-naukowa poświęcona pamięci Aleksandry z Sędzimirów Bąkowskiej, która odbędzie się w Muzeum Pozytywizmu w Gołotczyźnie, będzie szansą do odkrycia kolejnych kart życia tej wyjątkowej kobiety.






Komentarze obsługiwane przez CComment