Byliśmy w ub. tygodniu świadkami, jak działa demokracja w praktyce. A dokładnie jedno z podstawowych narzędzi tej demokracji – wybory. Węgrzy pokazali, jak społeczeństwo obywatelskie może odsunąć od władzy skorumpowanych, zakłamanych, oderwanych od realiów i głuchych na sygnały płynące zewsząd - rządzących.
Za pomocą kartek wyborczych i niesamowicie dużej frekwencji przy urnach Węgrzy wykrzyczeli, że chcą żyć w zjednoczonej Europie, w demokratycznym, przyjaznym i sprawiedliwym państwie. Równocześnie powiedzieli „nie” rosyjskim wpływom i chorej przyjaźni przywódcy swojego kraju Orbána z prezydentem Putinem. Wyrzucili za burtę rządzącą od 16 lat partię Fidesz, a zaprosili do władzy opozycyjną Tiszę i jej lidera Pétera Magyara.
Szczęśliwi bratankowie wyszli tłumnie na ulice stolicy, ściskali się i cieszyli świętując uwolnienie się od premiera Orbána. Wiele osób również w naszym kraju jest zadowolonych i dumnych, że postąpili podobnie jak my w 2023 roku, gdy odsunęliśmy PiS od władzy. Tylko jeszcze mocniej, dosadniej.
Węgrzy zrobili to przede wszystkim dla siebie, swoich rodzin, z nadzieją na lepsze życie. Ale również dla nas, Polaków i pozostałych Europejczyków, bo wszyscy jesteśmy świadkami, jak w naszej starej Europie zaczynają tu i ówdzie odradzać się (przy wsparciu amerykańskiego MAGA) zmory przeszłości: faszyzm, rasizm, nacjonalizm, ksenofobia i szowinizm.
Wiadomo, że są w Polsce ugrupowania i postaci, które popierały i darzyły Viktora Orbána, jego czyny i poglądy, miłością stałą i bezwarunkową. Cokolwiek by zrobił w swoim kraju, w UE, na forum międzynarodowym. Należą do nich przede wszystkim prezydent Karol Nawrocki oraz prezes Jarosław Kaczyński. No i ci dwaj politycy PiS podejrzani o malwersacje finansowe, którzy zbiegli do Budapesztu i schronili się pod spódnicą Orbána.
Karol Nawrocki rzucił się na ratunek zagrożonemu Orbánowi na tydzień przed wyborami. Pojechał do Budapesztu, by wyściskać mu prawicę, podnieść na duchu, a i może pokazać, jak należy prężyć bicepsy, stroić miny i z patosem wykrzykiwać frazesy. Za parę dni zawitał tam również w podobnej roli wiceprezydent USA J.D. Vance (z przesłaniem od Trumpa).
Okazało się, że obaj politycy prawicy, o ile walnie nie przyczynili się swoimi wizytami do klęski wyborczej Fideszu i upadku jego przywódcy, to na pewno nie pomogli.
No a teraz najciekawsze… Jak szef największych partii opozycyjnej w Polsce przyjął rezultat wyborów na Węgrzech. Jak „pogratulował” zwycięstwa Magyarowi (ale najpierw wtrąćmy: Viktor Orbán, zaraz po swojej klęsce zadzwonił do Pétera Magyara i pogratulował mu zwycięstwa. A co zrobił Jarosław Kaczyński PiS?
Na pytanie dziennikarza jednej z największych stacji telewizyjnych, publicznie, na żywo w kuluarach sejmowych odpowiedział, że nie szanuje zwycięzcy (Pétera Magyara) wyborów na Węgrzech, bo mu przeszkadza to, co opisuje jego żona. Chodzi o to, że przywódca Tiszy... upiekł szczenię psa w mikrofalówce. Kiedy reporter usiłował sprostować to niezwykłe straszno-śmieszne doniesienie, wskazując jego źródło jako przedwyborczy, ordynarny fake news, przytoczony jakoby z pamiętników byłej żony Magyara, a faktycznie spreparowany od początku do końca, prezes bez mrugnięcia oka brnął dalej w swoją makabryczną narrację: „Pan twierdzi, że to nieprawdą, a ja biorąc pod uwagę inne, zweryfikowane jego wyczyny, różne chodzenie pod stołem, i tak dalej, i tak dalej, jednak uważam, że jest to możliwe…”.
No pewnie, że możliwe, to jest argument nie do odparcia - Péter Magyar po upieczeniu psa spaceruje pod stołem! Kompromitacja! I to ma być przywódca Węgrów...?!
Reporter stracił rezon, zamilkli dziennikarze zadziwieni, ludzie przed odbiornikami osłupieli… No i co tu felietonista można jeszcze dodać?




![Marszałek Sejmu spotkał się z mieszkańcami Makowa [ZDJĘCIA]](/images/powiaty/makow/wydarzenia/czarzasty%201.jpg#joomlaImage://local-images/powiaty/makow/wydarzenia/czarzasty 1.jpg?width=900&height=600)

Komentarze obsługiwane przez CComment