Wreszcie prezydent Karol Nawrocki ma trochę dobrej prasy. Podpisał ustawę w sprawie cen paliw, wprawdzie przy okazji nakrzyczał i nawymyślał rządowi, ale złożył podpis, dzięki któremu tankujemy na stacjach benzynowych już drugi tydzień taniej. Ciężko to musiał przeżyć, bo zarzekał się, że temu rządowi, "najgorszemu w historii Polski" nic nie podpisze i w niczym nie będzie pomagał. Jednak się przemógł i pomógł. Po czym udał się w podróż zagraniczną na Filipiny.
A tam zdobył uznanie gospodarzy, gdyż odbył pokazowy trening ze znanym, nie tylko na dalekim wschodzie, bokserem Mammy Pacquiao. To były mistrz świata, legenda sportu na Filipinach. I ta legenda napisała w swoich mediach, że to był "zaszczyt trenować Jego Ekscelencję, Karola Nawrockiego, prezydenta Polski"...
Prezydent Nawrocki też był zadowolony i tak to skomentował: "Spotkałem się również z byłym senatorem Mannym Pacquiao, który kiedyś walczył w ringu, a dziś walczy z ubóstwem w swoim kraju, kierując powołanym do tego urzędem. To piękny przykład odpowiedzialności za wspólnotę i gotowości służenia innym".
No i dobrze, no i na zdrowie... Nie takie rzeczy robią głowy państwa podczas wizyt międzypaństwowych, może być i boks.
Prezydent otrzymał po treningu pamiątkowe rękawice, a sam odwdzięczył się… ozdobnymi spinkami do rękawów.
Byłyby nawet punkty dodatnie (w sondażach) dla prezydenta, gdyby nie wyskok podkomendnego z kancelarii, Marcina Przydacza. Zamieścił on na X-ie komentarz po sparingu. Jaki? Oczywiście - antyrządowy, antytuskowy: "To zdjęcie dla promocji Polski na świecie wykonało tysiąc razy więcej pozytywnej roboty niż planowana przez rządzących za miliony budżetowych złotych akcja pt. Marka Polska. Kreatywność i patriotyzm kontra chlebowość i kompleksy".
Ten urzędnik, podobnie jak jego koledzy z kancelarii chyba źle by się czuli, gdyby każdego dnia nie nawrzucali rządowi, premierowi i całej koalicji. A wystarczyło pomilczeć i te punkty zdobyte z takim trudem przez prezydenta w ringu na Filipinach mogłyby mu zaprocentować. A za sprawą tak "subtelnego" komentarza, raczej nici (a ostatnie sondaże popularności prezydenta lecą w dół). Do tego doszedł nieoczekiwany cios wyprowadzony z narożnika w Polsce przez ogólnopolską gazetę. Wybuchła mała końska afera.
Koń jaki jest, każdy widzi… A my widzimy aż trzy konie: fryzyjskiego, hucuła oraz kuca. Wszystkie znajdują się w prezydenckiej rezydencji Promnik w Rudzie Tarnowskiej (100 km od Warszawy). Na pierwszym, Ramzesie, jeździ sam prezydent Karol Nawrocki, drugiego - Aramisa dosiadać ma pani prezydentowa, natomiast Edzio przeznaczony jest dla córki prezydenckiej. A jeszcze jest koń czwarty, nieznany z rasy i imienia. A służy on podczas przejażdżek ochroniarzowi rodziny prezydenckiej. Do tego jest instruktor jazdy, obsługa stajni i przyczepy do wożenia koni...
Gdzie tu afera? Ano taka, że one zostały zakupione w czasie kadencji Nawrockiego (poprzedni prezydenci nie cwałowali), nieprzychylna gazeta więc pyta kancelarię prezydenta - Czy konie zostały kupione i za jaką cenę, a jeśli są prezentem – to od kogo?
A i politycy koalicji są oburzeni. Premier Tusk pokazał zdjęcie z młodości, jak cwałuje na koniu z podpisem: „Jeździłem słabo, ale za swoje", rzecznik rządu Adam Szłapka dodał: „Jeździectwo to przepiękny sport, ale jeździmy za swoje. I nie trzeba trzymać koni w Kancelarii". Na oficjalnym profilu Koalicji Obywatelskiej ukazał sie wpis: „Trzy konie Nawrockiego i jego rodziny, zero informacji, kto je kupił i płaci za ich utrzymanie. Panie Prezydencie – Polki i Polacy nadal czekają na odpowiedź: ile kosztuje utrzymanie pańskich koni?"
Na razie kancelaria odpowiedziała redakcji: „Konie nie stanowią własności Kancelarii Prezydenta RP i nie zostały przez Kancelarię nabyte. Ich właścicielem jest Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP, będące odrębną jednostką sektora finansów publicznych, działającą w formie instytucji gospodarki budżetowej".
Aaa… jak odrębna jednostka to spoko. Można cwałować...






Komentarze obsługiwane przez CComment